Kilka minut bez oddechu. Dziesiątki metrów pod powierzchnią wody. Żadnej butli, żadnego hałasu – tylko własne ciało, koncentracja i świadomość, że każdy ruch trzeba dokładnie zaplanować. Freediving jest sportem, w którym granicę wyznacza nie tylko kondycja, ale przede wszystkim głowa.
O tym, dlaczego pod wodą warto nauczyć się… nie myśleć, jak organizm reaguje na głębokość i co daje sport, którego podstawą jest bezdech, red. Michał Cichy rozmawia z Mateuszem Maliną, utytułowanym freediverem z Ustronia.
Według definicji freediving to swobodne nurkowanie na wstrzymanym oddechu, bez użycia butli. Jak określa go praktyk?
Jest to rodzaj aktywności, w której rzeczywiście wstrzymujemy oddech, po czym nurkujemy w głąb, bądź na odległość lub wstrzymujemy oddech na czas. Freediving ma korzenie m.in. w dawnych technikach pozyskiwania pożywienia pod wodą. Współcześnie najpopularniejszy jest tzw. spearfishing, czyli nurkowanie z kuszą, aby złowić ryby w celu ich spożycia.
Czym jeszcze freediving różni się od tego bardziej konwencjonalnego nurkowania?
To podobny rodzaj aktywności. Sam zaczynałem od nurkowania z butlą, ale byłem zniechęcony ilością sprzętu, jaki jest potrzebny, oraz tym, jakie to wszystko jest mało dynamiczne. Wydawało mi się to nudne. Uprawiając freediving, trenujemy swoje ciało, swój umysł. To coś zupełnie innego. Powiedziałbym, że nurkowanie z butlą to turystyka rekreacyjna, a freediving to sport.
Co sprawiło, że wybór padł właśnie na to?
Spróbowałem i bardzo mi się spodobało. Po prostu znalazłem coś dla siebie. Miałem wówczas około 15 lat, zaczynałem na basenie Delfin w Skoczowie. Spodobała mi się ta cisza pod wodą i uczucie nieważkości. To takie doznanie, jakby się latało. Nie czuje się ciężaru własnego ciała pod wodą.
Dla pana to przede wszystkim sport czy też pasja i przyjemność?
Wszystko po trochu. Sport, ale i forma relaksu. Generalnie mówi się, że z akwalungiem nurkuje się po to, żeby zobaczyć świat dookoła, a freediving uprawia się po to, żeby zajrzeć w głąb siebie. Często ludzie, którzy nigdy nie nurkowali, gdy spróbują tego, są oszołomieni i zdziwieni, jak bardzo jest to wyciszająca aktywność. Freediving bardzo uspokaja. Pozwala radzić sobie ze stresem. Często mam tak, że jak mnie jakiś problem męczy, to idę na trening i gdy go kończę, orientuję się nagle, że przestałem o nim myśleć. Byłem tak jakby w innym świecie. W ogóle nie myślałem o problemach życia codziennego.
Czyli może to być też forma jakby terapii?
Tak. W Warszawie powstał Deepspot, najgłębszy basen w Europie. Ma 45 metrów głębokości. Tam właśnie bardzo dużo ludzi próbuje freedivingu, przez co też freediving w Polsce bardziej się rozwija. Od czasu gdy powstał Deepspot, mamy sporo nowych ludzi, profesjonalistów i amatorów. Ja jestem sportowcem wyczynowym, ale jest też większy odłam tego sportu, rekreacja w zasadzie, gdy ktoś nie trenuje codziennie po to, żeby móc przepłynąć metr dalej czy zejść niżej. To ludzie, którzy po pracy chcą pójść zrelaksować się w swoim gronie i nurkują dla przyjemności, dla odstresowania. Ten sport ma moim zdaniem duże, nie do końca odkryte oblicze terapeutyczne, choć też dużo ludzi się go boi.
Co dzieje się z głową podczas nurkowania? Bardzo „pracuje”?
My trenujemy, żeby nic nie myśleć. Wpadamy w taki stan flow, pewien błogostan. Najlepsze nurkowanie jest wtedy, kiedy nic nie myślimy. Nurkowanie w głąb tak długo się trenuje, aż wykonuje się je automatycznie, więc w czasie tych nurkowań też staramy się nie myśleć.
Ale przecież trzeba kontrolować, co się dzieje z organizmem?
Czasem nurkuję z zamkniętymi oczami albo z przymrużonymi lub też na przykład zamykam i otwieram oczy, żeby zobaczyć, czy płynę na właściwym torze, czy jestem dobrze ustawiony. Ale jeżeli pojawiają się myśli, to są raczej związane czysto i wyłącznie z realizacją planu. Czy moja technika jest odpowiednia, czy właściwie wyrównuję ciśnienie. Raczej są ukierunkowane, a nie dotyczą tego, co będę jadł na obiad albo kiedy napiję się kawy.
Podczas nurkowania czas płynie wolniej?
Właśnie szybciej. Nie czuje się tego czasu, zwłaszcza w nurkowaniu głębokościowym. Dłuży się to bardzo podczas wstrzymywania oddechu na czas, czyli w tym statycznym nurkowaniu. Osobiście nie lubię tej dyscypliny. W innych raczej mi szybciej leci czas.
Ile trwa nurkowanie głębokościowe?
Około 4,5 minuty. Czasem 4:40. Czasem 4:20. Czasem niespełna 5 minut. To są takie wielkości.
Co jest największą trudnością we freedivingu?
Nie ma jednego czynnika, który decyduje o byciu dobrym w tym sporcie. Jest wiele elementów i postaw, składających się na dobre nurkowanie. Element psychologiczny, czyli głowa, aspekt fizyczny, czyli przygotowanie do nurkowania. Trzeba mieć wytrenowane ciało, mięśnie przygotowane do tego aerobowo i anaerobowo.
Dużą rolę odgrywa pojemność płuc?
To nie jest podstawa. Są w naszym ciele pewne odruchy nurkowe. To odruchy adaptacyjne, które wykształciły się w nas w drodze ewolucji i pozwalają przeżyć w trudnych sytuacjach. Te odruchy też się wykorzystuje. Odruchy jak na przykład ten, gdy zanurzamy twarz w zimnej wodzie i spowalnia się akcja serca. Ten odruch jest różny u różnych ludzi. Niektórzy mają mocną odpowiedź organizmu na taką sytuację, a inni słabszą. Oczywiście odruchy nurkowe da się poprawić poprzez regularny trening.
Trzeba być dobrym pływakiem, żeby osiągać wyniki?
Niekoniecznie. Ja nie jestem pływakiem, ale sobie radzę i to – jak widać – bardzo dobrze. Są dyscypliny, w których startują osoby, które nie potrafią za dobrze pływać po powierzchni, ale potrafią przepłynąć 250 metrów pod wodą.
To ciekawe.
Tak. Są dyscypliny, w których poruszamy się pod wodą przy użyciu np. płetw lub monopłetwy. Napędzamy się sprzętem, który posiadamy. Bycie pływakiem ułatwia nurkowanie, bo jesteśmy obyci z wodą, ale nie jest to niezbędny element.
Jakie więc są właściwie kategorie czy poddyscypliny freedivingu?
Są dyscypliny, w których chodzi o przepłynięcie jak najdalej. Liczy się to w metrach. Nie ma znaczenia, czy ktoś płynie szybciej, czy wolniej. Każdy sobie po prostu wybiera, dostosowuje do swojego organizmu. W głąb jest tak samo. Jest jedna dyscyplina, w której się wstrzymuje oddech na czas w bezruchu, tak zwana statyka.
Gdzie odbywają się zawody?
To są baseny, na przykład basen olimpijski. W basenie pływa się pod wodą kółka, tam i z powrotem. Na głębokość nurkuje się w morzu – w dół, a potem w górę. Są cztery dyscypliny głębokościowe i cztery basenowe.
Jak i czy ustala się, jak głęboko można zanurkować? Skąd wiecie, kiedy trzeba zacząć wypływać, żeby zdążyć?
To nie jest tak, że ktoś od razu nurkuje na 100 metrów. Zaczyna się od 20 metrów, a potem coraz głębiej. To się trenuje latami. Jeżeli jesteś w procesie treningowym, to znasz swoje możliwości. One się nie zmieniają z dnia na dzień. Jeżeli na przykład ja nurkuję na 100 metrów, potem 102 metry, 104, to wynurzam się i sprawdzam, jak się czułem, oglądam nagranie, mam komputer nurkowy, który zapisuje wiele danych, łącznie z rytmem bicia serca. To są dosyć dokładne analizy. Następnie decyduje się, czy się nurkuje na przykład jeden lub dwa metry głębiej, czy nie.
Na zawodach jest miejsce na ryzyko?
