Wydarzenia Wadowice

Pod presją czadu

Fot. Jacek Dyrlaga

Czytelniczka z Andrychowa poskarżyła się naszej redakcji, że wraz z rodziną mieszka w warunkach grożących domownikom utratą zdrowia, a nawet śmiercią. Mąż ledwo uszedł z życiem, stracił przytomność i przebywał w szpitalu. Ona wraz z trójką dzieci musiała po tym wydarzeniu spędzić dobę poza własnym lokum. A zagrożenie ze strony podstępnego czadu nie minęło…

Miejsce dramatycznych zdarzeń to ostatnia klatka bloku nr 4 przy ulicy Włókniarzy. Tu na parterze mieszka rodzina Górkiewiczów. Niedawne wydarzenie zapamiętają na długo. – Mąż kąpał się pod prysznicem trzy minuty, zakręcił wodę, a ja w pewnym momencie usłyszałam rumor – wspomina Katarzyna Górkiewicz. Na podłogę upadł jej mąż. – Źle poczułem się pod prysznicem, zakręciłem wodę, wyszedłem z kabiny i wydawało mi się, że jest wszystko w porządku – mówi Krzysztof Górkiewicz. – Zdążyłem jeszcze wytrzeć się ręcznikiem i założyć spodenki, a potem już nic nie pamiętam. Do łazienki wbiegła żona i zobaczyła, że mąż leży bezwładnie na podłodze. Wezwała natychmiast pogotowie, przyjechała też straż pożarna. Andrychowianka kazała dzieciom pootwierać wszystkie okna w mieszkaniu. Mąż trafił do szpitala, a pozostałych członków rodziny przebadano i nakazano wietrzenie oraz opuszczenie lokalu na co najmniej 24 godziny. Jak wspominają Górkiewiczowie, to nie pierwszy taki przypadek w ich pionie klatki schodowej. W sylwestra zasłabł sąsiad, także przewieziony do szpitala.

CIĄGLE W STRACHU

Rodzina nadal czuje się zagrożona. Małżonkowie zapewniają, że bronią się jak mogą, aby wyeliminować niepożądany wpływ piecyka gazowego znajdującego się w pobliżu kabiny prysznicowej. W drzwiach do łazienki wywiercili dodatkowe otwory, aby był większy przewiew. To ani na jotę, ich zdaniem, nie poprawiło sytuacji. Ponadto kupili i zainstalowali czujnik tlenku węgla. 14 stycznia Zakład Obsługi Mienia Komunalnego w Andrychowie zamontował w kuchni nawiew. I co? To także, jak twierdzą, niczego nie zmieniło. Gdy tylko używa się ciepłej wody ponad trzy minuty, to czujnik wszczyna alarm. Katarzyna i Krzysztof Górkiewiczowie przyznają, że używają ciepłej wody nie tylko pod prysznicem oraz w kuchni, ale także w pralce, aby zaoszczędzić na rachunkach za energię elektryczną. Ich zdaniem przyczyną wszystkiego jest niedrożność w instalacji kominowej – czad częściowo wraca do łazienki. Mają obawy, czy przewody kominowe są regularnie czyszczone. Boją się tym bardziej, że jedno z dzieci jest po ciężkich operacjach, a i pani Katarzyna też ma na koncie zabiegi. Ich odporność na czad jest zatem mniejsza.

Blok nr 4 przy ulicy Włókniarzy ma złożony układ właścicielski. Większość lokali należy do osób prywatnych. Jako całość budynek jest we władaniu wspólnoty mieszkaniowej i pozostaje w administracji Zarządu Wspólnot Mieszkaniowych. Część mieszkań stanowi własność gminy Andrychów i stąd dodatkowo podlega nadzorowi Zakładowi Obsługi Mienia Komunalnego. Rodzina Górkiewiczów mieszka w lokalu gminnym. Po wizycie u niej udaliśmy się do obu tych instytucji.

SAMI ZAWINILI,
BO WYMIENILI?

Dyrektor ZOMK Grzegorz Góra podkreśla, że jego zakład zrobił wszystko co mógł w tej sprawie. Niedawno w lokalu zainstalowano przy oknie nawiewniki, odbywają się stałe kontrole bezpieczeństwa. Po dramatycznym wydarzeniu odbyły się szczegółowe, specjalistyczne badania instalacji gazowych jak i kominowych. – Okazało się, że wszystkie przewody są drożne – mówi Grzegorz Góra. – Natomiast cyrkulacja powietrza nie działa tak, aby mieszkanie było należycie wietrzone. W opinii dyrektora wina leży po stronie samych użytkowników lokalu. Najistotniejszą przeszkodą jest to, jak przekonuje szef ZOFK, że mimo powiększenia liczby otworów w drzwiach łazienkowych, nadal jest to za mało. Gdy przekazywano mieszkanie Górkiewiczom, wywietrznik w postaci kratki w drzwiach był zgodny z wymogami bezpieczeństwa. – Najemcy wymienili sobie drzwi łazienkowe, w nowych mieli tylko cztery małe otwory i do dnia zdarzenia nic z tym nie zrobili – dodaje dyrektor. – Potem już wykonali dodatkowe, ale to ciągle za mało. Przepisy przewidują, że wywietrznik ma mieć 220 cm kw. Jak podkreśla szef ZOFK tylko dostosowanie się do przepisów najemców może zapewnić im bezpieczeństwo. Nie można im niczego nakazywać czy siłą wymuszać, ale mają czarno na białym pokontrolne zalecenia, co trzeba zrobić, aby zlikwidować zagrożenie. Wszystko jest zatem, jak przekonuje dyrektor, tylko i wyłącznie w ich rękach.

Podobnego zdania jest Maria Dybał, szefowa Zarządu Wspólnot Mieszkaniowych. Zauważa, że to problem bynajmniej nie jednostkowy. Pokazuje przy okazji stertę zaleceń pokontrolnych pozostawionych właścicielom i użytkownikom mieszkań. A przeglądy gazowe i kominiarskie wykonywane są raz w roku. Ostatnia kontrola odbyła się w listopadzie 2018 r. – Tylko jedna osoba zgłosiła się do nas, że zalecenia wykonała – mówi Maria Dybał. – W pozostałych przypadkach nie ma reakcji. Zdaniem szefowej ZWM, w mieszkaniu, gdzie doszło do podtrucia tlenkiem węgla nadal obieg powietrza jest niewłaściwy. – Napływ tlenu w łazience jest mniejszy niż jego zużycie – dodaje Maria Dybał. Skoro panuje w tym lokalu taka sytuacja, to zaproponowała najemcom, by korzystali z łazienki przy otwartych drzwiach. Szefowie ZOMK, jak i ZWM twierdzą, że zrobili wszystko, co w tej sytuacji zrobić mogli.

google_news