Wydarzenia Cieszyn

Kto naprawdę płaci za odpady i ile kosztuje sprzątanie po producentach? W Skoczowie kolejna podwyżka

Fot. Witold Kożdoń

Od 1 kwietnia mieszkańców Skoczowa czeka zmiana stawek za wywóz śmieci. – To już chyba czwarta podwyżka w ciągu ostatnich pięciu lat – komentują krótko poirytowani mieszkańcy.

Miesięczna opłata wzrośnie o 4 zł – z 43 do 47 zł, czyli o około 9 procent. Osoby korzystające z ulgi za kompostowanie zapłacą 41 zł zamiast dotychczasowych 37 zł. – Wzrost opłaty o 4 zł został przyjęty jako średnia różnych propozycji składanych przez radnych na posiedzeniu połączonych komisji Rady Miejskiej – tłumaczył podczas lutowej sesji burmistrz Skoczowa Rajmund Dedio. Jak podkreślał, w dziewięciu z dwunastu gmin powiatu cieszyńskiego stawki przekraczają już 40 zł. – Podobnie jest w powiecie bielskim. Opłaty za odpady rosną praktycznie wszędzie i to znacząco – zaznaczył.

Starczyłoby na 10 placów zabaw

Obecna stawka obowiązuje w Skoczowie od października 2024 r., jednak w ubiegłym roku do systemu gospodarki odpadami gmina musiała dopłacić blisko 3,2 mln zł. – To pieniądze, które mogły zostać przeznaczone na inwestycje lub remonty. Ta kwota to co najmniej 10 nowych placów zabaw, połowa nowego przedszkola albo ponad 5 kilometrów nakładek asfaltowych, czyli tyle, ile zrobiliśmy w tym roku we wszystkich sołectwach i mieście – wyliczał burmistrz.

Dodał, że dopłata rośnie z roku na rok – w 2024 r. wynosiła ponad 1,6 mln zł, a w 2025 r. już niemal 3,2 mln zł.

– Przyczyn jest wiele. W przeliczeniu na mieszkańca produkujemy coraz więcej odpadów, mimo że liczba mieszkańców spada. Na cenę wpływają też inflacja, wzrost płacy minimalnej, opłaty marszałkowskiej i kosztów energii – mówił Rajmund Dedio.

Zwrócił również uwagę, iż ogromne znaczenie ma także brak w Polsce realnie działającego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. – To powoduje, że koszty przetwarzania odpadów będących wcześniej opakowaniami ponoszą wyłącznie gminy, czyli mieszkańcy – tłumaczył i pytał radnych, czy wiedzą, ile w krajach Europy producenci opakowań dokładają do systemu. – Rekordzistą są Niemcy, gdzie do każdej tony śmieci producenci dokładają prawie 1200 euro. Dla porównania, w Polsce to zaledwie pięć euro – stwierdził.

Sprzątanie po producentach

Do tego w wielu krajach wysokość opłat zależy m.in. od tego, jak trudne do recyklingu jest opakowanie – im bardziej skomplikowane, im bardziej wielomateriałowe, tym wyższa dopłata producenta.

Burmistrz przytoczył też fragment artykułu z „Dziennika Gazety Prawnej”, w którym przedstawicielka Związku Miast Polskich zwraca uwagę, iż średnio jedna trzecia opłaty śmieciowej to koszty zbiórki i zagospodarowania tzw. odpadów opakowaniowych, czyli de facto sprzątania po producentach. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy nieformalnie i to na wielką skalę subsydiują prywatny, często międzynarodowy biznes.

„Widać ciekawe zjawisko. Za każdym razem, gdy producent miałby coś sfinansować, jest to strasznie drogie. Ale jak budują to samorządy, to wszystko jest w porządku, bo mieszkańcy mogą zapłacić za wszystko. Najwyżej swoją złość za wyższe opłaty skierują na lokalne władze. Doprowadziło to do sytuacji, że w niektórych gminach mieszkańcy płacą za odbiór i zagospodarowanie odpadów już ponad 50 złotych miesięcznie od osoby” – zacytował tekst w gazecie burmistrz.

