Wydarzenia Bielsko-Biała

Rap Południe podzielił Bielsko-Białą. Zobacz, jak bawili się uczestnicy i co mówią o hałasie | WIDEO

To był bez wątpienia jeden z najgłośniejszych – dosłownie i w przenośni – weekendów tego lata w Bielsku-Białej. Pierwsza edycja festiwalu Rap Południe przyciągnęła na lotnisko w Aleksandrowicach tysiące fanów polskiego hip-hopu, ale jednocześnie wywołała lawinę skarg mieszkańców na hałas słyszalny w wielu częściach miasta. Sprawdziliśmy z kamerą, jak wyglądała impreza od środka. Zapytaliśmy uczestników nie tylko o koncerty i atmosferę, ale także o to, co sądzą o kontrowersjach, które rozpaliły media społecznościowe. Zapraszamy do oglądania!

Na terenie festiwalu trudno było znaleźć osobę, która nie była pod wrażeniem wydarzenia. Wielu uczestników podkreślało, że Bielsko-Biała wreszcie doczekało się imprezy z prawdziwego zdarzenia.

– To chyba największy event, jaki kiedykolwiek odbył się w Bielsku-Białej. Trzeba to uczcić – mówił jeden z uczestników. Inni dodawali, że liczą, iż Rap Południe na stałe wpisze się do kalendarza imprez i będzie rozwijane w kolejnych latach.

Największe emocje wzbudzali oczywiście artyści. W piątek najwięcej osób czekało na White’a 2115 i Żabsona, w sobotę na Pezeta i Chivasa, a w niedzielę zdecydowanym faworytem był Bedoes 2115. Dużym zainteresowaniem cieszyli się również PRO8L3M, Kukon i Malik Montana.

Najbardziej zagorzali fani zajmowali miejsca pod sceną już od rana.

– Wyjechaliśmy z Rudy Śląskiej o 7.30. Pod barierkami jesteśmy od około godz. 9.00. Słucham Bedoesa od lat. Kiedy wiem, że za chwilę wyjdzie na scenę i jestem tak blisko, serce bije mi jak szalone. To niesamowite uczucie – opowiadała jedna z fanek.

Sporym zainteresowaniem cieszyła się również strefa z festiwalowymi gadżetami. Nie wszystkim udało się jednak kupić wymarzone pamiątki.

– Bardzo chciałam bluzę Bedoesa, ale już jej nie było. Wzięłam więc PRO8L3M. Też bardzo lubię, ale gdyby była możliwość, wybrałabym Bedoesa – śmiała się uczestniczka.

Nie brakowało także pochwał pod adresem organizatorów.

– Jeździmy po wielu festiwalach i naprawdę, jak na pierwszą edycję, wszystko jest dopracowane. Artyści wychodzą punktualnie, ochrona działa bardzo dobrze. Za rok na pewno wrócimy – zapewniali uczestnicy.

Jednak równie gorącym tematem, co koncerty, były skargi mieszkańców na hałas. To właśnie one przez cały weekend dominowały w dyskusjach w internecie. Zapytaliśmy festiwalowiczów, czy rozumieją obawy Bielszczan.

Większość uważała, że krytyka jest przesadzona.

– Ludzie narzekają, że nic się nie dzieje, a jak w mieście pojawia się duża impreza, to też jest źle. Zawsze komuś będzie przeszkadzało – mówiła jedna z uczestniczek.

Inni zwracali uwagę, że podobne wydarzenia odbywają się w całej Polsce i hałas jest ich naturalnym elementem.

– Przyjechaliśmy tutaj 600 kilometrów. U nas też podczas takich imprez jest głośno. Rozumiemy mieszkańców, ale takie festiwale nie odbywają się przecież co tydzień. Może nie trzeba robić z tego aż takiego problemu – usłyszeliśmy.

Co ciekawe, festiwalu bronili również mieszkańcy Bielska-Białej.

– Mieszkam na osiedlu Beskidzkim, praktycznie przy lotnisku. Moi rodzice mogli normalnie spać. To tylko trzy dni. Taki festiwal buduje markę miasta, przyciąga ludzi i sprawia, że Bielsko-Biała pojawia się na muzycznej mapie Polski. Czy naprawdę tak trudno wytrzymać trzy dni? – usłyszeliśmy.

Opinie na temat hałasu zapewne jeszcze długo będą dzielić mieszkańców. Jedno jest jednak pewne – pierwsza edycja Rap Południe odbiła się szerokim echem. Dla jednych była świętem polskiego hip-hopu, dla innych zbyt głośnym weekendem. Emocji nie zabrakło ani pod sceną, ani poza terenem festiwalu.

Autorzy reportażu wideo:
Fabian Żakowiecki
Sambor Żakowiecki

google_news
Kronika Beskidzka prasa