Najpierw była ciemnia, klisze i dwanaście zdjęć na jednym filmie. Potem przyszły komputery, internet i aparaty, którymi można było zrobić tysiąc ujęć w ciągu jednego dnia. Przez prawie czterdzieści lat „Kronika Beskidzka” zmieniała się razem z nami. Byłem świadkiem wielu z tych zmian, a część z nich przeżywałem jako członek zespołu, który tę gazetę tworzył.
Z „Kroniką Beskidzką” nierozerwalnie związany jestem od 1987 roku. Przez te lata byłem redaktorem technicznym, redaktorem graficznym, ilustratorem tekstów, dziennikarzem, fotoreporterem, redaktorem naczelnym portalu beskidzka24, a także redaktorem naczelnym „Kroniki Beskidzkiej”. Najpierw pełniłem funkcję prezesa dziennikarskiej spółdzielni, a później prezesa całego wydawnictwa Prasa Beskidzka.
Od Praktiki do Nikona
Jako fotoreporter pracowałem w czasach, gdy każde zdjęcie wymagało znacznie więcej zachodu niż dzisiaj. Była ciemnia, wywoływanie klisz i świadomość, że liczba zdjęć jest ograniczona. Pracowałem na Praktice, Pentaconie, później na Nikonie. Wszystkie te aparaty mam do dziś na półce w domu. Pamiętam szczególnie aparat średnioformatowy. Patrzyło się w niego od góry, a na filmie o formacie 6 na 6 centymetrów mieściło się zaledwie dwanaście zdjęć. Dwanaście klatek i koniec. Trzeba było dobrze przemyśleć każde ujęcie. Dzisiaj można zrobić nawet tysiąc zdjęć. Ich liczba przestała być problemem. Zmieniła się technologia, zmieniła się praca fotografa, ale zdjęcie nadal pozostaje ważną częścią gazety.
Najważniejsze spotkanie
Najważniejsze wydarzenie mojego życia związane z „Kroniką” nie miało jednak nic wspólnego z aparatem fotograficznym. To właśnie tutaj poznałem swoją największą miłość, Ewę. Dzisiaj jesteśmy małżeństwem. Moja żona pracowała w składzie komputerowym. Tak się poznaliśmy. W redakcji spotykali się ludzie, którzy później zostawali ze sobą na całe życie. Dla mnie właśnie tak się potoczyła ta historia.

Od Cieszyna po Jordanów
Przez lata „Kronika” przeszła ogromne zmiany. Przetrwała zmianę ustroju, przejście od socjalizmu do kapitalizmu, zmiany administracyjne i technologiczne. Zmieniały się granice administracyjne. Było województwo bielskie, które później zlikwidowano. Jego część znalazła się w województwie śląskim, a część w małopolskim. Jako prezes wydawnictwa miałem okazję poznać właściwie cały obszar, na którym ukazywała się „Kronika”. Jeździłem po całym regionie – od Cieszyna po Jordanów, od Oświęcimia po Zwardoń.
Dzisiaj „Kronika” obejmuje Bielsko-Białą oraz powiaty bielski, oświęcimski, suski, wadowicki i żywiecki. Przez te wszystkie lata trudno byłoby znaleźć miejscowość, o której nie pisaliśmy. Dla mieszkańców Podbeskidzia „Kronika” od wielu lat jest głównym źródłem informacji. To właśnie lokalność zawsze była jej siłą.
Tragedia w Oczkowie
Są wydarzenia, o których człowiek pamięta przez całe życie. Jednym z nich była katastrofa w Żywcu-Oczkowie, w rejonie Wilczego Jaru. Dwa autobusy wiozące górników do pracy wypadły z mostu i spadły z wysokości 18 metrów do jeziora. Zginęło 30 osób. Kronika była na miejscu. Dramat uczestników wypadku i ich rodzin opisał Tadeusz Patan, który wraz z fotoreporterem Bogdanem Ziarko zrobił wówczas bardzo dobre zdjęcia.
