Trwa spór o tereny w sąsiedztwie cmentarza w Mikuszowicach. Salwatorianie sprzedali je biznesmenowi, choć miały tam powstać kolejne miejsca pochówku. Wierni domagają się rekompensaty.
O sprawie już pisaliśmy. Przypomnijmy: na początku roku Polska Prowincja Salwatorianów sprzedała blisko dwa hektary terenu przylegającego do cmentarza w Mikuszowicach za około 1,9 mln zł. Chodzi o działki w rejonie ul. Czołgistów i Modrej.
Sprawa oburzyła mieszkańców, w tym Henryka Juszczyka, byłego wiceprezydenta miasta, który w latach 90. brał udział w rozmowach z Ministerstwem Obrony Narodowej. Dowództwo wojskowe w Krakowie przekazało teren gminie, a ta ofiarowała go za symboliczne 100 zł parafii w Mikuszowicach z przeznaczeniem na utworzenie cmentarza parafialnego.
Decyzją biskupa Tadeusza Rakoczego w 2013 roku diecezja przekazała grunty Salwatorianom. Z początkiem bieżącego roku zakon je sprzedał.
Sprzedano porośnięty drzewami 50-metrowy pas buforowy pomiędzy domami a cmentarzem, a także tereny za nekropolią. Transakcja odbyła się poza wiedzą parafii i wiernych. Teren zakupił bielski przedsiębiorca.
Nowy właściciel zdążył już złożyć wnioski o warunki zabudowy pod szeregowce i hotel, proponując władzom Bielska-Białej wymianę za grunty pod Szyndzielnią lub w Kamienicy. Miasto propozycję odrzuciło i przystąpiło do uchwalenia planu, by teren wyłączyć spod zabudowy.
Równocześnie parafianie wystosowali pismo do Salwatorianów i niedawno otrzymali odpowiedź. Przełożony prowincji ks. Józef Figiel stara się usprawiedliwić decyzję podjętą w Krakowie.
Zakonnik argumentuje, że w ocenie władz zakonu sprzedane grunty nie mogły posłużyć do rozbudowy cmentarza. Ksiądz Figiel odwołuje się przy tym do rozporządzenia z 1959 roku, które wymaga zachowania odległości 50 m od zabudowań i 150 m od ujęcia wody. Studnia powstała na gruncie dzierżawionym przedsiębiorcy, który zakupił teren od zakonu.
Ksiądz Figiel dodaje, że negocjacje z bielską gminą trwały od trzech lat, ale brak konkretnych propozycji finansowych skłonił zakon do sprzedaży terenu osobie prywatnej.
Prowincjał zdaje się „umywać ręce” stwierdzeniem kończącym pismo, w którym padają słowa, że sprzedaż terenu nie stoi na przeszkodzie, by gmina kontynuowała rozmowy na temat nabycia działek bezpośrednio od nowego właściciela.
Na odpowiedź ze strony społeczności nie trzeba było długo czekać. Parafianie wystosowali do krakowskiej kurii Salwatorianów stanowczy list, w którym wprost zarzucają zakonnikom mijanie się z prawdą.
„W odpowiedzi na pismo Księdza Prowincjała chcemy zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii, które zostały w nim przedstawione w sprzeczności z faktami” – piszą oburzeni parafianie.
Mieszkańcy wykazują, że tzw. strefa buforowa była zaplanowana celowo i sfinansowana z kieszeni wiernych, a argument o blokującej rozbudowę cmentarza studni jest nieprawdziwy, bo miała ona zostać zlikwidowana po zakończeniu dzierżawy. Takie ustalenia miały zapaść jeszcze z poprzednim proboszczem parafii, ks. Tadeuszem Słoniną.
Parafianie podkreślają, że decyzja zakonu odebrała szansę na pochówek dla około tysiąca wiernych z Mikuszowic, co ludzie potraktowali jako „zabór mienia” w istocie należącego do parafii.
W ramach zadośćuczynienia wierni żądają od Salwatorianów sfinansowania inwestycji na obecnym cmentarzu.
„Uważamy, że w tej sytuacji właściwym rozwiązaniem, będącym swoistą rekompensatą za utracony teren, byłaby budowa przez władze prowincjalne kolumbarium z własnych środków na naszym cmentarzu” – piszą.
Wierni z Mikuszowic oczekują zadośćuczynienia i wybudowania 300 nisz, w których można złożyć od dwóch do czterech urn. Koszt takiej inwestycji oszacowali na 900 tys. zł.
Pismo trafiło już do ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej biskupa Romana Pindla oraz prezydenta miasta Jarosława Klimaszewskiego. Jakie będzie stanowisko Salwatorianów? Do sprawy wrócimy.
BARTŁOMIEJ KAWALEC




