Bielsko-Biała Wydarzenia Cieszyn Czechowice-Dziedzice Żywiec

Dyrektor ROK-u: Ostatnie lata to dobry czas dla folkloru | WIDEO

Czy kultura ludowa w Beskidach ma się dobrze? Czy tradycje pasterskie zamierają, czy wręcz przeciwnie? Jakie imprezy folklorystyczne czekają nas w najbliższym czasie? O tych i innych tematach rozmawiamy w Beskidzkiej TV z Anetą Legierską-Bujok, dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej, który jest jednostką kultury Samorządu Województwa Śląskiego. Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo.

Jak ocenia Pani kondycję folkloru w naszym regionie? Czy tradycyjne tańce, zwyczaje, potrawy, gwary odejdą wraz ze starszymi pokoleniami, czy są chętnie kultywowane przez młodych?

Tereny góralskie w porównaniu z pozostałymi i tak mają się bardzo dobrze jeśli chodzi o folklor. Natomiast obserwujemy, że część zwyczajów wraz ze starszym pokoleniem odchodzi, ale nie całkowicie. Na szczęście cały czas są ludzie, którzy dbają o to, aby w jak najszerszym zakresie spisać obrzędy związane z naszym regionem. Folklor w ostatnich latach – a sama wywodzę się z tego środowiska – ma się bardzo dobrze. Powstało wiele inicjatyw, różnego rodzaju programów, przez co dzisiaj zespoły mają gdzie ćwiczyć, mają fundusze na wyjazdy i możliwość zakupu strojów regionalnych. Tak samo dzieje się z fundacjami czy stowarzyszeniami. Oczywiście to zależy od regionu, od tego jak mocna jest grupa inicjatywna, ale ostatnie lata to dobry czas dla folkloru.

Pani oczkiem w głowie jest popularyzowanie gwary i stroju regionalnego. Czy to zadanie łatwe?

Nie jest to łatwe. Rozpocznijmy od gwary, bo ona jest mi najbliższa, sama na co dzień rządzim gwarą góralki śląskiej. Zauważamy to mocno, że szczególnie wśród dzieci jest to ogromny problem. Jako Regionalny Ośrodek Kultury mamy w programie dbałość o gwarę. Dzisiaj dzieci bardzo wcześnie idą do przedszkoli i żłobków i są tam zaopiekowane bardzo dobrze, ale przez osoby, które nie używają gwary. Nie jest to niczyja wina, natomiast naszą rolą jest zadbanie o to, żeby w tych placówkach wprowadzać lekcje gwary, stwarzać dzieciom możliwość spotkania z ludźmi, którzy się nią posługują, uświadamiać najmłodszych, w jakim regionie się wychowują i wprowadzać na lekcjach więcej wiedzy regionalnej. Wciąż apelujemy, aby nie wstydzić się mówić gwarą.

Natomiast strój regionalny ma się dobrze. Dzisiaj są już takie możliwości, że materiały, z których odtwarza się tradycyjne stroje, są bardziej wygodne do prania i używania, a nawet do tańczenia. Krawcowe, które się tym zajmują, szukają starych zdjęć, archiwów, więc te stroje są przepiękne.

Przejdźmy teraz do tematu pasterstwa. Rok 2026 został ogłoszony przez Sejmik Województwa Śląskiego Rokiem Górali i Obrzędów Pasterskich w Województwie Śląskim. Z czym się to wiąże i na ile pomaga beskidzkim bacom? Czy pasterstwo ma u nas przyszłość?

Ja się z tej inicjatywy bardzo cieszę. Społeczeństwo widzi taką potrzebę i chyba jest to też dostrzegane, że na południu pasterstwo jest jeszcze prawdziwe i mocno pielęgnowane. Dlatego tym bardziej podnosimy na wokandę te wszystkie wydarzenia owcze i kozie: zwyki bacowskie, mieszania owiec, redyki czy rozsody. W tym roku pojawiły się też stawianie mojek czy zapalanie ognisk na łąkach.

Oczywiście pasterstwo nie jest takie jak 200-300 lat temu, kiedy owce stanowiły gros gospodarki w naszym regionie, natomiast dzisiaj są miejsca, w których nasi bacowie o to dbają i możemy jeszcze spokojnie mówić o pasterstwie w Beskidach.

Już wkrótce, 4 i 5 lipca, w Brennej odbędzie się Wojewódzki Przegląd Wiejskich Zespołów Artystycznych. W programie przewidziane są jednak nie tylko występy sceniczne. Co się tam będzie działo?

Już od kilkudziesięciu lat spotykamy się w Brennej, aby dać przestrzeń zespołom i grupom, które nie są mocno sformalizowane, które ćwiczą bardziej amatorsko przy okazji spotkań kół gospodyń wiejskich czy ochotniczych straży pożarnych. Przyjeżdżają one z całego województwa śląskiego i przez dwa dni występują w amfiteatrze dla mieszkańców, turystów i dla siebie nawzajem, bo jest to też czas, kiedy one się między sobą podglądają. A my dodatkowo organizujemy dla nich warsztaty z etnologami czy muzykologami, żeby uczyć ich emisji głosu i tego wszystkiego, co im jest potrzebne. Staramy się tak zagospodarować im czas, aby mogli się zintegrować, ale też wynieść coś dla siebie.

