Wydarzenia Sucha Beskidzka

Wołanie o wodę

Fot. Edyta Łepkowska

Kiedy inni cieszyli się z pięknej pogody utrzymującej się w tym roku przez większą część wiosny, lata i jesieni, mieszkańcy Juszczyna z nadzieją przyglądali się każdej nadciągającej chmurce, oczekując na deszcz. Bo gdy brak opadów, we wsi wysychają studnie i ujęcia wody. Nadejście zimy nie poprawiło sytuacji. Życiodajnego płynu wciąż nie ma.

 

Już od lat juszczynianie słyszą o planowanej budowie wodociągu w ich miejscowości. We wsi odbyły się trzy poświęcone tej sprawie spotkania, podczas których ludzie wypełniali oświadczenia mające na celu ustalenie, ile osób jest zainteresowanych przyłączeniem do sieci. Chętnych nie brakowało, bo ilekroć przez dłuższy czas nie ma deszczu, w studniach i ujęciach w Juszczynie zaczyna brakować wody. – Po wsi chodzili już nawet projektanci i wskazywali, gdzie będzie przebiegała linia główna, pytali mieszkańców o zgodę. To wszystko dawało nadzieję na poprawę sytuacji, niestety potem nic więcej się nie wydarzyło. W dodatku, kiedy studnie wysychają i wodę trzeba dowozić, ludzie muszą płacić nie tylko za nią, ale również za jej transport. Widziałem fakturę, na której za trzy tysiące litrów z dowozem policzono siedemdziesiąt pięć złotych. A przecież kubik wody z wodociągu w Makowie nie kosztuje nawet pięciu złotych! – denerwuje się sołtys Juszczyna Stanisław Kozieł (na zdjęciu).

 

Burmistrz Makowa Podhalańskiego Paweł Sala wyjaśnia, że jeżeli mieszkaniec którejkolwiek miejscowości na terenie gminy chce skorzystać z miejskiej wody i sam odbierze ją z ujęcia, to zapłaci tylko 4,67 zł za metr sześcienny. Jeśli natomiast zażyczy sobie dowiezienia jej do domu, musi ponieść koszty transportu według określonych stawek za kilometr. – W okresach suszy, kiedy mamy stwierdzone powszechne niedostatki wody, uruchamiamy w ramach zarządzania kryzysowego taki mechanizm, że koszty dowozu dzielimy na pół. Jedną połowę ponosi mieszkaniec, a drugą gmina. Ale nie możemy przejąć całego kosztu, bo wtedy ludzie straciliby determinację, by zabezpieczać i modernizować własne ujęcia wody – tłumaczy.

 

Natomiast Marek Guzik, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Wodno-Kanalizacyjnego “Eko-Skawa” Sp. z o.o. zapewnia, że plany budowy wodociągu w Juszczynie nie zostały bynajmniej poniechane. – Mamy już opracowaną koncepcję i wykopane dwa ujęcia wody nad rzeką Skawą. Poczyniliśmy też próby pozyskania nieruchomości w osiedlu Kuraskowa – tam, gdzie projektant wskazał, że ma się znajdować zbiornik. Ale mieszkańcy albo dyktują warunki nie do przyjęcia, albo nawet nie pofatygują się, żeby przyjść i powiedzieć, jakie kwoty ich interesują. Chcieliśmy nabyć działkę rolną, przyjęliśmy cenę bardzo wysoką, bo po dwadzieścia złotych za metr kwadratowy, a właścicielka stwierdziła, że nie sprzeda nam nawet po pięćdziesiąt. Od dwóch osób, które zaprosiliśmy na spotkanie, w ogóle nie ma odzewu. Dowiadywaliśmy się też o możliwość nabycia i scalenia małych działek budowlanych, jednak ich właściciele nie są zainteresowani sprzedażą – mówi.

 

Jak podkreśla, dużym problemem są też koszty planowanej inwestycji. Budowa stacji uzdatniania wody, przepompowni i zbiorników już rok temu wyceniona została na 7 mln zł, a przy obecnych cenach może nawet przekroczyć 9 mln zł. – Żeby to zrobić, musimy pozyskać dotację, a na razie nie ma naboru wniosków o dofinansowanie tego typu przedsięwzięć. Rozumiem rozgoryczenie mieszkańców Juszczyna, którzy rzeczywiście są bardzo doświadczeni przez niedobór wody, ale ten sam problem pojawia się też w Makowie Dolnym i Grzechyni – dodaje Marek Guzik.

1
Skomentuj

avatar
1 Komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Śledzących
 
Najwięcej odpowiedzi
Najgorętsze komentarze
1 Komentarzy
Franuś Ostatnio komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Franuś
Gość
Franuś

Niesamowite, mieszkańcy dotknięci brakiem wody, płacący duże pieniądze za przywóz nie są zainteresowani i nie chcą albo sobie wodę sami przywieźć albo przyjść do PW-K. Woda przecież jest a że nie w tym miejscu co trzeba…