Wydarzenia Wadowice

Kalwaria Zebrzydowska: nocne klamek całowanie…

Fot. Jacek Dyrlaga

We wrześniu ubiegłego roku swoją aptekę (zob. foto) w centrum miasta zamknęli ojcowie bonifratrzy, co zachwiało systemem całodobowych i świątecznych dyżurów. Na terenie Kalwarii działały do tamtej pory cztery placówki z lekami. Każda dyżurowała przez tydzień, przekazując następnie „pałeczkę” kolejnej, co w przybliżeniu wypełniało miesiąc. Wraz ze zniknięciem apteki bonifratrów „system” ten się zmienił. Początkowo trzy placówki nadal pełniły dyżury całodobowe – tygodniowe, a kiedy przypadał czas na bonifraterską, jej obowiązki przejmowała jedna z aptek w Wadowicach. Dla pacjentów zaczęły się więc niedogodności z dojazdami do stolicy powiatu.

Od nowego roku jest jeszcze gorzej. Rada Powiatu w Wadowicach podjęła uchwałę o dyżurach aptek. W części dotyczącej Kalwarii zapisano, że placówki będą mieć dyżur po dziesięć dni. Właściciele kalwaryjskich aptek nie przyjęli tego do wiadomości i odmówili pełnienia dyżurów, na skutek czego pacjenci z tego rejonu musieli i w dużej mierze nadal muszą jeździć w nocy i święta do Wadowic. Negatywną opinię do programu dyżurów złożył burmistrz Kalwarii Augustyn Ormanty. Najwyraźniej przeczuwając, co się święci, zaproponował władzom powiatowym, by w systemie całodobowym i świątecznym ująć też okoliczne placówki wiejskie. Gdy jednak propozycja ta nie znalazła uznania, burmistrz z własnej inicjatywy podjął się próby negocjacji z właścicielami kalwaryjskich aptek. Zaprosił również wicestarostę Beatę Smolec i innych przedstawicieli. – Odbyły się trzy spotkania, podczas których próbowaliśmy sprawę aptek rozwiązać w sposób satysfakcjonujący dla mieszkańców – mówi inspektor Tomasz Baluś z Urzędu Miejskiego w Kalwarii. – Przypomnę, że sprawy tego typu placówek należą do kompetencji władz powiatu, a nie gminy. Aptekarze nie wyrazili gotowości do podjęcia dyżurów zgodnie z wyznaczonym w starostwie harmonogramem, tłumacząc to między innymi tym, że im się to nie kalkuluje. W rezultacie spotkań udało nam się dojść do porozumienia z apteką, która ma siedzibę w budynku ośrodka zdrowia, że będzie prowadzić dyżury dziesięciodobowe w miesiącu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że placówka ta będzie mogła liczyć na ulgi czy to w obniżce czynszu za wynajem lokalu będącego własnością komunalną, czy to podatków.

Dlaczego aptekarze nie chcą dyżurów? – Były cztery apteki, są trzy i my nie jesteśmy w stanie personalnie objąć wszystkich dyżurów – mówi Marta Woźniak, współwłaścicielka apteki przy ulicy Targowej. – Dwóch magistrów farmacji musi być na miejscu przez dzień i nie mamy trzeciego, który mógłby dyżurować w nocy. Ktoś, kto rozpoczynałby pracę o czternastej, musiałby pozostać na noc, a potem jeszcze kontynuować do czternastej. To byłoby niezgodne z kodeksem pracy. Wyobraża sobie pan, co by było, gdyby pojawił się nadzór farmaceutyczny? Poza tym, robiliśmy statystyki, ilu pacjentów korzystało u nas średnio od godziny 22 do 8 rano. Okazało się, że realizowano jedną receptę, pozostałe osoby przychodziły po pastę do zębów czy kubek na mocz, czyli po rzeczy, które można sobie kupić o innych porach. Już dyżury siedmiodobowe były dla nas obciążające. Marta Woźniak dodaje, że dochody jej apteki sięgały w nocy średnio 36 zł. Tymczasem ponoszone koszty to zatrudnienie pracownika oraz opłaty za prąd. – Te dyżury przynosiły nam straty – mówi. Jak zapewnia, kalwaryjscy aptekarze proponowali w tej sytuacji wydłużenie czasu pracy placówek o kilka godzin. Wicestarosta się na to nie zgodziła. Marta Woźniak deklaruje, że przywróci pracę swojej apteki w sobotnie popołudnia i niedziele, lecz o nocach nie ma mowy. Przypomina również o ciążącym na starostwie obowiązku zapewnienia dyżuru całodobowego jednej apteki w powiecie. Nie ma wskazań w przepisach, na ile osób ma przypadać jedna placówka całodobowa. Ponadto, w przeciwieństwie do np. lekarzy, aptekarze nie mają żadnych dodatkowych uposażeń za całodobowe i świąteczne dyżury.

Co na to władze powiatu wadowickiego? – Podjęta została uchwała Rady Powiatu (w sprawie ustalenia rozkładu godzin pracy aptek ogólnodostępnych – przyp. red.) będąca aktem prawa miejscowego, która musi być przestrzegana – wyjaśnia wicestarosta Beata Smolec. – Mieliśmy dla aptekarzy propozycje siedmiodobowych jak i dziesięciodobowych dyżurów. Braliśmy pod uwagę udział aptek w Brodach i Leńczach. Aptekarze się na to nie zgodzili. Pan burmistrz przedstawił pomysł na pewnego rodzaju ułatwienia dla apteki, która zdecydowałaby się na większą liczbę dyżurów. I to się udało. Tłumaczenia właścicieli o konieczności wzrostu zatrudnienia w aptekach i dodatkowych kosztach nie mogą mieć znaczenia. Ustawodawca w swoich regulacjach postawił tak naprawdę nie na interes placówek, a na interes ludności. Władze powiatu wraz z burmistrzem Kalwarii dążyli do wypracowania kompromisu, ale jak to mówią „do tanga trzeba dwojga”. Wicestarosta przyznaje, że nie ma instrumentów w postaci np. kar, by wpływać na aptekarzy. Sprawa trafi jeszcze na posiedzenie Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych Rady Powiatu. Jej przewodniczący Mirosław Nowak, poproszony przez nas o komentarz, mówi krótko: – Apteki po uchwaleniu harmonogramu powinny te dyżury pełnić. Są takie zawody, takie profesje, które w pewnym sensie są służbą. Nikt nie pyta np. kolejarza, czy będzie pracował w niedziele.

google_news
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł
5 lat temu

Ten system to jakaś kpina. Lekarz, strażak czy policjant na dyżurze nocnym nawet jeśli nie przyjmie żadnego pacjenta/nie podejmie żadnej interwencji, to otrzyma wynagrodzenie w pełnej wysokości. Za to aptekarz ma siedzieć tygodniami po nocach i nie dostać za to żadnej zapłaty – w takim razie jeśli będąc lekarzem/strażakiem/policjantem pełni się służbę wobec społeczeństwa, to aptekarze są niewolnikami. Bo jak można inaczej nazwać zmuszanie do pracy bez wynagrodzenia? Komuna, komuna, komuna…