Wydarzenia Bielsko-Biała

Jaką historię skrywa stary młyn?

Niedawny pożar na granicy Starego Bielska i Wapienicy przypomniał o zabytku, o którego istnieniu wielu mieszkańców nie ma pojęcia. W gęstwinie dzikiej roślinności od dekad niszczeje świadek przedwojennej historii miasta.

Dawniej w Bielsku i Białej nie brakowało młynów, co miało związek z bliskością gór i dużą liczbą cieków wodnych. Wody rzeki Białej czy lokalnych potoków dawały energię między innymi potężnemu wielkoprzemysłowemu młynowi parowemu Neumannów w Białej czy urokliwemu młynowi Herdy w Olszówce, który z czasem zyskał miano… diabelskiego. Tamte obiekty zapisały się w historii, natomiast o dawnym młynie przy ulicy Sobieskiego 415 w Starym Bielsku na próżno szukać jakichkolwiek informacji w dostępnych źródłach.

Ukryty w gęstwinie

Nieczynny młyn usytuowany jest niemal naprzeciwko osiedla socjalnego, ale nie widać go z drogi. Dojazd do ukrytej pośród drzew i gęstych krzewów posesji prowadzi przez zaniedbany trakt. Nie jest to jednak droga gruntowa, bo spod wyrastającej trawy widać solidną nawierzchnię z kostki, która dawniej musiała znosić ciężar wozów i samochodów transportujących zboże. Niedaleko młyna znajduje się schron z czasów wojny.

Obecnie widok zabudowań poraża skalą zniszczeń po niedawnym pożarze, ale też ukazuje dawną potęgę tego miejsca. Murowany, monumentalny budynek wciąż zachował symetrię rozczłonkowaną prostokątnymi otworami i charakterystycznymi, dekoracyjnymi tynkami kropionymi. Wzrok przyciągają gzymsy oddzielające kondygnacje, potężne dachy naczółkowe oraz ślady oryginalnej, przedwojennej stolarki okiennej. W oknach wyższych kondygnacji wciąż tkwią ramy z unikalnym motywem fali na ślemieniach oraz drobnymi podziałami szczeblinowymi. Otwory okienne i drzwi wejściowe do budynku zostały zabezpieczone płytami.

Najbardziej dramatycznie prezentuje się jednak łącznik oraz niższy, przylegający budynek gospodarczy. Pożar strawił go niemal doszczętnie – dach zapadł się do środka, odsłaniając zwęglone belki i popękane ceglane mury. Obok zalega gruzowisko pełne spalonych elementów konstrukcyjnych, desek i popiołu.

Zawiłe sprawy własnościowe

Jaką historię skrywają mury obiektu? Niełatwo to dziś ustalić. Były wieloletni radny miejski Piotr Ryszka: – Pamiętam czasy, gdy jeszcze działał tam młyn. Potem wszystko zostało tam rozszabrowane. Przez jakiś czas obiekt należał do potomkini byłych właścicieli, ona była lekarką w Bielsku-Białej.

Były wiceprezydent Bielska-Białej Henryk Juszczyk: – W pewnym momencie do gminy zgłosił się potencjalny nabywca, który chciał to kupić, oferował spore pieniądze. Skończyło się jednak niczym.

Nieco porządku do tych szczątkowych wspomnień wprowadzają dane przekazane nam przez miejskiego konserwatora zabytków. Historia obiektu sięga czasów sprzed I wojny światowej, ale nie jest jasne, kto i kiedy dokładnie wzniósł budynek. W czasach międzywojennych działał tu młyn elektryczny Andrzeja Hessa. Potem położyła na nim łapę komunistyczna władza. Na mocy stalinowskich przepisów minister handlu wewnętrznego w 1950 roku odebrał młyn i przekazał go w ręce Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Bielsku.

Decyzja ta została uchylona w 1958 roku, w czasach odwilży gomułkowskiej. Państwo jednak nie odpuściło – w 1970 roku minister rolnictwa na mocy nowej ustawy wydał kolejny dekret, ostatecznie przejmując nieruchomość na własność Skarbu Państwa kosztem spadkobierców. Kolejna uchylająca decyzja zapadła w 2005 roku, gdy minister rolnictwa i rozwoju wsi uznał komunistyczny dekret sprzed 35 lat za nieważny.

Mimo to dwiema decyzjami – z 2007 i 2015 roku – wojewoda stwierdził nabycie z mocy prawa nieruchomości przez gminę. Ratusz w następstwie posiadanej opinii prawnej oczekiwał stwierdzenia nieważności tych decyzji, ale Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w 2024 roku odmówiło unieważnienia decyzji wojewody. W efekcie władze Bielska-Białej złożyły skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Urzędnicy z Ratusza przyznają, że wyeliminowanie wadliwych decyzji jest kluczowe, aby móc zrobić jakikolwiek kolejny krok i rozstrzygnąć sprawę własności nieruchomości. Sprawa utknęła jednak w martwym punkcie, a termin wydania ostatecznego rozstrzygnięcia przed NSA jest na ten moment nieznany. To ponura ironia losu, że obiekt, który przetrwał zawieruchę II wojny światowej oraz dekady komunistycznych wywłaszczeń i dekretów, może ostatecznie przegrać z biurokratycznym paraliżem wolnej Polski.

BARTŁOMIEJ KAWALEC

google_news
Kronika Beskidzka prasa