Wydarzenia Bielsko-Biała

Renata Przemyk: „Najważniejsza jest publiczność”

Fot. Sylwia Makris

Pochodząca z Bielska-Białej Renata Przemyk wystąpiła gościnnie podczas pierwszej edycji Unplug Festiwalu 2026, który odbył się niedawno w bielskiej Książnicy Beskidzkiej. Kilka dni wcześniej, podczas 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, wokalistka została uhonorowana Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W rozmowie z nami wspomina rodzinne miasto, zastanawia się nad wpływem sztucznej inteligencji na twórczość artystyczną i zdradza kulisy pracy nad nowym albumem.

Kiedy rozmawiałyśmy poprzednio, czyli ponad pięć lat temu, wspominała Pani Bielsko-Białą – miasto swojej młodości. Dziś spotykamy się w Książnicy Beskidzkiej podczas pierwszej edycji Unplug Festiwalu 2026, w roku, w którym Bielsko-Biała nosi tytuł pierwszej Polskiej Stolicy Kultury. Czy przypuszczała Pani, że właśnie tutaj wystąpi przed bielską publicznością? Jakie emocje towarzyszą Pani podczas tej wizyty?

Renata Przemyk: Przede wszystkim serdecznie gratuluję mieszkańcom tego wyróżnienia. To ogromny sukces i wielka radość widzieć, jak moje rodzinne miasto pięknie się rozwija. Mam wrażenie, że dziś Bielsko-Biała wręcz tętni kulturą. Jestem pod ogromnym wrażeniem zmian, które dostrzegam niemal na każdym kroku. Program wydarzeń przygotowanych w ramach Polskiej Stolicy Kultury 2026 pokazuje, że naprawdę jest w czym wybierać. Podczas rozmowy z dyrektor Książnicy Beskidzkiej, Łucją Katarzyną Ruchałą, dowiedziałam się, jak duży wpływ na rozwój kultury mają sami mieszkańcy. Jestem przekonana, że ten prestiżowy tytuł będzie dodatkowym impulsem do kolejnych działań. W porównaniu z czasami, gdy dorastałam w Bielsku-Białej, a później wyjechałam na studia, to wręcz kolosalna zmiana.

Co najbardziej zwróciło Pani uwagę po latach? Czy jest miejsce, które szczególnie Panią zachwyciło?

Nie miałam okazji obserwować zmian na bieżąco. Nawet kiedy przyjeżdżałam do Bielska-Białej, najczęściej odwiedzałam rodzinne osiedle w Białej. Kilka lat temu spotkałyśmy się z koleżankami z liceum ekonomicznego z okazji rocznicy matury i wtedy po raz pierwszy od dawna zobaczyłam centrum miasta. Metamorfoza Rynku i jego okolic zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To miejsce zyskało wyjątkowy klimat i właśnie takie zmiany cieszą mnie najbardziej.

W sercu miasta, ale przede wszystkim w sercach bielskiej publiczności. Wspomina Pani często swoją wierną fankę z Bielska-Białej. Czy była obecna również podczas dzisiejszego spotkania?

Niestety, tym razem nie była obecna, ponieważ wyjechała. Od wielu lat utrzymujemy jednak stały kontakt i zawsze wie o naszych koncertach. Kiedy tylko jesteśmy w Bielsku-Białej, staramy się ją odwiedzać, szczególnie w okresie świątecznym. To wspaniała osoba, w świetnej formie. Zawsze wspominam ją z ogromną czułością.

Dlaczego jest dla Pani tak ważna?

Pani Halinka to niezwykły człowiek. Była moją wychowawczynią w przedszkolu na osiedlu Grunwaldzkim. Przez cztery bardzo ważne lata mojego dzieciństwa miała ogromny wpływ na mój rozwój. Obdarzała wszystkie dzieci ciepłem, miłością i otwartością, dzięki czemu czuliśmy się przy niej bezpiecznie i mogliśmy rozkwitać. To właśnie ona jako pierwsza dostrzegła mój talent muzyczny. Pamiętam jej zachwyt, kiedy śpiewałam wybrane przez nią piosenki. To było dla mnie niezwykle ważne doświadczenie. Dało mi pierwszą wiarę we własne możliwości i być może właśnie wtedy wszystko się zaczęło.

