Najpierw omal nie potrącił biegacza na ścieżce rowerowej na bielskim lotnisku. Żeby dopełnić swoistej zemsty, rowerzysta zawrócił, dogonił go i rzucił w jego głowę jakimś przedmiotem. – Mam nadzieję, że ktoś go rozpozna i zajmie się nim policja, zanim naprawdę kogoś skrzywdzi – mówi nam zaatakowany bielszczanin.
Do tak samo irracjonalnego, jak bulwersującego zdarzenia doszło w środę, 28 stycznia, około 20.30. Rzecz się działa na trasie rekreacyjnej okalającej lotnisko w Aleksandrowicach. Tej nocy termometr wskazywał temperaturę poniżej zera. Na ścieżkach można było spotkać jedynie kilkunastu biegaczy, paru spacerowiczów i jednego rowerzystę, który – jak mówi nasz rozmówca – poczuł się chyba jak szeryf na Dzikim Zachodzie.
– Biegłem wokół lotniska według wskazówek zegara. Trzymałem się lewej strony trasy rowerowej. Używałem bardzo mocnej czołówki, miałem na sobie dużo elementów odblaskowych, stąd byłem bardzo dobrze widoczny. Na wysokości ogródków działkowych z naprzeciwka nadjeżdżał rowerzysta. Zbiegłem już zupełnie do krawędzi, na czerwony pas kończący ścieżkę, tymczasem on minął mnie dosłownie o włos. Ledwo uniknąłem uderzenia. Zakląłem pod nosem, ale zachowałem spokój, bowiem w przeszłości ze dwa razy zdarzyło się, że rowerzysta przejechał blisko mnie, by – niczym pies sikający pod drzewem – zaznaczyć swój teren. Przy większym ruchu przeważnie zbiegam na trawę, by nie przeszkadzać. Rozumiem, że to kogoś może irytować, ale podczas mroźnej zimy i w nocy rowerzysta to tu rzadkość. Trafił się jeden, dla którego biegacz stał się niemal winien zbrodni i którego trzeba surowo ukarać – opowiada mężczyzna.
Bielszczanin kontynuował trening i szybko zapomniał o przykrym zdarzeniu. Ale to był dopiero początek. – Dopiero na koniec poukładałem sobie to w całość, bo takiego scenariusza nie mogłem przewidzieć. Rowerzysta za mną zawrócił! Na wysokości lokalu „Pod Śmigłem” minął mnie. Jednak ja na tym odcinku biegłem trasą dla rolkarzy. Rozpoznał mnie pewnie po mocnym świetle latarki i zatrzymał się przy ławce na trasie dla pieszych. Widziałem to, ale nie przywiązywałem wtedy do tego żadnej wagi i biegłem dalej – relacjonuje.
Jak się okazuje, rowerzysta zaczaił się na biegacza. Pojechał w ślad za nim, trzymając dystans, a na swój kolejny atak wykorzystał najbardziej stromy zjazd między lodziarniami. – Na tym odcinku znowu biegłem trasą rowerową. Trzymałem się lewej strony. Usłyszałem, że z tyłu nadjeżdża rowerzysta. Nagle doznałem szoku. Mijając mnie, rzucił mnie czymś w głowę. Na szczęście ta rzecz tylko dosłownie musnęła moją czapkę z tyłu głowy. Od przyjęcia uderzenia na głowę dzielił mnie więc centymetr-dwa. Mężczyzna na rowerze był tak tchórzliwy, że z górki zjeżdżał jak najszybciej i zapewne ulotnił się od razu z lotniska. Nawet się nie obrócił, nie powiedział słowa – mówi biegacz.
Mężczyzna nie jest pewny, czym w niego rzucono. – Mam nadzieję, że to nie był kamień. Może to była bryła zmrożonego śniegu, bo jego pokłady leżały wtedy na części ścieżki w rejonie lokalu „Pod Śmigłem” – zastanawia się.
Bielszczanin zapamiętał nieco szczegółów dotyczących napastnika. Z powodu marnego oświetlenia trasy, które nie zapewnia bezpieczeństwa, dostrzeżenie szczegółów jakiejś postaci, tym bardziej jadącej szybko rowerem, jest niemożliwe. – Był mocno opatulony w ciemne ubrania. Jechał rowerem prawdopodobnie o typie turystycznym, z pełnym wyposażeniem. Z tyłu, zapewne do bagażnika, była przytwierdzona charakterystyczna duża, pozioma lampa z czerwonym światłem – wymienia.
Mieszkaniec teraz ostrzega użytkowników tras na lotnisku. – Uważajcie na siebie, bo kto wie, co temu rowerzyście strzeli jeszcze do głowy – stwierdza. Apeluje przy tym do biegaczy, spacerowiczów i innych rowerzystów, aby zwrócili uwagę na niebezpiecznego cyklistę. I żeby ostrzegali innych korzystających z tras w Aleksandrowicach. Uważa, że jeśli ten wróci na lotnisko, łatwo będzie go zidentyfikować, bowiem w obecnych warunkach niemal nikt inny tam nie jeździ. Prosi, by mieszkańcy powiadomili policję, jeśli tylko go zauważą. – Niech zgłaszają się też inni, których być może zaatakował wcześniej. Być może to zapobiegnie tragedii, bo ten człowiek wydaje się być zdolny do wszystkiego. Mam też nadzieję, że o bezpieczeństwo na lotnisku zadbają policjanci i strażnicy miejscy – puentuje.
Dlaczego wielu biegaczy korzysta ze ścieżki rowerowej, choć ma do dyspozycji chodnik dla pieszych? Mówią, że „podziękowania” za to należą się Miejskiemu Zarządowi Dróg w Bielsku-Białej. Gdy MZD budował drugą część trasy, to – zamiast jak w przypadku starej, gdzie piesi korzystają z nawierzchni asfaltowej – nie z gruchy, ni z pietruchy wyczarował kostkę brukową. A beton jest nawierzchnią o wiele twardszą niż asfalt, przez którą cierpią kolana. Stąd biegacze wybierają sąsiednią trasę rowerową o nawierzchni asfaltowej.




