Wprowadzenia diety planetarnej w szkołach staje się tematem kolejnych sesji rad gmin. Ostatnio szkolnym jadłospisem zajęli się radni z Budzowa.
Przed tygodniem pisaliśmy, że podczas obrad Rady Gminy Węgierska Górka część radnych mocno krytykowała pomysł minister edukacji narodowej Barbary Nowackiej. Nowa szkolna dieta ogranicza spożycie mięsa i produktów smażonych, a wprowadza znacznie więcej warzyw. Niedawno temat diety poruszono na sesji Rady Gminy Budzów. Dyskusję rozpoczął radny Piotr Graczyk, który dopytywał obecnych na sali dyrektorów szkół, czy słynną już dietę wprowadzono i jaki jest do niej stosunek dzieci?
– Wprowadziliśmy dietę. Mamy dużo przypadków, że dzieci tych pokarmów nie jedzą i wyrzucają mówiąc, że im nie smakuje, bo na przykład jest niedosolone. Dwa razy w tygodniu jest mięso i dwa razy w tygodniu coś pieczonego. W takim przypadku w trzecim dniu nie można już zrobić naleśników, bo są one smażone – przyznała Jadwiga Wrzodek, pełniąca obowiązki dyrektora w Szkole Podstawowej w Bieńkówce.
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Budzowie Jacenty Głuc powiedział, że w tej placówce posiłki są jednodaniowe w formie kateringu dostarczanego przez firmę zewnętrzną, a korzysta z nich średnio około 80 uczniów.
– Ktoś sobie coś wymyślił, ale najpierw powinna być jakaś próba wśród osób dorosłych, które mierzą się z problemami zdrowotnymi. Jak obserwuję nasze dzieci, to widzę, że w koszu ląduje połowa normalnego jedzenia typu ryż, kasza, sos czy surówka. Jeśli dalej będziemy tak matkować swoim dzieciom, że będą jadły tylko bułeczkę pieczoną z kotletem przez siedem dni w tygodniu, to dziecko nigdy nie będzie miało tego ryżu. I gdzie się ma nauczyć tego jeść? No tylko w szkole. A jak się mu da soczewicy i innych takich ciekawych rzeczy, typu fasola czy ciecierzyca, to z całym szacunkiem – jak to dziecko ma wtedy sobie z tym poradzić? Moim zdaniem tak troszkę dorośli ludzie nie myślą racjonalnie – stwierdził dyrektor Jacenty Głuc.
W Szkole Podstawowej w Zachełmnej uczniowie otrzymują żywienie w formie drugich śniadań, które przygotowywane są w szkole, a w przypadku obiadów placówka korzysta z kateringu dostarczanego przez jedną z firm.
– To obiady jednodaniowe, rodzice płacą 8 zł jako tak zwany wsad do kotła, a 5 zł dopłacane jest z budżetu gminy. Trzymamy się diety planetarnej, bo takie są przepisy i musimy to realizować. W szkole mamy taką możliwość, że z ciepłych posiłków mogą korzystać nie tylko uczniowie, którzy są zapisani na obiady przez cały miesiąc. Na pojedynczy obiad mogą się zgłosić także uczniowie niezapisani, ale pod warunkiem, że powiedzą o tym kucharce przed godziną 8.00. Nie ukrywam, że wtedy, gdy jest mięso, to z obiadów korzysta bardzo dużo dzieci. Natomiast, gdy są wprowadzane nowości, to dzieci wypisują się z obiadów albo zdarzało się nawet, że ile było wydanych posiłków, to tyle było wyrzuconych, bo to po prostu im nie smakuje. Trzeba czasu i nawyku, aby dzieci się przyzwyczaiły – podkreśliła Krystyna Stypuła, dyrektor szkoły w Zachełmnej.
Przysłuchujący się wypowiedziom dyrektorów radny Paweł Jopek przyznał, że dieta planetarna jest nieprzemyślana.
Z kolei wiceprzewodniczący Tadeusz Goryl przyznał, że podoba mu się to, w jakiej formie można zamówić obiad w szkole w Zachełmnej.
– Dzięki temu dzieci widzą co będzie w danym dniu na obiad i nie muszą tego kupować i wyrzucać, na co przecież ich rodzice wydają pieniądze – powiedział wiceprzewodniczący.