Na zawodach deklaruje się taką głębokość, na jakiej czuje się komfortowo, czyli zazwyczaj zrobiło się ją na treningu. Tu nie ma hazardu. Staramy się pokonywać swoje limity, ale nie rzucamy się – mniej lub bardziej w przenośni – na głęboką wodę.
Nie schodzi się głębiej, niż się planowało?
To nie jest tak, że jest woda i nurkuje się w toni. Jest lina, spuszczana na taką głębokość, na jaką nurek deklaruje zejście. Jestem przyczepiony do tej liny, więc nie mogę opaść niżej. Ta lina jest opuszczona dla mnie. Na dole jest talerzyk, ja jestem przypięty i fizycznie nie mogę opaść poniżej talerzyka. To jest też element zabezpieczający, bo w razie niebezpieczeństwa lina jest wyciągana na górę z bardzo dużą prędkością. Gdy nurkuje się w głąb, po około 20-30 metrach nasze płuca się kompresują. Są już tak małe, że my stajemy się tzw. negatywnie pływalni. Czyli ja już się nie ruszam, ja po prostu opadam. Zatrzymuje nas to ograniczenie, które wcześniej zadeklarowaliśmy. Tam nie ma nic po omacku. Ja w każdym momencie wiem mniej więcej, gdzie jestem. Mam też alarmy na swoim komputerze nurkowym, które dają mi sygnał dźwiękowy i mówią mi to, co sobie ustawiam.
Co dzieje się z oddechem? Pewnie pojawia się potrzeba nabrania powietrza?
Dużo ludzi się tego boi. Myślą, że jeżeli wstrzymujemy oddech, to nie dotleniamy mózgu, a to jest nieprawda, bo my w swojej krwi mamy cały czas pełne nasycenie tlenu. Jeżeli ktoś wstrzymuje oddech i czuje potrzebę nabrania go, to nie dlatego, że spada poziom tlenu w organizmie, tylko dlatego, że produkuje się dwutlenek węgla.
Czyli fundamentem treningu jest przede wszystkim budowanie tolerancji na CO₂?
Dokładnie tak. Silna potrzeba zaczerpnięcia powietrza, którą czujemy, to w rzeczywistości sygnał alarmowy wywołany rosnącym poziomem dwutlenku węgla, a nie brakiem tlenu. W chwili, gdy pojawia się ten pierwszy dyskomfort, wysycenie krwi tlenem – czyli tak zwana saturacja – nadal wynosi niemal 99 proc. Osoba początkująca przerywa wstrzymywanie oddechu bardzo szybko, zazwyczaj gdy poziom tlenu we krwi wciąż przekracza 85-90 proc., ponieważ parcie na oddech staje się dla niej nie do zniesienia. Dla porównania, w badaniach laboratoryjnych do utraty przytomności z powodu niedotlenienia dochodziło średnio przy 56 proc. wysycenia krwi tlenem, kiedy badani oddychali powietrzem ze sztucznie obniżaną zawartością tlenu. Tymczasem elitarni nurkowie swobodni, dzięki wybitnej odporności na dwutlenek węgla, potrafią bezpiecznie zejść z poziomem tlenu we krwi aż do skrajnych 25-30 proc. Cały wyczynowy trening polega właśnie na oswajaniu organizmu z coraz wyższym stężeniem dwutlenku węgla. Z biegiem czasu ta bariera się przesuwa, a moment pierwszego skurczu i walki o oddech pojawia się znacznie później.
Jak wygląda trening poza wodą?
Nieodłącznym elementem naszego treningu jest siłownia, u mnie trzy razy w tygodniu. Powiedziałbym, że więcej czasu spędzam na siłowni niż na basenie. Tak naprawdę w wodzie my przepalamy mięśnie, tę bazę, którą zbudujemy na siłowni, zwłaszcza jeżeli nurkujemy w głąb. Podczas nurkowania głębokościowego szybko traci się siły. Takie nurkowanie męczy. Wykonujemy jedno głębokie nurkowanie w ciągu dnia i ono eksploatuje nasz organizm dosyć mocno. Nie można tego zrobić więcej niż kilka w tygodniu.
A sylwetka ma znaczenie?
