Miał być miejscem wiecznego spoczynku, a wzniesiono na nim fabryczne hale. Historia kirkutu w Białej, który 60 lat temu przestał istnieć, to jedna z najbardziej przejmujących kart lokalnej przeszłości. Miejsce, gdzie wciąż spoczywają szczątki półtora tysiąca Żydów, w czasach PRL-u poświęcono na ołtarzu socjalistycznego przemysłu.
Najstarsza wzmianka o obecności Żydów w mieście to zeznania schwytanego w 1697 roku zbójnika Mateusza Klimczaka, który stwierdził, że zrabowane rzeczy sprzedał „Żydowi nad Białą”. Z upływem lat społeczność żydowska w osadzie rosła. Utrzymywali się z dzierżawy browarów i szynków, a z czasem – coraz częściej – z handlu wełną i suknem. Ich przedsiębiorczość wywoływała sprzeciwy i protesty chrześcijańskich kupców.
Konflikty, podsycane nie tylko kwestiami ekonomicznymi, ale i religijnymi, prowadziły do brutalnych decyzji, takich jak wygnanie społeczności żydowskiej w 1765 roku. W następstwie ogłoszonego wyroku sądu mieszczanie siłą wyrzucili Żydów poza granice starostwa lipnickiego, a pierwsza synagoga i kirkut, którego dokładnej lokalizacji historykom nie udało się ustalić, zostały zbezczeszczone i zlikwidowane.
Nowa nekropolia
Mimo zakazu Żydzi zaczęli powracać do Białej już na początku XIX wieku, jednak do zmiany prawa doszło dopiero w 1848 roku, gdy miastom królewskim odebrano przywilej ustanawiania zakazu osiedlania się Żydów. To właśnie wtedy przy ówczesnej Albrechtgasse – dzisiejszej ulicy Wyzwolenia – założono nowy kirkut. Nekropolia, usytuowana na pograniczu Białej i Lipnika, stała się miejscem spoczynku dla rosnącej społeczności, która z każdą dekadą zyskiwała na znaczeniu. Teren przylegał do skarpy, pod którą znajdował się jeszcze starszy, XVIII-wieczny cmentarz wojskowy z ciałami żołnierzy rosyjskich i austriackich.
Na przestrzeni lat cmentarz w Białej był niemym świadkiem gwałtownego rozwoju miasta. Z czasem wzniesiono murowany dom przedpogrzebowy, a w 1902 roku gmina żydowska nabyła teren na własność. Również na początku XX w., wobec rosnącej liczby pochówków, kirkut powiększono, wykupując sąsiednie parcele należące do spadkobierców architekta Emanuela Rosta. Dzięki temu nekropolia zyskała kształt nieregularnego rombu.
Później, w dwudziestoleciu międzywojennym, gdy cmentarz otoczyła zwarta zabudowa miejska, kirkut zyskał betonowe ogrodzenie, a w 1926 roku rozebrano stary dom pogrzebowy, wznosząc w jego miejscu nowy, wieloczłonowy budynek z dachem mansardowym. Polacy zwykli nazywać to miejsce „Żydowczokiem”.
Tragiczny czas okupacji przyniósł kres normalności. Mimo że pochówki odbywały się do 1942 roku, miejsce to stało się świadkiem likwidacji getta i tragedii wysiedlanej ludności. Po zakończeniu II wojny światowej bialska gmina żydowska była już tylko cieniem swojej dawnej potęgi. Mimo to cmentarz wciąż trwał, będąc sporadycznie miejscem pochówku, aż do października 1955 roku, kiedy pochowano tam ostatnią osobę.
Rozwój kontra szacunek
Niedługo później dekretem władz miejskich i wojewódzkich cmentarz został zlikwidowany. Początkowo jego zachodnią część przeznaczono pod rozbudowę Bielskiej Fabryki Armatur „Befa”. Mimo desperackich protestów Kongregacji Wyznania Mojżeszowego, która argumentowała, że prawo sanitarne zabrania przeznaczania terenów cmentarnych na inne cele przed upływem 40 lat od ostatniego pochówku, władza była bezwzględna. Rozwój zakładów przemysłowych był ważniejszy niż szacunek dla zmarłych.