Singiel „Biegnę” zapowiada nowy album. Sam tytuł przywodzi na myśl nieustanny pośpiech, który stał się znakiem naszych czasów. Jak w tym pędzie znajduje Pani przestrzeń na zatrzymanie się i wsłuchanie w siebie?

„Biegnę” to dopiero pierwszy utwór zapowiadający nowy album. Paradoksalnie opowiada właśnie o tym, że każdy z nas powinien odnaleźć własne tempo. To od nas zależy, czy przez życie będziemy biec, iść spokojnym krokiem czy też na chwilę się zatrzymamy, by usłyszeć własny wewnętrzny głos. W codziennym pędzie najważniejsze jest, aby nie ulegać presji otoczenia. Żyjemy w czasach, w których cyberprzestrzeń wywiera ogromny wpływ na nasze decyzje, niezależnie od wieku. Nieustannie jesteśmy bombardowani trendami i gotowymi receptami na życie. Dlatego tak ważne jest zachowanie własnej tożsamości, podążanie własną drogą i kierowanie się tym, co naprawdę jest zgodne z nami. Ogromne znaczenie mają również ludzie, którymi się otaczamy. Czasem jednak równie potrzebna jest chwila samotności – po to, by spojrzeć na siebie z dystansu.

Rozwój nowych technologii i sztucznej inteligencji budzi dziś wiele emocji. Jakie szanse i zagrożenia dostrzega Pani jako artystka?

Podczas tworzenia muzyki właściwie nie korzystam z „dobrodziejstw” sztucznej inteligencji. Jestem bardzo analogowa. Nadal zapisuję swoje pomysły w zeszycie ołówkiem i ten sposób pracy jest mi najbliższy. Oczywiście wszyscy jesteśmy beneficjentami rozwoju technologii, ale jednocześnie musimy mieć świadomość jej ograniczeń.

Niedawno czytałam opracowanie, z którego płynął bardzo ciekawy wniosek: przetrwa to, co jest autentyczne. To, co opiera się na emocjach, wrażliwości i ludzkim doświadczeniu. Przetrwają ludzie, którzy mają fach w ręku i potrafią tworzyć rzeczy, których maszyna nie jest w stanie zastąpić.

Sztuczna inteligencja może porządkować informacje, ułatwiać pracę czy inspirować, ale nie przeżywa emocji. Nie ma własnych doświadczeń ani indywidualnej wrażliwości. A właśnie z nich rodzi się sztuka.

Nie wierzę również, że technologia zastąpi bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem – koncert, rozmowę czy spotkanie. To są doświadczenia, których nie da się przenieść do świata cyfrowego. Dlatego warto świadomie zachować równowagę i nie pozwolić, aby technologia całkowicie zdominowała nasze życie.

Unplug Festiwal, organizowany przez Książnicę Beskidzką, wydaje się doskonale wpisywać w tę filozofię. To nie tylko święto literatury i muzyki, ale także okazja, by choć na chwilę oderwać się od świata ekranów i mediów społecznościowych.

To prawda. Biblioteka jest miejscem, które sprzyja bezpośredniemu kontaktowi ze sztuką – z książką, rozmową, koncertem czy spektaklem. Wszystkie te doświadczenia opierają się na spotkaniu z żywym człowiekiem. Bardzo podoba mi się określenie „detoks od cyfryzacji”, bo rzeczywiście tego coraz częściej potrzebujemy.

Nie sądzę, aby należało bać się technologii. Trzeba jednak korzystać z niej rozsądnie. W mojej pracy również wykorzystuję programy komputerowe, które pomagają przygotować aranżacje i uporządkować pomysły przed wejściem do studia. To ogromne ułatwienie.

