Maja Chwalińska przegrywa finał Rolanda Garrosa z Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Rosyjska zawodniczka grała jak z nut i popełniała bardzo niewiele błędów. Bielszczanka zapewniła nam w Paryżu wiele radości i zapisuje się w historii światowego sportu jako druga tenisistka, która w erze open z kwalifikacji awansowała do finału Wielkiego Szlema.
W sobotnim finale obie tenisistki zmagały się nie tylko z presją, ale również z bardzo silnym wiatrem. Rosjanka była faworytką finału, który był wyrównanym pojedynkiem przez pięć pierwszych gemów. Chwalińska objęła prowadzenie, ale potem przegrała cztery gemy z rzędu i w konsekwencji pierwszego seta.
W drugim rozpędzona Andriejewa grała jak z nut, a 24-latka mieszkająca w Bielsku-Białej popełniała wiele niewymuszonych błędów. Chwalińska nie potrafiła nawiązać równorzędnej walki w pierwszych pięciu gemach. Później wróciła do gry, ale zdołała wygrać tylko dwa gemy. Mecz trwał godzinę i 22 minuty.
Dla obu wynik osiągnięty w stolicy Francji jest największym sukcesem w karierze – po raz pierwszy dotarły do decydującego pojedynku imprezy najwyższej rangi. Chwalińska do drabinki głównej awansowała po przebrnięciu trzystopniowych kwalifikacji. W turnieju rozegrała łącznie aż dziesięć spotkań.
– Jesteś niesamowitą tenisistką – mówiła po przegranym finale Chwalińska, która gratulowała rywalce zwycięstwa i dziękowała sztabowi, rodzicom oraz organizatorom. – Dałam z siebie wszystko – dodawała i w pewnym momencie przerwali jej polscy kibice, którzy zaczęli głośno skandować „dziękujemy”. – Nie zapomnę tych trzech tygodni, Paryż będzie na zawsze w moim sercu – zakończyła tenisistka BKT Advantage Bielsko-Biała.
BARTŁOMIEJ KAWALEC




