Po kilku latach bicia na alarm przez mieszkańców, władze powiatu żywieckiego wreszcie zajęły się na poważnie tematem szkód wyrządzanych przez dziki, jak i inną zwierzynę leśną.
Problem jest znany od lat, poruszają go mieszkańcy oraz samorządowcy, na przykład radny gminy Rajcza i zarazem sołtys Rajczy Zbigniew Kopeć czy radny Żywca Marian Kastelik. Swojego czasu burmistrz Żywca Antoni Szlagor wypożyczył swego czasu specjalną klatkę do odłowu dzików. Burmistrz odbywał spotkania z kołami łowieckimi. Mimo tych działań dziki nadal panoszą się w dzielnicach Oczków, Moszczanica, Kocurów czy Sporysz. Kilka dni ponownie zawitały do centrum Żywca pozostawiając ślady swojej „wizyty” na terenie zielonym przy jednym z bloków pomiędzy ulicą Paderewskiego a aleją Piłsudskiego!
Sprawa szkód wyrządzanych przez dziką zwierzynę była wielokrotnie poruszana przez władze gminy Radziechowy-Wieprz i tamtejszych radnych. Przedstawiciele kół łowieckich odpowiadali, że robią co w ich mocy i nawet przekraczają ustalone limity odstrzałów.
Były radny tej gminy Damian Dudys, jeden z inicjatorów spotkań, mówi jednak, że niewiele się zmieniło.
– Mieszkam w Juszczynie, gdzie problem praktycznie z miesiąca na miesiąc się nasila. Dziki stają się coraz śmielsze i podchodzą coraz bliżej zabudowań, niszcząc nie tylko przydomowe ogródki i działki, ale i ogrodzenia. Spacerują sobie po wiosce w najlepsze. Ludzie boją się wychodzić ze swoich domów po zmroku. Mocno we znaki dają się też lisy, które nocami buszują po kurnikach. Rano znajdujemy martwe kury. Zgłaszamy to do koła łowieckiego, ale kończy się tylko na zapewnieniach, że coś z tym zrobią. Wydaje się, że wszyscy są bezradni – narzeka Damian Dudys.
Coraz częstsze są też wizyty wilków. W ostatnich miesiącach drapieżniki pojawiały się przy głównych drogach i w pobliżu domów w Rycerce Górnej. W Ciścu zagryzły kilka owiec i kóz. Pod koniec listopada wilka widziano w Łękawicy.
– Prosimy zachować spokój i nie panikować. Obecność wilka nie oznacza bezpośredniego zagrożenia. Jednocześnie apelujemy o zachowanie czujności i przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. W razie kolejnych obserwacji prosimy o przekazywanie informacji do odpowiednich służb – brzmiał apel wystosowany do mieszkańców przez Urząd Gminy Łękawica.
Kłopoty stwarzają też jelenie i sarny, które wyrządzają szkody w uprawach. Poza tym wbiegają na drogi, co może się skończyć tragicznie.
Radny Marian Kastelik i radny powiatowy Jacek Seweryn próbują zainteresować tematem także władze wojewódzkie, Śląską Izbę Rolniczą, a nawet i Ministerstwo Środowiska.
– Bo wszyscy umywają od tego ręce i udają, że problemu nie ma. A sytuacja stale się pogarsza. Obecne przepisy są skomplikowane. Odszkodowania można uzyskać, ale procedury są ograniczone i nie obejmują wszystkich sytuacji. Wielu ekspertów uważa, że potrzebne są zmiany, zwłaszcza dotyczące szkód w miastach i na działkach prywatnych. Obecne przepisy stanowią, że jeśli szkoda spowodowana przez dziką zwierzynę powstała na uprawach lub płodach rolnych, odszkodowanie wypłaca koło łowieckie lub zarządca obwodu łowieckiego. Natomiast jeśli działka znajduje się poza obwodem łowieckim, zgłoszenia kieruje się do urzędu marszałkowskiego. W miastach sytuacja jest bardziej złożona, bo przepisy nie przewidują jasnej odpowiedzialności za szkody na prywatnych posesjach czy działkach budowlanych. W takich przypadkach często trzeba dochodzić roszczeń od gminy – mówią radni.
W Starostwie Powiatowym w Żywcu kilka tygodni temu zorganizowano spotkanie dotyczące odpowiedzialności organów państwa za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę. Odbyło się ono w ramach Komisji Ochrony Środowiska, Gospodarki Wodnej, Rolnictwa i Leśnictwa Rady Powiatu Żywieckiego.
