Wydarzenia Cieszyn

Ze Złotego Gronia na Tyniok. Jesienny redyk w Istebnej

Fot. Józef Michałek / FB GOK w Istebnej

Z bacówki na Złotym Groniu na Tyniok w Koniakowie poprowadziła droga tegorocznego redyku jesiennego w gminie Istebna. Wraz z bacą Janem Bzdykiem i stadem owiec uczestnicy przeszli trasę, która przypomina o wielowiekowej tradycji pasterskiej Beskidu Śląskiego. Była modlitwa, dźwięk trombity, pokaz wyrobu bundzu i góralska muzyka.

Uroczystość rozpoczął dźwięk trombity w wykonaniu Piotra Kukuczki z Cisowego. Na Tynioku ks. kanonik Krzysztof Pacyga, proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Koniakowie, odmówił modlitwę i udzielił błogosławieństwa na zakończenie sezonu pasterskiego.

W programie znalazły się również pokaz wyrobu bundzu, prowadzony przez Eliasza Wawrzacza, oraz opowieść Józefa Michałka o pasterskiej wędrówce i tradycjach redyku. O muzyczną oprawę zadbała kapela Wałasi i młodzi górale z Zespołu Regionalnego „Mały Koniaków”, pracującego pod kierownictwem Elżbiety Legierskiej. Uczestnicy spotkali się także przy watrze i regionalnych potrawach przygotowanych przez Koło Gospodyń Wiejskich w Koniakowie.

Ważnym momentem uroczystości były podziękowania dla baców, juhasów, muzykantów, twórców i wszystkich osób, które podtrzymują tradycje pasterskie oraz dbają o ich przekazywanie kolejnym pokoleniom.

Pasterstwo od stuleci współtworzy historię i krajobraz Beskidu Śląskiego. Jego rozwój wiąże się z wędrówkami ludności wołoskiej, która od średniowiecza przemieszczała się łukiem Karpat, przynosząc ze sobą wiedzę o hodowli zwierząt i organizacji wypasu. W Beskidzie Śląskim gospodarka pasterska rozwinęła się szczególnie w XVI wieku. Wołosi wprowadzali system zbiorowego wypasu, w którym właściciele owiec łączyli swoje stada i powierzali je opiece bacy. Taki sposób gospodarowania, określany jako gospodarka sałasznicza, pozwalał wspólnie wykorzystywać górskie pastwiska i dzielić obowiązki związane z opieką nad zwierzętami oraz przetwarzaniem mleka.

Pasterstwo przez długi czas stanowiło podstawę utrzymania wielu góralskich rodzin. Owce dostarczały mleka, mięsa i wełny, a umiejętność wyrobu serów miała znaczenie zarówno gospodarcze, jak i kulinarne. Wraz z pasterzami rozwijały się zwyczaje, obrzędy, muzyka, gwara i charakterystyczne elementy góralskiej kultury.

Życie na sałaszu wymagało rozległej wiedzy. Baca odpowiadał za organizację wypasu, stan stada i produkcję serów, a juhasi pomagali w codziennej pracy. Trzeba było znać górskie ścieżki, umieć ocenić warunki na pastwisku, zadbać o zwierzęta i wykorzystać mleko. Ważnym miejscem tej pracy była kolyba – pasterskie schronienie, w którym pasterze spędzali czas i zajmowali się przetwarzaniem mleka. Ta wiedza nie była zapisywana w podręcznikach. Przekazywano ją przede wszystkim przez praktykę, obserwację i wspólną pracę. W tym kontekście współczesne bacowanie ma ważne znaczenie – to kontynuowanie umiejętności, które przez pokolenia pomagały mieszkańcom gór gospodarować w wymagających warunkach.

Pasterski rok miał swój rytm. Wiosną owce wyprowadzano na górskie pastwiska, gdzie przez kolejne miesiące pozostawały pod opieką bacy i juhasów. Wypas wiązał się z codziennym udojem, produkcją serów i przemieszczaniem stada w poszukiwaniu odpowiedniej paszy. Jesienią przychodził czas powrotu. Redyk jesienny, nazywany również rozsadem, zamykał sezon pracy na sałaszu. W dawnych społecznościach pasterskich nie była to wyłącznie czynność gospodarcza. Z wyjściem owiec w góry i ich powrotem wiązały się obrzędy, modlitwy oraz zwyczaje mające zapewnić pomyślność ludziom i zwierzętom.

