Wydarzenia Bielsko-Biała

Prezydent z absolutorium. Nie brakowało jednak uszczypliwości

Fot. Paweł Sowa – Wydział Prasowy UM BB

Złośliwości, osobiste wycieczki i niepotrzebne słowa – tak wyglądała czwartkowa dyskusja podczas sesji absolutoryjnej, w której prezydent Bielska-Białej Jarosław Klimaszewski odniósł się do uwag zgłoszonych przez lidera opozycji Konrada Łosia. Włodarz miasta w zdecydowany sposób odpierał zarzuty dotyczące polityki mieszkaniowej oraz demografii, a w obronę wziął również podległych sobie urzędników.

W czwartek prezydent otrzymał wotum zaufania i absolutorium, ale wszyscy radni PiS głosowali przeciwko. Lider opozycji Konrad Łoś krytykował prezydenta przez blisko 30 minut. Później wywiązała się długa i momentami pełna złośliwości dyskusja, w której wyczuwalny był brak klasy. – Jeśli chodzi o demografię to użył pan sformułowania „faktyczne miejsce zamieszkania”. Nie ma czegoś takiego, w statystykach jest tylko „osoby zameldowane”. To tylko tak, jakby pan za rok o tym mówił znowu, to żeby pan to sobie poprawił, jeśli mogę prosić – zaczął pouczać opozycję prezydent Klimaszewski.

W temacie mieszkalnictwa prezydent ocenił, że nigdy nie było lepiej w tym mieście pod tym względem. – Oczywiście stanu idealnego nie ma, bo generalnie nie ma stanów idealnych – odpowiadał prezydent. – Pan ma obowiązek polityczny mnie krytykować, bo nie jest to na szczęście – i to bardzo doceniam – kwestia pana charakteru jako człowieka, tutaj nie mam najmniejszych zastrzeżeń – pozwalał sobie na osobiste wycieczki pod adresem radnego Łosia, a przewodnicząca Dorota Piegzik-Izydroczyk (tym razem) milczała.

Później prezydent Klimaszewski przeprosił urzędników wydziału komunikacji za słowa Łosia, który mówił o „bezmyślne likwidowanych przejściach dla pieszych”, co było najpewniej nawiązaniem do działań podejmowanych w rejonie ulicy Słowackiego, Chopina, Grunwaldzkiej, Sixta, Dąbrowskiego i Modrzewskiego. – Bardzo panie naczelniku przepraszam, tak się nie powinno mówić do ludzi – przekonywał prezydent.

Później dyskusja skupiła się wokół remontu bieżni na stadionie lekkoatletycznym w Wapienicy. Prezydenta najprawdopodobniej ubodły słowa radnego Łosia, który przypisał sobie zasługi w tym zakresie. – Do tego przekonała mnie akcja młodzieży Shortów Obywatelskich i Rada Osiedla Wapienicy. Bardzo się cieszę, że się pan wszystkimi moimi decyzjami chwali na Facebooku, jakby pan tam tylko dodał, kto podjął tę decyzję, nie kto pisał, tylko kto podjął decyzję i wziął odpowiedzialność – pouczał Klimaszewski.

Później z ironią zwrócił uwagę, że szef klubu PiS nie wspomniał nic o zadłużeniu. – Zapomniał pan o jednej, chyba że nie słuchałem, przepraszam. O zadłużeniu miasta nie było? Ciekawe. Dziękuję – mówił.

Aleksandra Woźniak wypowiedzi prezydenta oceniła jako pokaz buty. – Naprawdę absolutnie nie przystoi – zaczęła, a po chwili przerwała jej przewodnicząca Dorota Piegzik-Izydroczyk. – Pani radna pozwoli, żeby tu nie było wycieczek osobistych, które niech pani zachowa dla siebie – pouczała w mało eleganckim stylu. W podobnym tonie wypowiadał się radny Łoś, który mówił, że złośliwości prezydenta są niepotrzebne.

Później wywiązała się jeszcze dyskusja, której punktem zapalnym był komentarz Ireneusza Kiecaka do głosowania radnych dotyczącego polityki mieszkaniowej. Zdaniem radnej Woźniak, urzędnikowi to nie przystoi. Dyrektora bronił prezydent Klimaszewski, zauważając, że Kiecak jest mieszkańcem miasta i ma do tego prawo. Radna ripostowała, że dyrektor ZGM zabiera głos na sali jako urzędnik, a nie mieszkaniec.

BARTŁOMIEJ KAWALEC

google_news
Kronika Beskidzka prasa