Pomimo mrozów, nie było dziś bardziej gorącego miejsca w regionie niż Ustroń! To tu z odległych zakątków kraju przyjechały morsy i inni miłośnicy aktywnego wypoczynku, by razem wejść na Stokłosicę – polanę tuż pod szczytem Wielkiej Czantorii. Nie brakło też wielu mieszkańców Śląska Cieszyńskiego i Podbeskidzia, chętnych do udziału w cieszącej się rosnącą popularnością charytatywnej akcji – VII Zimowym Wejściu na Czantorię w Krótkich Gaciach.
W tym roku wszyscy szli na Czantorię dla trzyletniego Kazika Sromka – chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a mieszkańca Bystrej. – Mięśnie w jego ciele słabną i powoli umierają… Nasze dziecko niedługo przestanie ruszać nóżkami, rączkami, połykać, mówić, oddychać… Chorzy z dystrofią skazani są na wózek inwalidzki, respirator, umierają przedwcześnie. Łzy same napływają do oczu, kiedy myślimy, że to spotka naszego Kazia… Nie możemy pozwolić, by nasz synek odszedł – musimy go ratować! – mówią Kornelia i Dominik Sromkowie, rodzice chłopca.
Rosnąca w siłę Armia Kazika – jego najbliżsi, rodzina i przyjaciele, a także wiele innych osób – nie ustaje w organizacji przeróżnych wydarzeń, akcji i licytacji charytatywnych. Wszystko po to, by zebrać 16 milionów złotych na terapię genową dla chłopca, dostępną tylko w Stanach Zjednoczonych. Historia dzielnego Kazika poruszyła też serca organizatorów Zimowego Wejścia na Czantorię w Krótkich Gaciach – Kolej Linową Czantoria i Fundację Zimowe Dobro – którzy przygotowali jedyną w swoim rodzaju imprezę, by nie tylko zebrać fundusze dla leczenie trzylatka, ale także pokazać mu i jego rodzicom, że nie są sami.
Kazik codziennie staje do walki z śmiertelną chorobą. Dziś setki osób pokonało trudne warunki zimowe i dziesięciostopniowy mróz, by wejść dla niego na ustrońską górę. Na początek – przy dolnej stacji Kolei Linowej Czantoria – nie brakło wspólnej rozgrzewki, po której wszyscy ruszyli wyznaczoną trasą. Wielu uczestników akcji pozytywnie odpowiedziało na apel organizatorów i założyło kolorowe stroje. Oczywiście nie mogło też zabraknąć zimnolubnych. Na szczycie można było morsować, ale także ogrzać się w balii z gorącą wodą. Do tańca grali DJ i kapela góralska Maliniorze.
Szerzej jego historię możecie przeczytać tutaj. Zbiórkę pieniędzy wciąż można wesprzeć – znajdziecie ją tutaj.






