Sport Oświęcim

Co to był za mecz!

Tak cieszył się z wygranej Iiro Vehmanen. Fot. Wojciech Ciomborowski

Pojedynek Comarch Cracovii z oświęcimską Unią nie był może wybitnym spotkaniem pod względem czysto sportowym. Niemniej dostarczył ogromnych emocji, a gościom przyniósł cenne dwa punkty, a mógł nawet zakończyć się wygraną ekipy Witolda Magiery w regulaminowym czasie gry!

Gdyby na lodowisko przy ul. Siedleckiego zaplątał się przypadkowy kibic, to miałby duże kłopoty ze wskazaniem, która z rywalizujących na tafli ekip ma już praktycznie zapewniony awans do play-off i myśli o grze o medale, a która wciąż mozolnie zabiega by w play-off w ogóle się znaleźć. Dużo niżej notowani oświęcimianie od pierwszego bulika rzucili się na rywali niczym charty na swoje ofiary. W efekcie krakowanie raz po raz przekonywali się jak twarde są bandy ich lodowiska, a stojący między słupkami Robert Kowalówka uwijał się jak w ukropie, gdyż raz po raz na strzeżoną przez niego bramkę leciał lub sunął po lodzie krążek. Ambitna postawa przyjezdnych została zagrodzona w 11 min., a na listę strzelców wpisał się Andrej Themár. Niestety potem słabsze momenty przydarzyły się Sebastianowi Lipińskiemu. O ile przy pierwszej bramce był bez szans, to przy dwóch kolejnych nie tylko mógł, ale wręcz powinien lepiej się zachować. – Cóż, młody nie wszedł w mecz. Widać tak miało być – powiedział po spotkaniu beskidzkiej24.pl Witold Magiera.

Oświęcimski szkoleniowiec widząc, że jego młody bramkarz nie ma najlepszego dnia odesłał go do boksu, a do gry desygnował etatowego Michala Fikrta. Ten w ostatnich meczach miał słabsze momenty, ale dziś pokazał klasę. Odkąd tylko pojawił się na lodzie krakowanie zaczęli bić głową w mur, a konkretnie krążkiem w Fikrta. Jego partnerzy widząc, że mają zabezpieczone tyły odważniej ruszyli do ataku, co zakończyło się kontaktowym golem Iiro Vehmanena. A kto wie czy tercja nie zakończyłaby się remisem gdyby sędziowie po faulu Jauhienija Kamienieu na Kamilu Paszku podyktowali rzut karny (późniejsze wydarzenia pokazały, że Unici mieliby duże szanse na jego wykorzystanie) . Ten wydawał się ewidentny. Oświęcimianin wyprzedził rywala i znalazł się w dogodnej sytuacji do oddania strzału, ale wówczas został powalony na lód.

Kontrowersyjna decyzja arbitrów (jak się okaże później nie jedyna w tym meczu) nie podcięła gościom skrzydeł. W ostatniej odsłonie grali swoje, a kibice Cracovii coraz bardziej drżeli o wynik. I mieli ku temu podstawy bo z minuty na minutę Unia nabierała wiatru w żagle. Wreszcie Mateusz Adamus znakomitym podaniem wypuścił Patryk Malicki na pojedynek „sam na sam” z Kowalówką. Malicki nie zmarnował okazji i był remis – Nie powiem, że nie ćwiczyliśmy tego na treningach – zauważył po meczu Witold Magiera. Gdy, kilka minut po trafieniu Malickiego, Sebastian Kowalówka wykończył precyzyjnym strzałem akcję zainicjowaną przez Petera Bezuškę i Jana Danečka wydawało się, że jest po meczu. I prawie było. Jeszcze na osiem sekund przed końcem spotkania oświęcimianie byli pod bramką krakowian. Ci jednak się wybronili i wyszli z kontrą, którą sekundę przed końcem meczu, zdobyciem bramki zakończył Paweł Zygmunt. Goście nie mogli się tym pogodzić. Przekonywali arbitrów, że gol padł już po końcowej syrenie. Ci długo analizowali zapis wideo i ostatecznie swoją decyzję podtrzymali. – Myślałem, że w swoim życiu widziałem już wszystko, ale okazuje się, że nie. Jak to możliwe, że w XXI wieku zegar zacina się kilka razy w ciągu meczu i pokazuje inny czas niż jest w rzeczywistości. Mogliśmy wygrać za trzy punkty i odrobić do torunian dwa (Energa przegrała w Sosnowcu z Zagłębiem po rzutach karnych – przyp.), a tak udało się tylko jeden – mówił z lekkim żalem w głosie Witold Magiera.

Dogrywka nie przyniosła bramek. Za to w konkursie najazdów, jak w hokeju nazywa się rzuty karne Unici byli bezbłędni (kolejno trafili Martin Przygodzki, Iiro Vehmanen, Sebastian Kowalówka, Jakub Šaur), a Fikrt zatrzymał Jaakko Turtiainena i Damiana Kapicę

Comarch Cracovia – Unia Oświęcim 4 : 5 k. (2:1, 1:1, 1:2, d. 0:0, k. 2:4)

Autorem fotoreportażu jest Wojciech Ciomborowski

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o