Z kolei przełom lipca i sierpnia tradycyjnie będzie należał do wielkiego święta folkloru, czyli Tygodnia Kultury Beskidzkiej. To swego rodzaju fenomen, że w czasach smartfonów i sztucznej inteligencji impreza folklorystyczna, która liczy już sobie ponad 60 lat, nadal przyciąga tłumy i co roku ma w sobie jakiś powiew świeżości. Jak to robicie?

Dla nas to też jest rzecz niezwykła. Już po raz 63. spotkamy się w tym roku na ośmiu estradach tradycyjnie na przełomie lipca i sierpnia. To jest zaangażowanie wszystkich, którzy organizują to wydarzenie, bo mamy oczywiście Komitet Organizacyjny Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Pani dyrektor programowo-artystyczna Magdalena Koim razem z całą ekipą dba o to, żeby zespoły przyjeżdżały do nas z całego świata i były dobrze zaopiekowane. Tu też ogromne podziękowania przede wszystkim dla organizatorów estrad, dla burmistrzów, wójtów i dyrektorów ośrodków kultury, które to wydarzenie wspólnie z nami organizują. Bez ich pracy i zaangażowania Tygodnia Kultury Beskidzkiej by nie było.

Dzisiaj rynek wydarzeń i imprez, także dookoła w regionie, kiedy trwa Tydzień Kultury Beskidzkiej, jest ogromny, więc musimy walczyć o odbiorcę i dbać o to, żeby podążać za nowym światem, ale też zachowywać to, z czego się wywodzimy. Staramy się uatrakcyjniać czas wokół Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Wychodzimy z muzyką w góry, wyjeżdżamy kolejkami linowymi. W tym roku mamy także, w związku z Polską Stolicą Kultury, preludium Tygodnia Kultury Beskidzkiej w Bielsku-Białej, na Placu Wojska Polskiego. Tam spotkamy się najpierw z muzyką Beskidów, z przepięknym projektem górali śląskich i żywieckich, występujących wspólnie na scenie, a potem chcemy połączyć muzykę tradycyjną z klasyczną i współczesną, w czym pomoże nam znana na całym świecie grupa Wołosi. Staramy się organizować te rzeczy dodatkowe, aby Tydzień Kultury Beskidzkiej uatrakcyjniać i aby chciało na niego przychodzić coraz więcej nowych ludzi.

Regionalny Ośrodek Kultury organizuje nie tylko wydarzenia, konkursy, przeglądy, ale także przykłada dużą wagę do edukacji regionalnej. W jaki sposób to realizujecie?

Edukacja regionalna to nasze główne zadanie. Funkcjonuje u nas Beskidzka Szkoła Folkloru, która promuje rzemiosła. W jej ramach zapraszamy do nas na warsztaty, ale także nasi pracownicy wyjeżdżają w przestrzeń regionu. Zatem jeśli tylko byłaby chęć przeprowadzenia takich warsztatów w szkołach czy ośrodkach kultury, to zapraszamy do współpracy. Zadaniem Beskidzkiej Szkoły Folkloru jest także współpraca z twórcami zrzeszonymi w Stowarzyszeniu Twórców Ludowych – Oddziale Beskidzkim. Jako ROK dajemy im miejsce, które jest ich, w którym mogą się spotkać.

Natomiast takim moim zadaniem i tym, do czego się zobligowałam, przychodząc tu jako dyrektor, jest Instytut Edukacji Regionalnej. Chcielibyśmy, aby propagował on wartości naukowe – poprzez wydawnictwa i różnego rodzaju szkolenia. Ekipa ROK-u pięknie działa, dziewczyny przygotowały kurs z folkloru górali żywieckich, który rozszedł się jak świeże bułeczki. W przygotowaniu mamy kolejny, z Beskidu Śląskiego, ale też innych regionów. Mamy w pobliżu piękną kulturę wilamowicką i prężnie działające ośrodki, więc chcemy, aby Instytut współpracował z uniwersytetami, profesorami i doktorami poprzez wydawnictwa, prelekcje, kursy i szkolenia. Edukacja regionalna prowadzona jest też podczas różnego rodzaju wydarzeń. Na przykład festiwal folkloru dziecięcego, który organizujemy w Ustroniu, to najpiękniejsza lekcja u podstaw dla dzieci.

Pomysłów nam nie brakuje, a w tym, abyśmy mogli działać i organizować nowe przedsięwzięcia, wspiera nas bardzo Zarząd Województwa Śląskiego. Wszystko idzie powolutku do przodu, widzimy dużo pozytywnych zmian i chęci współpracy. Bardzo się cieszę, że region jest na nas tak otwarty.

Rozmawiała: Magdalena Nycz

Autor materiału wideo:
Bartosz Augustyniak

google_news
Kronika Beskidzka prasa