Technologia jest narzędziem i dopóki pozostaje narzędziem, widzę w niej przede wszystkim korzyści. Najważniejsze jednak, by nie zastąpiła tego, co najcenniejsze – ludzkiej wrażliwości, emocji i relacji.

Świat poezji od zawsze przenika Pani twórczość. Jeśli dobrze pamiętam, pierwsze wiersze pisała Pani jeszcze w Bielsku-Białej. Czy właśnie wtedy narodziła się potrzeba opowiadania o świecie własnym językiem?

Każda dziedzina sztuki ma swoją drogę. Czasem potrafimy sami ubrać emocje w słowa, a czasem sięgamy po teksty ludzi, którzy są nam bliscy pod względem wrażliwości. Przez wiele lat współpracowałam z Anną Saraniecką i uważam, że to właśnie przy niej doskonaliłam swój sposób pisania. Natomiast wszystko rzeczywiście zaczęło się w Bielsku-Białej. Jeszcze jako nastolatka, a później studentka, brałam udział w konkursach poetyckich. Z perspektywy czasu widzę, że był to ważny etap. Potrzebowałam go, by odnaleźć własny język. Dziś teksty do swoich piosenek piszę już sama.

Podczas 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu została Pani odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Proszę przyjąć serdeczne gratulacje. W ciągu niemal czterech dekad działalności artystycznej otrzymała Pani wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Jakie znaczenie mają one dla Pani dzisiaj?

Oczywiście każde takie wyróżnienie jest ważne i daje poczucie, że ktoś dostrzega oraz docenia moją pracę. Wszystko zaczęło się od pierwszych festiwali – Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, później Sopotu, Opola czy Jarocina. Każdy z nich był kolejnym etapem mojej muzycznej drogi.

Szczególnie cieszy mnie jednak to, że przez wszystkie te lata udawało mi się zdobywać zaufanie publiczności. To dla mnie największa nagroda. Odznaczenia, medale czy wyróżnienia są niezwykle miłe, ale nie miałyby większego znaczenia, gdyby za nimi nie szedł kontakt z ludźmi i ich potrzeba spotkania z moją muzyką.

Przez trzydzieści siedem lat nieprzerwanie koncertuję. To właśnie publiczność daje mi poczucie sensu. Gdyby nie było odbiorców, nie byłoby również powodów, by tworzyć. Zawsze powtarzam, że muzykę robi się przede wszystkim dla ludzi. Dopóki widzę ich emocje, czuję tę niezwykłą wymianę energii i wiem, że moje piosenki są komuś potrzebne, dopóty wszystko ma sens. Cała reszta schodzi na drugi plan.

Trzydzieści siedem lat na scenie – to imponujący dorobek. Czy zaczyna Pani już myśleć o jubileuszu czterdziestolecia?

(śmiech) Czterdziestka? Rzeczywiście, zostały już tylko trzy lata.

Będzie huczne świętowanie?

Każdy koncert jest dla mnie świętem. Każde spotkanie z publicznością to wyjątkowy moment. Oczywiście jubileusze są dobrą okazją do przygotowania czegoś szczególnego, ale prawda jest taka, że dziś staram się cieszyć każdym koncertem i każdym dniem. Nie odkładam świętowania na później.

Większość słuchaczy wciąż kojarzy Panią przede wszystkim z utworem „Babę zesłał Bóg”. Gdyby jednak miała Pani wskazać piosenkę, która jest dziś Pani najbliższa, jaki byłby to utwór?

To bardzo trudne pytanie. Przez tyle lat powstało wiele piosenek, które są dla mnie ważne, bo każda z nich wyrastała z konkretnego momentu mojego życia. Inaczej pisze się i śpiewa, mając dwadzieścia lat, inaczej trzydzieści, a jeszcze inaczej pięćdziesiąt. Z wiekiem zmienia się wrażliwość, doświadczenia, sposób patrzenia na świat i ludzi.