Wędrówka ze Złotego Gronia na Tyniok przypomniała ten cykl w jego symbolicznej formie. Trasa prowadząca od kolyby, miejsca codziennej pracy, do miejsca wspólnego spotkania stała się okazją do opowiedzenia o pasterstwie i jego znaczeniu dla Trójwsi Beskidzkiej.

Owce przez stulecia wpływały nie tylko na życie mieszkańców, ale również na wygląd gór. Wypas przyczyniał się do utrzymywania otwartych polan i łąk wśród lasów. Z działalnością pasterską wiązało się powstawanie charakterystycznych przestrzeni wypasowych, a także obecność kolyb i innych obiektów służących codziennej pracy.

Znaczenie wypasu dla przyrody potwierdzają badania prowadzone w Beskidzie Śląskim. Odpowiednio prowadzony wypas może pomagać w utrzymaniu otwartych siedlisk, ograniczać zarastanie łąk i sprzyjać zachowaniu różnorodności roślin. Ma to znaczenie również dla organizmów związanych z takimi terenami.

Nie oznacza to, że każda forma wypasu jest korzystna dla środowiska. Jego wpływ zależy między innymi od liczebności stada, intensywności użytkowania pastwiska i warunków przyrodniczych. Właściwie prowadzony wypas może jednak łączyć gospodarowanie z ochroną krajobrazu i przyrodniczego dziedzictwa Beskidów. Zanik pasterstwa oznacza więc nie tylko utratę określonego sposobu produkcji żywności. Może prowadzić także do zarastania części terenów otwartych, a wraz z nimi stopniowo znikają wiedza o górach, tradycyjne rzemiosło i zwyczaje, które przez stulecia towarzyszyły pracy pasterzy.

W ostatnich dziesięcioleciach pasterstwo straciło dawną pozycję gospodarczą. Zmiany społeczne i ekonomiczne sprawiły, że utrzymywanie stad oraz prowadzenie wypasu stało się dla wielu gospodarzy trudniejsze. Jednocześnie wzrosło zainteresowanie ochroną tradycji, regionalną żywnością i krajobrazem kulturowym.

W Koniakowie ważnym momentem odnowy sałasznictwa było przywrócenie tej formy gospodarowania przez Piotra Kohuta w 2004 roku. Badacze opisują to jako próbę odtworzenia instytucji pasterskiej, która w regionie niemal zanikła. Współczesny wypas łączy dziś tradycyjną pracę z produkcją serów, edukacją i promocją dziedzictwa.

Tegoroczny redyk miał szczególny kontekst. Rok 2026 został ustanowiony przez Sejmik Województwa Śląskiego Rokiem Górali i Obrzędów Pasterskich. To okazja do przypomnienia, że kultura góralska nie ogranicza się do strojów, muzyki i tańca. Jej ważną częścią pozostają także praca, umiejętności i wiedza o przyrodzie, przekazywane przez ludzi związanych z górami.

Redyk na Tynioku był podziękowaniem dla tych, którzy tę tradycję podtrzymują. Bo choć sezon pasterski dobiegł końca, historia beskidzkiego pasterstwa nadal się pisze. Jej dalszy ciąg zależy od tego, czy znajdą się ludzie gotowi wyprowadzać owce na pastwiska, a także od tego, czy kolejne pokolenia dostrzegą w tej pracy coś więcej niż obraz przeszłości. Beskidy, które znamy – z polanami, góralską muzyką, regionalnymi serami i charakterystyczną kulturą Trójwsi – w dużej mierze ukształtowały się dzięki pasterzom. Jesienny redyk przypomniał, że to dziedzictwo pozostaje żywe tak długo, jak długo są ludzie, którzy chcą je pielęgnować.

DOROTA KREHUT-RASZYK

google_news
Kronika Beskidzka prasa