Wydarzenia Bielsko-Biała Cieszyn Czechowice-Dziedzice Żywiec

Radny na tropie zapomnianych miejsc z kultowego świątecznego teledysku | WIDEO

Domek z teledysku “Last Christmas”. Fot. Rafał Ryplewicz

Kilka miesięcy temu podczas letniego pobytu w Szwajcarii bielszczanin Rafał Ryplewicz, radny Sejmiku Województwa Śląskiego, spontanicznie ruszył tropem miejsc ze słynnego teledysku do piosenki „Last Christmas” zespołu Wham! Efektem jest sympatyczny filmik porównujący fragmenty teledysku z dzisiejszym wyglądem wykorzystanych przy jego nagraniu miejsc.

W miasteczku Saas-Fee Rafał Ryplewicz spędził kilka dni. Zbliżając się do stacji tamtejszej kolejki górskiej odniósł wrażenie, że gdzieś już ją widział. – Po chwili skojarzyłem ją z teledyskiem kultowej piosenki zespołu Wham! „Last Christmas”. Dla pewności obejrzałem ją ponownie na telefonie i uświadomiłem sobie, że jestem prawdopodobnie w miasteczku, w którym został nakręcony cały teledysk do tej piosenki. To było jak uderzenie pioruna… – wspomina Rafał Ryplewicz.



Mając wolny czas, postanowił zatem odnaleźć dom znany z tego świątecznego utworu. Ku jego zaskoczeniu, nie było to proste. Informacji, gdzie znajduje się dom znany z teledysku, nie uzyskał w lokalnym punkcie informacji turystycznej. Postanowił odnaleźć charakterystyczny budynek na własną rękę i następnego dnia pojechał w namierzone miejsce rowerem. – Dojazd do niego był dość długi i skomplikowany, ale po różnych wąskich dróżkach jakoś się dostałem w jego pobliże. Będąc już niemal u celu natrafiłem na kolejną przeszkodę – zakaz przejścia! Z dala dało się już dostrzec identyczny jak w teledysku płot, ale sam dom był wciąż niewidoczny. Ale przynajmniej wiedziałem już, że jestem we właściwym miejscu – relacjonuje.

W końcu dotarł do miejsca, z którego został nakręcony główny kadr. Jednak przez 40 lat drzewa przed domem tak bardzo urosły, że niemal szczelnie go przysłoniły. – Udało mi się zagadać do mieszkańca sąsiedniego domu. Z początku nieufny, jednak po dłuższej rozmowie przekonał się do mnie i pozwolił mi wejść na swój teren. Dopiero z końca jego posesji udało mi się w całości zobaczyć mój słynny cel. Wyglądał niemal identycznie jak na filmie, nie pasował mi tylko kolor drewnianej elewacji.

Rafał Ryplewicz dowiedział się, że właścicielami domu są Amerykanie i jest do wynajęcia za duże pieniądze. – Był bardzo zadbany, udało mi się zrobić sobie z nim to jedno zdjęcie. Mój rozmówca uświadomił mnie także, gdzie były kręcone zdjęcia podczas wigilii oraz świątecznego chilloutu. Okazało się, że nie było to w odnalezionym domku, na co wskazuje teledysk – właściciel miał odmówić zespołowi kręcenia zdjęć w środku, tylko w budynku szkoły oraz gminnego centrum kultury zwanego Chalet Steinmatte – dodaje.

Tam radny natrafił na kolejne trudności. Pomieszczenie z filmu okazało się dobudowanym do wielkiej willi foyer, które było zamknięte. – Zapytałem personel, czy można je na chwilkę otworzyć. Pani odpowiedziała mi, że pomieszczenie nie jest dostępne do oglądania. Po naleganiach przyznała, że nie jest ono w najlepszym stanie. Nie dałem za wygraną i po usilnych prośbach pani w końcu zadzwoniła do kogoś, po czym wyciągnęła klucz i poszliśmy. Po wejściu do niepozornego, niewielkiego pokoju od razu rzucił mi się w oczy charakterystyczny kominek. Identyczne jak w teledysku były również drzwi oraz ich zaokrąglona futryna – opisuje.

Po nakręceniu zdjęć w pokoju przeprowadzono prace budowlane. – Przyznam się, że stan techniczny pomieszczenia mnie zszokował. Można go bez cienia przesady określić jako ruina. Wszystkie dzielnicowe domy kultury w moim rodzinnym Bielsku-Białej to przy tym piękne i zadbane obiekty. Sam dach był w takim stanie, że groził zawaleniem. Podpierały go dwa prowizoryczne filary – dodaje Rafał Ryplewicz.

Bielszczanin drążył jeszcze temat charakterystycznych krzeseł z teledysku, ponieważ w sali stały inne. – Nie pochodziły one z ich instytucji. Powiedziano mi, że ekipa techniczna zespołu Wham! ściągnęła je na potrzeby zdjęć z lokalnej restauracji Zur Mühle, która funkcjonuje do dnia dzisiejszego.

Radny skierował więc swoje kroki pod ten adres. – Po wejściu do ogólnodostępnej części lokalu nigdzie ich jednak nie dostrzegłem. Mimo to pracownica lokalu potwierdziła mi ich historię i zdradziła, że meble nadal znajdują się w restauracji. Po zjedzeniu lunchu zostałem zaprowadzony do osobnej sali na specjalne okazje. W niej ujrzałem piękne krzesła z charakterystycznymi otworami w oparciach, identyczne jak te na filmie. Radość z ich odnalezienia tak mi się udzieliła, że wpadł mi do głowy kolejny, zwariowany pomysł… Postanowiłem odwiedzić hotel, w którym podczas kręcenia zdjęć zameldowana była cała ekipa zespołu Wham! z Georgem Michaelem na czele.



Bielszczanin zapytał w recepcji, czy jest możliwość zobaczenia apartamentu, w którym mieszkał artysta. Zakłopotana pracownica wytłumaczyła, że nie oprowadzają osób z zewnątrz po hotelu. Lecz po chwili zadzwoniła do przełożonego. Po kolejnych telefonach i ustaleniach następnego dnia Rafała Ryplewicza zaprowadzono do najbardziej luksusowego apartamentu, usytuowanego na samym poddaszu imponującego kompleksu. – Miałem wielkie szczęście, że był akurat wolny – dodaje.

Choć poszukiwanie słynnych miejsc było dla niego wciągającą przygodą, z całej historii radny wyciągnął jednak negatywne wnioski. – Miejsca z tak słynnego teledysku, który tylko na YouTubie ma już niemal miliard wyświetleń, nie są w żaden sposób wyeksponowane ani nawet choćby dostępne dla turystów. Wręcz przeciwnie, dostęp do nich jest tak utrudniony, że jeśli człowiek nie wykaże się sprytem i determinacją, to poza kolejką górską czy polaną niczego nie zobaczy – stwierdza Rafał Ryplewicz.

google_news