Do rozmów zasiedli powiatowi włodarze, radni, radny Marian Kastelik, przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, Śląskiej Izby Rolniczej i kół łowieckich. Spotkanie trwało aż cztery godziny.
Dariusz Szatanik, rzecznik żywieckiego starostwa, informował, że w czasie rozmów wskazano, iż obecne przepisy są bardzo ułomne. Bazuje się na bardzo ograniczonej odpowiedzialności kół łowieckich i Skarbu Państwa, w imieniu którego działa wojewoda śląski.
– Niestety efektem tych przepisów są niesatysfakcjonujące odszkodowania dla rolników. W czasie dyskusji uznano, że konieczne są zmiany w przepisach prawa, bo kwota wypłat odszkodowań przez koła łowieckie, a na terenach wyłączonych z obwodów łowieckich przez urząd marszałkowski, jest nieadekwatna do realiów i skali problemu. Równocześnie przyjęto wniosek, by koła łowieckie rozważyły zwiększenie limitów planów łowieckich, zwłaszcza co do dzików na Żywiecczyźnie. Ostatnim wnioskiem i postulatem skierowanym do wszystkich mieszkańców jest prowadzenie kampanii informacyjnej o zagospodarowaniu odpadów z gospodarstw, których niewłaściwe składowanie powoduje realne zagrożenie ze strony dzikich zwierząt – relacjonował Dariusz Szatanik.
Na stronie starostwa (www.zywiec.powiat.pl) opublikowano wskazówki, a także wnioski o wypłatę odszkodowań wraz z opisem wymaganych procedur („Jak postępować w przypadku szkód łowieckich w uprawach rolnych – krok po kroku”). Dariusz Szatanik zaznacza, że władze powiatowe będą wracać do tematu i starać się poruszać go na szerszym forum.
Tymczasem grupa mieszkańców z Góry Burgałowskiej w Żywcu przygotowała petycję domagając się natychmiastowego wyłapania stada dzikich świń przy ul. Irysowej.
– W ostatnich miesiącach w okolicach tej ulicy regularnie pojawiają się stada dzikich świń. Przemieszczają się pomiędzy budynkami, nie reagują na ludzi, wykazują agresywne zachowania, co stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców, w tym dzieci, osób starszych i zwierząt domowych. Stado to zaatakowało i uśmierciło psa. Wzywamy do: niezwłocznego profesjonalnego odłowu dzikich świń w okolicach ul. Irysowej; zwiększenia nadzoru i monitoringu przemieszczania się dzikich zwierząt w rejonie osiedla; wdrożenia długofalowych działań prewencyjnych, takich jak: zabezpieczenie kontenerów na odpady, ograniczenie tras migracji zwierząt, współpraca z kołem łowieckim i odpowiednimi służbami. Prosimy odpowiednie władze o szybką i skuteczną reakcję – stwierdzono m.in. w petycji.
Z kolei wójt gminy Gilowice Krzysztof Okrzesik poinformował, że wystąpił z wnioskiem o zwiększenie limitu odstrzału dzików, jeleni i saren na terenie tej gminy do Nadleśnictwa Jeleśnia i Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Bielsku-Białej. W odpowiedzi zaznaczono, że gospodarka łowiecka prowadzona jest przez koła łowieckie na podstawie planów łowieckich i wieloletnich planów hodowlanych, które są: „sukcesywnie
zwiększane, proporcjonalnie do zainwentaryzowanych ilości poszczególnych gatunków zwierzyny łownej”.
– Apelujemy też do mieszkańców, aby nie wyrzucali poza swoje ogrodzenia resztek jedzenia lub nadmiaru zalegających w ogrodach jabłek, a także odpowiednio zabezpieczali bioodpady, by nie stanowiły one łatwo dostępnego źródła pożywienia dla zwierzyny – podkreśla wójt.
Natomiast w ostatnich dniach starosta żywiecki Adrian Midor skierował pismo do posłów z okręgu bielskiego, a także do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego w Katowicach, Śląskiej Izby Rolniczej, Polskiego Związku Łowieckiego Zarządu Okręgowego w Bielsku-Białej oraz nadleśnictw: Jeleśnia, Ujsoły i Węgierska Górka. W piśmie szeroko przedstawił problem oraz poprosił posłów o podjęcie odpowiedniej inicjatywy ustawodawczej, która uprościłaby, usprawniła i zwiększyła przejrzystość procedur szacowania oraz wypłaty odszkodowań za szkody spowodowane przez zwierzęta łowne i zwierzęta objęte ochroną gatunkową. Czekamy zatem na konkretne działania parlamentarzystów z okręgu bielskiego, którzy mają teraz sporą okazję, aby się wykazać w tym temacie.



