Karykaturalne, zdeformowane, ale budzące sympatię postacie są najczęściej bohaterami obrazów Rafała Bojdysa – bielskiego artysty, który przez wiele lat był grafikiem „Kroniki Beskidzkiej”. Na jego płótnach znajdziemy muzyków, lotników czy latarników, a patrząc na każdy obraz, widz może snuć historię, jaka przydarzyła się danej postaci.
W ciągu kilkudziesięciu lat twórczości Rafał Bojdys namalował mnóstwo obrazów, a w swojej pracowni spędził miliony godzin. – Dokładnie wiem, w którym miejscu mam dany odcień farby, więc nie muszę się zastanawiać i szukać odpowiednich kolorów, sięgam po nie mechanicznie – przyznaje.
Jest absolwentem bielskiego Liceum Plastycznego (obecna nazwa – Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Juliana Fałata). – To początki mojego malowania. Potem studiowałem na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, a po ukończeniu studiów kontynuowałem moją artystyczną drogę – mówi.
Maluje warstwowo. – Zaczynam od zamalowania płótna czernią – opowiada. – Na to kładę warstwy koloru, od najciemniejszego do najjaśniejszego. Z tego powodu używam farb akrylowych, które schną bardzo szybko, co jest kluczowe w tym sposobie malowania. Szlifuję tę technikę już od czasów studiów.
Galeria charakterów
Tematem jego obrazów jest najczęściej człowiek. – Towarzyszy mu atrybut, na przykład instrument muzyczny, samochód, kajak czy maska do nurkowania. Jest ich wiele – opowiada artysta. – Atrybut w połączeniu z postacią tworzy fabułę obrazu. Jest to opowieść o tym człowieku, urywek jego historii, życia i pasji. Czasami, malując, wymyślam sobie większe fragmenty z życia bohatera mojego obrazu, swego rodzaju scenariusz powiązany z obrazem. Lubię sobie wyobrażać, że ludzie oglądający moje prace czasem robią to samo. Bardzo by mnie to ucieszyło. Moje obrazy bywają czasem dosyć zabawne. Sam uważam się za osobę pozytywną. Jeśli komuś pasuje moje poczucie humoru, to pewnie polubi moje prace.
„Ponieważ nie ma drzew”
Obrazy Rafała Bojdysa mają bardzo unikalny, oryginalny styl. Charakteryzują się jaskrawymi, mocnymi kolorami i nieco karykaturalnymi postaciami, których ciała są nienaturalnie wygięte czy pochylone. Twarze tych bohaterów przeważnie są poważne i skupione, co w połączeniu z zabawnym klimatem reszty obrazu daje efekt humorystyczny. – Przez lata moje obrazy się zmieniają – przyznaje artysta. – Jest oczywiście doskonalenie warsztatu i zmiana kolorystyki. Natomiast same postacie z w miarę realistycznych z czasem ulegają coraz większej deformacji. Są dziwnie wygięte, mają nad wyraz duże dłonie, długie nogi. Wydaje mi się, że ta zabawa deformacją ciała ludzkiego sprawiła, że moje prace są coraz bardziej indywidualne i rozpoznawalne. A to duża zaleta.
Tytuły niebanalne
Bielszczanin w specyficzny sposób tytułuje swoje obrazy. Są to przeważnie fragmenty zdań, które naprowadzają na trop interpretacyjny, często będąc słowami, które mógłby wypowiedzieć sam bohater. Obraz przedstawiający taksówkarza nosi tytuł „Z przyjemnością zawiozę”, wizerunek rybaka odbijającego od brzegu kutrem zatytułowany jest „Wypływam wczesnym rankiem”, a sztangista podnoszący hantle wypowiada jakoby słowa „Moją siłą jest siła”. Inne tego typu tytuły to: „Przysnęło nam się przy szachach”, „Wino niosę”, „Kiedyś będę żeglarzem”, „Muzyka to cały mój świat” czy „Nie zdziwiło mnie moje zwycięstwo”. Część tytułów to określenia bohaterów nadane przez autora, takie jak „Natchniony skrzypek”, „Bosko rozpędzony”, „Szczęśliwy, kiedy pada”, „Zahipnotyzowany latarnik” czy „Wystraszony szaman”.
