Wydarzenia Bielsko-Biała

Bielszczanka debiutuje na rynku literackim. Co było inspiracją do powstania mafijnego romansu?

Kinga Fukushima to bielszczanka, która od ponad pięciu lat mieszka w Japonii. Pracuje w sklepie odzieżowym, a wolnym czasie pisze książki i opowiadania. Niedawno zadebiutowała powieścią pt. Gilbert. To historia gangstera o miękkim sercu, która toczy się w brutalnych latach 30. ubiegłego wieku. Skąd inspiracja na taką książkę? Pytamy w studiu Beskidzkiej TV.

Jak doszło do tego, że przeprowadziła się pani do Japonii?

– Ja ogólnie z Japonią mam wiele wspólnego już praktycznie od podstawówki. Gdzieś ta Japonia zawsze się przewijała w moim życiu i potem to mnie zawsze interesowało. Aż nie podeszłam do tego już naprawdę na poważnie, zaczęłam się uczyć języka, poszłam na studia. Przy okazji przez internet poznałam mojego męża, który gdzieś tam mnie uczył tego języka, zapoznawał z kulturą. Po skończeniu studiów wyszłam za mąż, no i przeprowadziłam się od razu do Japonii. Zaczynam powoli się klimatyzować z krajem, jak on wygląda, jak funkcjonuje.

Na co dzień zajmuje się pani pracą w branży odzieżowej i pisarstwem. Skąd ta pasja u pani?

– Ta Japonia i pisarstwo gdzieś tam na zmianę się zawsze przewijało. Pisarstwo też już w podstawówce się zaszczepiło, bo to były czasy, że się opowiadania pisało w internecie. Każdy chciał stworzyć swoją własną historię i poczułam, że też chcę coś przekazać. Pisałam mnóstwo opowiadań. Cały czas przed laptopem siedziałam i pisałam różne historie. Gdzieś tam to natchnienie, ta motywacja tętniła we mnie, aż nie doszło do tego, że pisanie opowiadań już nie było samą przyjemnością, tylko zderzaliśmy się z rówieśnikami. Niestety do dzisiaj pamiętam, że właśnie przez to zderzenie z rówieśnikami ta pasja gdzieś zaniknęła. W pewnym momencie znowu coś zaczęłam pisać, troszeczkę lepiej, troszeczkę gorzej, ale pewność siebie wróciła.

Książka jest właśnie tematem naszego spotkania. Powieść osadzona jest w latach 30. w Chicago. Klimaty mafijne, do tego mroczna przeszłość bohatera i romans rodem ze starych filmów. Skąd akurat taka inspiracja?

– Kiedyś powstała taka gra komputerowa. Mafia się nazywała. To była jedna z pierwszych gier, w które grałam. Pomimo tego, że miałam pięć-sześć lat, to już tam naparzałam mocno i ta gra te lata 30. we mnie mocno zakorzeniła. Bardzo, bardzo lubię ten świat, lubię go poznawać. No i Chicago. Chicago doszło troszeczkę później. O Chicago się zaczęłam uczyć w 2020 roku, zaczęłam poznawać miasto, jak ono wyglądało w tych latach. Potężne badania tutaj były przeprowadzone.

Opinie są głównie pozytywne. Czytelnicy wskazują, że doskonale pani przenosi ich właśnie w ten świat lat 30. Z jakimi głosami pani się spotyka prywatnie?

– Staram się z każdej negatywnej opinii coś tam wyciągać, bo nie każdy pisarz jest nieomylny. I nawet jeżeli poświęcimy jakiemuś tematowi całe swoje życie, to zawsze znajdzie się jakiś niuans, którego nie dostrzeżemy, do którego jeszcze nie dojdziemy. Gilbert jest taką książką, że jak się pisało, to nie wszystko się jeszcze wiedziało. To prawda, że jak pisze się książkę i wróci się do niej za trzy lata, to sobie myślimy – przecież ja jeszcze o tym zapomniałam, o tym nie pomyślałam, tego jeszcze nie wiedziałam. My uczymy się każdego dnia. Są takie opinie, że mafia jest troszeczkę w tej książce niedorysowana i wydaje mi się, że to był w jakiś sposób mój zamysł, żeby to nie był taki Ojciec Chrzestny, że to jest wszystko rozbudowane, że to jest takie skomplikowane. Chciałam stworzyć książkę, która będzie o mafii w latach 30., ale w takiej uproszczonej wersji, żeby to nie było pogmatwane z poplątanym.

Zdradzi pani coś na temat tego wątku miłosnego?

– Wątek miłosny jest mniejszą częścią. Co prawda też czytelnicy mówią, że zdecydowanie jest to za mała część, bo jednak Gilberta promuję jako romans mafijny, a ludzie mówią, że tego romansu jest za mało. To też gdzieś tam był mój zamysł, żeby to nie był w większości romans, bo teraz na rynku książkowym jest mnóstwo romansów mafijnych. Chciałam zrobić romans, który nie będzie na pierwszym planie, który będzie może ważny, będzie wpływał na głównego bohatera, będzie gdzieś tam zmieniał jego myślenie, może w jakiś sposób go uratuje ten romans. Romans jest delikatny, jest on bardzo subtelny. Nie jest to ten romans mafijny, który teraz znajdujemy w księgarniach, że jest to wszystko takie brudne, że jest to takie nielegalne, jest to takie wręcz obrzydliwe czasami. Ten romans bardzo chciałam zrobić taki piękny, romantyczny jak z dawnych lat, bo jednak jestem romantyczną duszą, więc bardzo mi na tym zależy, żeby te romanse jednak poszły w tę stronę.

Czy w dzisiejszych czasach z pisania książek da się żyć?

– To jest dobre pytanie. Pisarz, który mógłby powiedzieć, że da się wyżyć z książek, to musiałby być to pan Mróz na przykład albo pani Bonda. To są już pisarze z wyższych półek i wydaje mi się, że oni mogą powiedzieć z czystym sercem, że tak, da się wyżyć z książek. Niestety do pisarstwa, to trzeba mieć jednak jakąś pracę dodatkową, bo z pisania, żeby wyżyć, to trzeba naprawdę dobrze się postarać i zadbać o tę najwyższą półkę, gdzie ci najpopularniejsi pisarze siedzą.

Czy będzie kontynuacja Gilberta?

– Druga część jest gotowa, czekam tylko na decyzję od wydawnictwa. Będę walczyć o to, żeby druga część powstała, bo druga część jest sto razy lepsza od pierwszej. W tej drugiej części jest wszystko to, czego czytelnikom brakowało w pierwszej. Jest mnóstwo romansu, jest mnóstwo akcji, jest jeszcze więcej mafijnych tematów.

google_news