W meczu 10. kolejki IV ligi Kuźnia Ustroń mierzyła się z rezerwami Podbeskidzia Bielsko-Biała. Po jednostronnym widowisku trzy punkty zgarnęli goście.
Druga drużyna Podbeskidzia dała miejscowym prawdziwą szkołę futbolu, rozpoczynając strzelaninę już w 8. minucie gry. Zbigniew Wojciechowski przymierzył z dystansu pod poprzeczkę, dając Bielszczanom prowadzenie. Gospodarze mieli okazję wyrównać, ale w 12. minucie Maciej Kaczmarczyk przegrał pojedynek z golkiperem “Górali” Michałem Matysem. To była w zasadzie jedyna groźna sytuacja bramkowa stworzona przez Kuźnię w tym meczu. Ton boiskowym wydarzeniom nadawali przyjezdni, którzy w 34. minucie podwyższyli wynik. Tym razem po rzucie rożnym najwyżej w powietrzu zawisł Bartosz Ogórek i głową skierował futbolówkę do siatki. Minęły dwie minuty i było już 0:3 po niefortunnej interwencji defensorów Kuźni i samobójczym trafieniu Kamila Turonia. W 40. Ustronian dobił Klaudiusz Jurek i na przerwę ekipa spod Równicy schodziła z bagażem czterech goli.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Podbeskidzie nadal dominowało, dokumentując swoją przewagę kolejnymi bramkami. W 62. i 63. minucie na listę strzelców wpisywali się rezerwowi Dalibor Takáč i Toki Hirosawa. W 70. szybką akcję gości zakończył celnym uderzeniem od słupka Krzysztof Twardosz, a w 75. wynik ustalił pięknym strzałem z dystansu Krzysztof Wiesner. Pogrom skończył się na ośmiu golach, ale gdyby w końcówce zawodów Grzegorz Janusz i Damian Chmiel mieli lepiej wyregulowane celowniki wynik mógłby być nawet dwucyfrowy.
– Mówiąc tak na gorąco po meczu to mogło się to wszystko skończyć jeszcze wyższym wynikiem. Więcej bramek mogło wpaść, ponieważ cały czas chłopakom mówię, że jeżeli mamy taką możliwość to chcemy jak najwięcej strzelać. Kuźnia chciała nam się przeciwstawić, ale praktycznie poza tą jedną sytuacją na początku meczu, gdzie mogli zdobyć bramkę wyrównującą, nam nie zagroziła. Mamy pewne zwycięstwo, które cieszy. Troszkę wzmocnili nas zawodnicy z kadry pierwszego zespołu, chociaż i tak to nie zmienia faktu, że w wyjściowym składzie mieliśmy siedmiu młodzieżowców, a na ławce kolejnych pięciu. To doświadczenie w połączeniu z młodością daje efekty. Kilku chłopaków też odpoczęło, czy Damian Chmiel czy Kornel Osyra. My w każdym meczu wychodzimy na boisko i chcemy zagrać przede wszystkim dobry futbol. Zwycięstwa budują atmosferę, ale tutaj drugi zespół jest budowany pod innym kątem. Chcemy wprowadzać młodych graczy do piłki seniorskiej. Jak obserwujemy z perspektywy czasu, widać, że robią duże postępy i oby tak dalej – powiedział Tomasz Górkiewicz, szkoleniowiec “dwójki” Podbeskidzia.
– Nie ma dla nas żadnego usprawiedliwienia. Nieważne czy rywal przyjechał wzmocniony zawodnikami z pierwszej ligi, czy nie, bo my na boisku wykonywaliśmy zupełne przeciwieństwo tego, co było mówione na odprawie i trenowane w tygodniu pod ten mecz. Ciężko jest mi na ten moment na gorąco powiedzieć, skąd się to u nas bierze. Dostaliśmy lekcje futbolu, a Podbeskidzie nam pokazało standardy gry, których na ten moment u nas nie ma – komentował Michał Pszczółka, trener Kuźni.