Są też tytuły w formie autorskiego opisu sytuacji, np. „Wiosłowanie w tropikach”, „Opowieść o liściu”, „Takie tam śpiewanie”, „Spotkanie z zającem”, „Kolejny medal, równie ważny jak pozostałe” czy „Imponująca sztuczka puszczania dymnych kółek”.
„Z przyjemnością zawiozę”
Bohaterom obrazów Bielszczanina towarzyszą nierzadko zwierzęta, a nawet rośliny domowe. Współistnienie tych ludzkich i zwierzęcych postaci, nawet jeśli naznaczone nutką wzajemnego dystansu, jest – jak zawsze u Rafała Bojdysa – pełne ciepła i humoru. Świadczą o tym choćby tytuły tych prac, takie jak „Kota miejsce”, „Podrap mnie za uchem”, „Towarzystwo kota i roślinki” czy „Tolerujemy się nawzajem”.
Inspiracje zewsząd
Pomysły na kolejne prace artysta bierze z… życia. – Jako że tematem moich obrazów jest człowiek, inspiracje czerpię zewsząd. Wystarczy się rozglądać dookoła – mówi. – Tematy znajduję, oglądając film, przeglądając cokolwiek w telefonie czy podczas rozmowy. Zazwyczaj mam więcej pomysłów niż mogę zrealizować. To duży komfort. Mam też wiele tematów, które uwielbiam i do których często wracam.
Czy ma emocjonalny stosunek do swoich obrazów? Czy trudno się rozstać ze swoją pracą, w którą włożyło się mnóstwo pracy i cząstkę siebie? – Staram się nie przywiązywać do swoich obrazów – odpowiada. – Fakt, czasem wieszam je na ścianie i obserwuję. Po skończeniu obrazu muszę być z niego całkowicie zadowolony. Jednak czas weryfikuje moje prace. Do niektórych tracę przekonanie, niektóre namalowałbym inaczej. Jednak nigdy do nich nie wracam. Co było to było. Nie miałoby to dla mnie sensu.
„Drzemka na pontonie”
Czym jest dla niego praca twórcza? – Malowanie jest dla mnie jak oddychanie. Niezbędne. Maluję prawie codziennie. To nie tylko narzucona dyscyplina. To dla mnie ogromna przyjemność. Zmaganie się z obrazem, parcie do celu i w końcu ukończenie to piękna przygoda. Natomiast najtrudniejsze jest dla mnie podjęcie decyzji, czy obraz jest ukończony – przyznaje.
Jego prace prezentowane były wielokrotnie na wystawach indywidualnych i zbiorowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. Obecnie obrazy Rafała Bojdysa można oglądać w Klubokawiarni Aquarium, mieszczącej się na piętrze Galerii Bielskiej BWA. Ekspozycja trwa do 1 listopada.
Przyjaciele z „Kroniki”
Rafał Bojdys to nie tylko uznany artysta malarz, ale także rysownik. Od 1994 roku przez dwadzieścia lat pracował w „Kronice Beskidzkiej” jako grafik, przygotowując makiety stron oraz tworząc rysunki do wielu artykułów. Jak przyznaje, makietowanie – czyli planowanie układu tekstów i zdjęć na poszczególnych stronach – było dla niego jedynie obowiązkiem, nie angażował się w tę pracę emocjonalnie. Ale już ilustracje do artykułów wykonywał z dużą przyjemnością. – Rysunek prasowy jest bardzo interesujący. Ilustrowanie konkretnych tekstów zawsze stanowiło dla mnie wyzwanie. Cel był zawsze jeden: aby rysunek był nie tylko ilustracją tekstu, lecz stanowił mój osobisty komentarz. Wykonałem tych rysunków dla „Kroniki setki”, więc walka z rutyną była istotna – mówi z uśmiechem.

Lata spędzone w redakcji wspomina z sentymentem. – Praca w „Kronice Beskidzkiej” nauczyła mnie wielu rzeczy. Poza dbałością o ortografię, również odpowiedzialności za wypowiadane i pisane słowa, a także precyzyjnego wyrażania myśli i dążenia do konkretu. No i tego, aby nie zanudzać odbiorcy – opowiada. – Podczas pracy w redakcji poznałem wielu wspaniałych ludzi. Bardzo brakuje mi Teresy Madej, której nie ma już wśród nas. Byli też Piotr Wysocki, Marcin Płużek, Ania Fabrowicz i Zdzichu Niemiec. Mimo że z wieloma nie mam już kontaktu, mają swoje miejsce w moim sercu.

„Analogowy”

„3D”