Tak było również z albumem „Vera to ja”, który opowiada o kolejnych etapach życia kobiety – od pierwszych emocji i fascynacji światem, przez miłość, macierzyństwo, relacje z bliskimi, aż po dojrzałość i samoświadomość. Dopiero wtedy poczułam, że jestem gotowa opowiedzieć o tym wszystkim własnym głosem.

Dzisiaj śpiewam te same utwory zupełnie inaczej niż trzydzieści lat temu, bo jestem już inną osobą. Każde nowe doświadczenie zostawia ślad, dlatego piosenki również dojrzewają razem z artystą.

Przy okazji albumu „Renata Przemyk i Mężczyźni” wróciłam do wielu ważnych utworów. Niektóre z nich zabrzmiały zupełnie inaczej niż kiedyś. „Babę zesłał Bóg” pozostaje jednym z symboli mojej twórczości, ale bardzo bliska jest mi również „Kochana”. W duecie z mężczyznami zyskała nowy wymiar. Wcześniej, śpiewana z Kasią Nosowską, opowiadała przede wszystkim o przyjaźni. Dziś wielu słuchaczy odnajduje w niej historię o miłości. Bardzo lubię takie sytuacje, kiedy jedna piosenka zaczyna żyć własnym życiem i każdy odnajduje w niej coś innego.

Jaki repertuar przygotowała Pani na koncert podczas Unplug Festiwalu?

Przede wszystkim utwory z albumu „Renata Przemyk i Mężczyźni”, które wykonuję tym razem solo. Po pewnej przerwie spojrzałam na nie z zupełnie innej perspektywy. Otrzymały nowe aranżacje, nowe emocje i – mam nadzieję – nowe życie.

Co powiedziałaby Pani dziś tej nieśmiałej dziewczynce z Bielska-Białej, która po maturze wyjechała na studia, nie wiedząc jeszcze, że zostanie jedną z najważniejszych polskich wokalistek?

Wyjechałam na studia na Uniwersytet Śląski, ale cała moja rodzina została w Bielsku-Białej. Doskonale pamiętam tamtą Renatę – bardzo nieśmiałą, wycofaną i pełną wątpliwości.

Co ciekawe, wiele z tamtej dziewczynki nadal we mnie jest. Na co dzień wciąż potrafię być nieśmiała, natomiast kiedy wychodzę na scenę, pojawia się we mnie zupełnie inna energia. Czuję siłę, którą daje mi spotkanie z ludźmi. Ich akceptacja i życzliwość sprawiają, że mogę być sobą.

Dzisiaj przede wszystkim mocno bym tę małą dziewczynkę przytuliła i powiedziała jej, że jest wystarczająco dobra. Żeby ufała swojemu sercu i nie bała się iść własną drogą.

Myślę, że nasze pokolenie dorastało w czasach, gdy o wiele więcej rzeczy było trudno dostępnych. Nawet zdobycie instrumentu muzycznego bywało ogromnym wyzwaniem. Paradoksalnie właśnie te trudności uczyły determinacji i sprawiały, że jeszcze bardziej walczyliśmy o swoje marzenia. Wierzę, że pasja bardzo często rodzi się właśnie z pokonywania przeszkód.

Nad czym obecnie Pani pracuje? Jakie są najbliższe plany artystyczne?

Przede wszystkim nad nowym albumem, którego zapowiedzią jest singiel „Biegnę”. Bardzo zależy mi na dokończeniu tego projektu, choć pogodzenie pracy w studiu z intensywną trasą koncertową nie jest łatwe. Pomysłów mam bardzo dużo. Chciałabym jednak znaleźć równowagę między pracą, życiem rodzinnym, podróżami i zwyczajną codziennością. To właśnie ona często staje się największą inspiracją.

Rozmawiała:
Małgorzata Irena Skórska

google_news
Kronika Beskidzka prasa