Na sygnale Sucha Beskidzka

Stoczył się ze skarpy

Fot. Wojciech Ciomborowski

O szczęściu w nieszczęściu może mówić kielczanin, który na granicy Palczy i Harbutowic stracił panowanie nad chryslerem, którym się poruszał. Pojazd wypadł z drogi i stoczył się ze stromej, wysokiej skarpy.

Mężczyzna jechał z rodzinnych Kielc do Wadowic. Z niewyjaśnionych powodów nawigacja poprowadziła go przez… Palczę, a nie drogą krajową 52. Na ostrym zakręcie, na którym nawierzchnia drogi pokryta była śliską mazią jaka powstała po lekkim deszczu chrysler wpadł w poślizg. Zamiast skręcić w lewo… pojechał prosto. „Opuścił” drogę, złamał znak ostrzegający o zakręcie, a następnie stoczył się ze skarpy. Po zrobieniu koziołków zatrzymał się na czterech kołach.  – Na szczęście miałem zapięte pasy. Gdyby nie one pewnie bym nie żył – powiedział nam kielczanin, czekając na przyjazd pomocy drogowej. Poważnie rozbite auto na dobre utknęło bowiem w głębokim jarze i potrzebne było użycie dźwigu do jego wyciągnięcia.

google_news