Ten sport można uprawiać niezależnie od typu budowy ciała. Oczywiście ogólna kondycja ułatwia pierwsze kroki, ale wygląd fizyczny rzadko odzwierciedla realne możliwości pod wodą. Znam zawodnika w wieku około 50 lat, którego sylwetka diametralnie odbiega od wizerunku typowego sportowca dyscyplin wytrzymałościowych. Mimo to osiąga spektakularne rezultaty: wstrzymuje oddech na prawie dziewięć minut i pokonuje dystans 250 metrów na jednym wdechu. Nurkowanie swobodne udowadnia, że możliwości organizmu i siła psychiczna kryją się głębiej niż w samej estetyce ciała.
Co z anatomią?
Jeżeli chodzi o anatomię, przede wszystkim im ma się większą pojemność płuc, tym lepiej, aczkolwiek płuca już nie rosną po okresie dojrzewania. To, co możemy zrobić, to uelastycznić klatkę piersiową, ponaciągać mięśnie żebrowe. Poprzez regulowane ćwiczenia i rozciąganie można zwiększyć pojemność płuc, czy też poprzez prawidłową technikę oddychania. Prawidłowa technika oddychania może nawet pomóc w walce ze stresem. Jeżeli jesteśmy zestresowani, to oddychając w pewien sposób, przez nos, przeponowo, jesteśmy w stanie się uspokoić, bo aktywujemy nerw błędny i to jest fizjologiczna reakcja organizmu. Spada tętno i uspokajamy się.
Czyli dobrze być w formie fizycznej?
Dobrze być atletycznym. To jest sport, który bardzo przypomina trening do dyscyplin sprinterskich, czyli 100, 200, 300, 400 metrów, czy w pływaniu, czy w bieganiu. To trening na maksymalną siłę, na szybkość, sprint i tego typu kierunek aktywności.
Freediving, rozumiem, wymaga zdrowego stylu życia?
Właściwie freediving zmusza do zdrowego stylu życia, bo każdy, kto zostanie w tym sporcie i chce poprawiać swoje wyniki, szuka jakichś sfer do poprawy. Bardzo dużo do poprawy jest właśnie w naszym codziennym trybie życia. Często jest tak, że ktoś zaczyna freediving i odmienia swoje życie na plus, bo zaczyna uważać na przykład na to, co zje dzień wcześniej, o której kładzie się spać i czy ma odpowiednie warunki do snu. To są rzeczy, o których często nie myślimy.
To sport bezpieczny?
Jest niebezpieczny, jeżeli się go uprawia samemu. Lubię to porównywać do wspinaczki. Jeżeli byśmy się wspinali bez liny, to jest bardzo niebezpiecznie, a jeżeli się wspinamy z liną, to jest to bardzo bezpieczny sport. Tak samo jest z freeedivingiem. Jeżeli uprawiamy go sami, może być śmiertelnie niebezpieczny. Jeżeli robimy to z partnerem, to bardzo bezpieczny sport.
Do jakiego wieku można go uprawiać na wysokim poziomie?
Nie ma reguły. Na pewno ten sport nie jest tak ograniczony jak sporty typu piłka nożna. To nie jest tak, że ma się 40 lat i koniec. Nie wiemy, gdzie leży ta granica. Na pewno po 50. roku życia jeszcze można uprawiać go z sukcesami. Jest niemiecka rekordzistka świata w statyce, która ma ponad 50 lat. Powiedziałbym, że jej bliżej sześćdziesiątki. Z latami zdobywamy cenne doświadczenie i wiedzę, w jaki sposób trenować, co działa, co nie działa. Kiedyś tego nie było. Nie było tej wiedzy, więc ciężko było w młodym wieku osiągać większe sukcesy. Zresztą młode osoby mają inny mental, inne nastawienie. Większość rekordzistów i najlepszych zawodników jest raczej bliżej czterdziestki niż dwudziestoparolatków.
Są też zawody dla amatorów?
Tak, można się zapisać na zawody i często są kategorie: amatorzy i profesjonaliści. Czyli na przykład osoby, które nigdy nie startowały w zawodach, albo osoby poniżej jakichś wyników. Na przykład raz w roku, w grudniu, są takie zawody w Rybniku, Barbórkowy Puchar Śląska. Tam można spróbować złapać bakcyla. Ja zapisałem się na pierwsze zawody właśnie po to, żeby poznać ludzi, środowisko freedivingu, nie dla jakichś wyników..
Dziękuję za rozmowę.
Mateusz Malina (40 lat) – Ustronianin, sportowiec uprawiający freediving. W swoimi sportowym CV ma wiele medali mistrzostw świata i Europy i rekordy świata. Od dawna należy do najbardziej utytułowanych zawodników swojej dyscypliny w Polsce.