„Decyzja ta nie była uzasadniona żadnymi logicznymi ani zdroworozsądkowymi argumentami, a dodatkowo naruszała święte prawo żydowskie do nienaruszalności po wieczne czasy terenów cmentarnych” – pisze dr Jacek Proszyk w książce „Cmentarz żydowski w Bielsku-Białej”.
Ekshumacje rozpoczęły się w czerwcu 1966 roku i zakończyły w maju 1967 roku. Na skutek zmian własnościowych grunt, na którym znajdował się cmentarz, stał się własnością Skarbu Państwa, a następnie został przeznaczony pod rozbudowę Południowych Zakładów Sprzętu Sportowego w Bielsku-Białej. Ekshumowano zaledwie około 170 grobów, głównie szczątki osób pochowanych po II wojnie światowej, a ich ciała przeniesiono na cmentarz żydowski przy ulicy Cieszyńskiej w Bielsku-Białej. Szacuje się, że pod fabryką wciąż spoczywa około 1500 żydowskich grobów.
Los pozostałych nagrobków był wstrząsający – wiele macew zostało skradzionych, zniszczonych lub wykorzystanych jako materiał budowlany. Wykładano nimi brzegi potoku Niwka, brukowano place fabryczne, a część prawdopodobnie trafiła na wysypisko śmieci. Przez lata, podczas prac budowlanych w obrębie zakładów Polsport i pobliskiej fabryki Befy, robotnicy natrafiali na ludzkie szczątki.
Rabin u prezydenta
W latach 90., już po transformacji ustrojowej, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Bielsku-Białej, będąca następcą prawnym Kongregacji Wyznania Mojżeszowego, domagała się zwrotu mienia, na którym zbudowano zakłady sportowe i nie dokonano ekshumacji wszystkich grobów. Bezskutecznie.
Dziś teren stanowi własność osoby prywatnej. Pięć lat temu głośno było o planach rozbiórki zakładów sportowych i budowy w tym miejscu osiedla mieszkaniowego. Taką możliwość dopuszcza plan zagospodarowania przestrzennego uchwalony decyzją Rady Miejskiej Bielska-Białej z 2017 roku.
Zgodnie z zapisami prawa miejscowego inwestycja może powstać „wyłącznie w przypadku zakończenia funkcji produkcyjnych oraz likwidacji funkcji magazynowej, składowej oraz handlu hurtowego w całym terenie”. Właściciel fabryki w 2019 roku wystąpił o wydanie pozwoleń na rozbiórkę części zabudowań fabrycznych i szukał kupca na nieruchomości pofabryczne, bo Polsport dziś jest cieniem dawnej potęgi.
Jeden z zainteresowanych podmiotów opracował nawet koncepcję architektoniczną, z której wynikało, że w miejscu, gdzie dawniej mieścił się cmentarz żydowski, mogłoby powstać osiedle z 400 mieszkaniami. Po ujawnieniu tych planów u prezydenta Bielska-Białej interweniował Michael Schudrich – naczelny rabin Polski, który wyraził „zaniepokojenie” planami. „Fakt zabudowania nekropolii i sprofanowania ludzkich szczątków w wyniku prac ziemnych w przeszłości nie oznacza, że teren ten przestał być dla Żydów cmentarzem, miejscem świętym” – pisała komisja rabiniczna ds. cmentarzy działająca przy Naczelnym Rabinie Polski.
Ostatecznie ani do wyburzeń, ani do sprzedaży terenu nie doszło. Dziś, 60 lat po likwidacji kirkutu, o jego istnieniu przypomina jedynie pomnik w kształcie macewy, odsłonięty 13 grudnia 1996 roku. Płaskorzeźba przedstawiająca menorę i dwa lwy Judy jest symbolem miejsca, które próbowano wymazać z historii miasta.
BARTŁOMIEJ KAWALEC