Cudu nie będzie

W tegorocznym budżecie gminy Skoczów zaplanowano dopłatę do systemu śmieciowego na poziomie 2,5 mln zł, jednak wiadomo, że to za mało i pieniędzy pod koniec roku zabraknie.

– Obecne opłaty wystarczają na obsługę systemu tylko przez dziesięć miesięcy. Podniesienie opłaty o 4 zł ma przynieść w 2026 roku około 750 tys. zł dodatkowych wpływów. Te 750 tysięcy złotych pozwoli nam przez dwa, trzy tygodnie dłużej odbierać śmieci bez dotowania systemu z budżetu gminy. Jeżeli nie przegłosujecie państwo tej podwyżki, trzeba będzie zrezygnować z jakiejś inwestycji albo sięgnąć po kredyt. Innej drogi nie ma. Cudu nie będzie – ostrzegał burmistrz, zapowiadając jednocześnie intensywne kontrole mające ograniczyć tzw. szarą strefę.

Do problemów systemowych odniósł się radny Artur Walczuk, który zauważył że dotykają one wszystkie polskie gminy. Przypomniał też, że dawniej odpady powszechnie trafiały do lasu, a segregacja polegała na ich podziale na palne i niepalne. – Palne dzieliły się z kolei na palne w dzień i palne w nocy. Ustawa miała to zmienić, ale pojawiły się nowe problemy – stwierdził radny. Jego zdaniem to m.in. tzw. martwe dusze, czyli m.in. zaniżanie liczby mieszkańców w deklaracjach, niezgłaszanie nowych domów, najem bez deklaracji, pracownicy sezonowi czy migracje bez meldunku. – Kolejny problem to brak rynków zbytu dla surowców. On jeszcze się powiększy, ponieważ zaczęły funkcjonować butelkomaty – dodał Artur Walczk.

Jak policzyć martwe dusze?

W opinii radnego problemem jest również podrzucanie odpadów z działalności gospodarczej oraz fikcyjne kompostowniki. – Ktoś deklaruje, że je posiada, ale ma je tylko na pokaz, bo kompostownik śmierdzi, więc nic w nim nie trzyma – mówił. Wspomniał też o niedoszacowaniu ilości śmieci oraz odpadach tekstylnych trafiających do zwykłych kontenerów.

– Jeżeli jednak będziemy jedynie wytykać problemy, pozostanie to zwykłym krytycyzmem, a przecież mamy coś zmienić. Jak więc policzyć martwe dusze? Można to zrobić, analizując zużycie wody. Poza tym gmina ma dostęp do różnych baz danych. To temat ogólnopolski – jedne gminy mówią tylko „podwyżki, podwyżki, podwyżki”, a inne próbują znaleźć rozwiązania – stwierdził Artur Walczuk.

Radna Monika Szyndler zwróciła natomiast uwagę na nowy problem związany z systemem kaucyjnym. – W dniu odbioru worki z plastikiem są przeczesywane w poszukiwaniu opakowań z napisem „kaucja”. Bywają jednak rozerwane i powstaje bałagan. Mieszkaniec wystawia je wieczorem, a rano zastaje „bajzel” – mówiła.

Burmistrz podkreślił jednak, że uszczelnienie systemu nie będzie „game changerem”. Nie zmieni zasad gry, „nie przewróci stolika”. – Nie zasypiemy w ten sposób powstałej dziury. Dodatkowe wpływy nie dadzą nam trzech milionów złotych. Stawka za śmieci jest po prostu za niska w stosunku do rzeczywistych kosztów. Oczywiście będziemy działać – będą kary i sankcje – ale bez tej podwyżki na samym uszczelnieniu systemu nie dojedziemy do końca roku. Na to nie ma szans – zaznaczył, a radni przegłosowali podwyżkę 14 głosami „za”, przy 5 „przeciw” i 1 wstrzymującym się.

google_news
Kronika Beskidzka prasa