Bielsko-Biała Wydarzenia

„Testosteron”: Powrót międzynarodowego przeboju na deski Teatru Polskiego

Zdjęcia: Dorota Koperska

Rok 2026, w którym Bielsko-Biała jest Polską Stolicą Kultury, Teatr Polski rozpoczął premierą komedii obyczajowej tylko dla dorosłych. To „Testosteron” Andrzeja Saramonowicza, przebój na skalę międzynarodową, który był już 20 lat temu grany na tej scenie. W nowej wersji pokazano go premierowo 10 stycznia w obecności autora. Witold Mazurkiewicz, dyrektor TP i reżyser przedstawienia, postarał się, by widzowie nie dostali odgrzewanego kotleta, choć i tak smak tej scenicznej potrawy nie wszystkim może przypaść do gustu.

Tytuł nawiązuje nieprzypadkowo do głównego męskiego hormonu płciowego. Andrzej Saramonowicz napisał bowiem sztukę o ciemnych stronach męskości i relacji męsko-damskich. Odniósł ogromny sukces. „Testosteron” grany jest od roku 2002 w wielu teatrach, przyciągając tysiące widzów, nie tylko w Polsce. Był hitem także w Czechach, na Słowacji, w Estonii, a nawet w Turcji, gdzie okrzyknięto go komediowym wydarzeniem sezonu. Sukces frekwencyjny przyniosła również wersja filmowa z 2007 roku. Co sprawia, że „Testosteron” – sztuka bogata w błyskotliwe słowne żarty, ale też bardzo gorzka, wręcz brutalna – przyciąga jak magnes? Czyżby tak nabrzmiały był problem męskości bezradnej wobec ofensywy feminizmu?

Po zerwanej ceremonii ślubnej siedmiu facetów próbuje przy wódce przeanalizować przyczyny tego falstartu i swoje relacje z kobietami. A że alkohol i emocje mocno buzują, dochodzi nawet do rękoczynów, ale przy okazji ujawniane są ich najbardziej intymne sprawy. Bajdurzą bowiem o erotycznych podbojach, ale okazuje się, że niemal wszyscy zostali wystawieni do wiatru przez sprytne panienki i panie. Mężczyźni ujawniają swoje słabości, a płci pięknej – od piosenkarki-celebrytki po bogobojne dziewczę z ruchu oazowego – dostaje się jeszcze bardziej.

Nie brak tu dowcipnych sytuacji i dialogów, ale humor jest mocno okraszony wulgaryzmami. Śmiech na widowni często łączy się z zażenowaniem. Dwadzieścia lat temu szokowało to bardziej, teraz niestety prostackich odzywek i grubych przekleństw jest w codziennym życiu coraz więcej. I dotyczy to także ludzi wykształconych. Nikogo już nie dziwi, że w „Testosteronie” przeklinają m.in. naukowcy i prawnicy. Dlatego ekipa Teatru Polskiego, uznając, że społeczny słuch autora sztuki jest bezbłędny, postanowiła, że nie będzie języka łagodzić.

Jest też inny problem. Saramonowicz miesza sensowne, dowcipnie podane analizy relacji męsko-damskich z pomysłami grubo poniżej poziomu, choćby z porównywaniem… wielkości jąder. Reakcją może być nie tyle śmiech, co rechot. Na szczęście reżyser bielskiego przedstawienia zaciemnia scenę w odpowiednim momencie i nie brnie w takie dowcipasy. W scenerii z dwoma koziołkami (symbole płodności, ale i wrażliwości), zaprojektowanej przez Damiana Styrnę, nie szarżują też, nawet próbując sił w repertuarze disco polo, aktorzy – Michał Czaderna, Grzegorz Sikora, Piotr Gajos, Grzegorz Margas, Mateusz Wojtasiński, Sławomir Miska i Tomasz Lorek.

W „Testosteronie” dominuje teza, że niewiele nas różni od zwierząt, kierujemy się zwierzęcymi instynktami, nawet jeśli nie zawsze to sobie uświadamiamy. Po obejrzeniu przedstawienia będzie okazja do zastanowienia się, na ile w naszym przypadku ta teza się sprawdza.

google_news
Kronika Beskidzka prasa