Gazetę tworzą ludzie
Jednak o kształcie i poczytności gazety decydują nie tylko tematy w niej poruszane czy atrakcyjna szata graficzna, ale przede wszystkim tworzący ją zespół redakcyjny. „Kronika” i jej czytelnicy mieli szczęście do redaktorów wykonujących swój zawód z pasją. Przez te wszystkie lata spotkałem w redakcji wielu znakomitych dziennikarzy. Byli wśród nich nieżyjący już Tadeusz Patan i Teresa Madej, a także Piotr Wysocki i Zdzisław Niemiec.
W „Kronice” byliśmy ze sobą bardzo związani. Praca była dla nas pasją życia. Spotykaliśmy się również po godzinach, często przy okazji imienin. Były to twórcze spotkania. Rozmawialiśmy o bieżących wydarzeniach, najważniejszych tematach i o tym, jak zrobić „Kronikę” jeszcze ciekawszą.
Wśród ludzi związanych z „Kroniką” zawiązywały się też przyjaźnie, które przetrwały lata. Dla mnie takimi przyjaciółmi są Bożena Wisłocka-Trombska, Piotr Wysocki, Zdzisław Niemiec, a z młodszego pokolenia Marcin Kałuski. W tym gronie jest też Rafał Bojdys, z którym wspólnie robiliśmy ilustracje do „Kroniki”. To wspaniały człowiek, malarz i artysta.
Myślę, że wszyscy ludzie, którzy pracowali w redakcji, byli wyjątkowi. Gdyby nie zostali dziennikarzami, niektórzy pewnie pisaliby książki, inni byliby profesorami albo artystami. Każdy miał coś szczególnego.
Rewolucja bez tytułów
Pamiętam też sytuację, która dzisiaj może wydawać się zabawna, ale wtedy była dla nas całkiem poważną sprawą. Podczas nieobecności redaktora naczelnego Piotra Wysockiego jego zastępca postanowił zrobić na pierwszej stronie „rewolucję”. Polecił redaktorom, żeby nie robili… tytułów do tekstów. Wydawało mu się, że to będzie coś nowego. Ja uważałem, że jest odwrotnie. Przez dwadzieścia lat „Kronika” wypracowała swój charakter, a tytuły były jego ważną częścią. Kiedy Piotr Wysocki wrócił z urlopu, na pierwszej stronie czekała na niego niespodzianka – teksty bez tytułów.
Takie sytuacje też były częścią życia redakcji. Były pomysły, spory, żarty i różnice zdań. Najważniejsze było jednak to, że wszystkim zależało na gazecie.
Trudno odejść od „Kroniki”
Po przejściu na emeryturę można oczywiście powiedzieć sobie, że kończy się praca. Z „Kroniką” nie jest to jednak takie proste. Nie potrafię całkowicie rozstać się z redakcją, wydawnictwem i gazetą. Nadal pracuję dla „Kroniki” i dla jej dobra. Wszystkie funkcje, które pełniłem przez te lata, dawały mi dużą satysfakcję. To było bardzo ciekawe życie zawodowe.
Dzisiaj z pewnym smutkiem patrzę na to, jak zmieniły się media. Czytelnictwo gazet spadło, zmniejszają się ich nakłady. Mam jednak nadzieję, że „Kronika” przetrwa. Jej siłą jest regionalny charakter i więź z Czytelnikami. Wierzę, że ludzie będą do niej wracać i znów chętniej kupować gazetę.
Prawie czterdzieści lat to bardzo dużo czasu. Przez ten okres zmieniły się aparaty, sposób przygotowywania gazety, technologie i świat wokół nas. Zostali natomiast ludzie, wspomnienia i przyjaźnie. I chyba właśnie dlatego tak trudno całkowicie rozstać się z „Kroniką”.
Obejrzyj film dokumentalny o historii legendarnego tygodnika:



