Trafienie butelką do kosza to zbyt duże wyzwanie? FOTOREPORTAŻ

Na chodniku, trawniku, pod ławkami i drzewami. Puste butelki zalegają w mieście

Na chodnikach, trawnikach, pod ławkami i drzewami leżą bez ładu i składu – małe i duże. Mowa o pustych butelkach szklanych, których zdecydowana większość wciąż pozostaje poza systemem kaucyjnym. Brak możliwości odzyskania kaucji nie motywuje części osób do zwracania opakowań w punktach zbiórki.

Spacerując ulicami w promieniu dwóch–trzech kilometrów od centrum Bielska-Białej, można w różnych miejscach zauważyć pozostawione puste opakowania szklane, czasem w znacznych ilościach. Raczej próżno szukać osoby, która podniesie pustą butelkę i wrzuci ją do kosza. Lepiej udawać, że problemu nie ma? Jedna butelka pod drzewem przecież nikomu „nie zrobi krzywdy”, a to, że może skupić promienie słoneczne i spowodować pożar, to „mało istotne”.

Bez większego problemu można wskazać miejsca, w których nagminnie pojawiają się duże ilości pustych opakowań szklanych po różnych napojach. W ciągu kilkunastu minut można zebrać tam kilka kilogramów szkła. Po uporządkowaniu terenu w krótkim czasie pojawiają się kolejne puste butelki: jedna, dwie, kilka, kilkanaście… Po kilkunastu dniach ich ilość waha się od kilku do nawet kilkunastu kilogramów. Miejscami pustych opakowań szklanych jest ponad sto.

– Spacerując kilka kilometrów ulicami miasta, bez większych problemów można natknąć się na kilkanaście pustych butelek o różnej wielkości. Najwięcej jest tych najmniejszych, tzw. małpek. Leżą pod drzewami, pod ścianami budynków, a czasem nawet dwa, trzy metry od kubła na śmieci. Zastanawiam się wtedy, jeśli ktoś potrafi kupić sobie jakiś napój, wypić go i nie ma z tym problemu, to dlaczego nie potrafi pustego opakowania wyrzucić do kubła na śmieci lub zabrać ze sobą – mówi nam pan Tomasz, mieszkaniec Bielska-Białej.

Kultura spożywania napojów

Nie wiadomo, jak zareaguje mężczyzna, który właśnie skończył spożywać złocisty napój, a pustą butelkę pozostawia na chodniku, tuż obok ściany budynku. To przykład ze skrzyżowania ul. Najświętszej Marii Panny z ul. Cieszyńską w Bielsku-Białej.

Na ul. Sempołowskiej ktoś w bramie ogródka spożywa srebrny trunek, a butelka zostaje na terenie ogródka. Na pobliskim skwerku, u zbiegu ul. Sempołowskiej z ul. PCK, pusta butelka PET zostaje na ławce, choć kosz znajduje się tuż obok. Takich przykładów można mnożyć – i to zapewne nie tylko w Bielsku-Białej.

– Na osiedlu Grunwaldzkim przez kilka dni w pobliżu jednej z ławek było ponad dziesięć pustych butelek i nikomu to nie przeszkadzało. W innym miejscu, w rejonie jednej z osiedlowych alejek, pod drzewami leżało kilkanaście pustych butelek. W mniej niż dziesięć minut zebrałem pełną torbę tych butelek, wszystkie zaniosłem do PSZOK – mówi mieszkaniec osiedla.

Dlaczego nie ma w systemie kaucyjnym wszystkich butelek?

Za dawnych czasów zebranie kilku pustych butelek i sprzedanie ich w punkcie skupu pozwalało uzupełnić portfel. Dawało to możliwość wizyty na basenie, zakupu słodkości, a czasem i jednego, i drugiego. Teraz większości butelek nie ma w systemie, a w punkcie skupu stłuczka szklana jest tania.

– Moim zdaniem za każdą butelkę szklaną powinna być kaucja dwa złote, może to by nauczyło ludzi nieco więcej kultury? W takim przypadku za oddanie kilku butelek można by odzyskać pieniądze, które starczą na ciastko, loda czy bilety autobusowe – stwierdza pan Ireneusz. – Kiedyś najpierw szukało się butelek, szło do skupu je sprzedać, a później po odpadki z „misiów” w rejonie ronda przy szpitalu pediatrycznym w Bielsku-Białej i na basen „Panorama”. Teraz nie ma takiej motywacji, większość butelek jest poza systemem kaucyjnym. A kaucja powinna być, może nawet dwa złote! Niestety zbyt wolno rodzi się idea dotycząca rozszerzenia systemu kaucyjnego o te nieszczęsne butelki – dodaje.

W terenie puszek zdecydowanie ubyło

Zanim puszki znalazły się w systemie kaucyjnym, również bez większych problemów można je było znaleźć wszędzie, czasem nawet w dużych ilościach.

– Kiedyś przy okazji kilkukilometrowego spaceru policzyłem puszki leżące przy chodniku, na trawniku, przy krawężnikach. Doliczyłem się ich ponad pięćdziesięciu. Teraz jest ich zdecydowanie mniej, ale niestety wciąż są. Jedna, dwie, kilka, a nawet… ponad sto – w jednym miejscu. Niestety nie wszystkie są w systemie kaucyjnym, być może dlatego ludzie wyrzucają je, gdzie popadnie, i nie martwią się, że właśnie wyrzucili pięćdziesiąt groszy – mówi mieszkaniec Bielska-Białej.

– Teoretycznie za puszkę spoza systemu, o ile nie jest uszkodzona, powinno się uzyskać dziesięć groszy, ale wrzucając ją do kaucjomatu, urządzenie może ją zwrócić, bo nie rozpoznało kodu. To irytuje, bo zabieram na przykład dziesięć puszek w dobrym stanie, idę do sklepu i automat mi je odrzuca. I mam do wyboru albo szukać innego automatu, albo wyrzucić je do kosza w drodze powrotnej do domu – dodaje nasz rozmówca.

Jak nauczyć ludzi kultury?

– Moim zdaniem nocna prohibicja w mieście nie rozwiąże problemu porzuconych butelek i puszek, to trochę inna „para kaloszy”. Nie chodzi tu o nakładanie mandatów za spożywanie napojów wyskokowych czy zaśmiecanie terenu, ale o to, żeby ludzie zrozumieli, że lepiej się żyje, widząc czyste trawniki, chodniki i skwery. Idąc gdziekolwiek, lepiej wzrok skupić na ładnej architekturze miasta, plenerze, niż na butelce pozostawionej to tu, to tam… – powiedziała nam pani Alina, turystka z Elbląga.

– Jak zrobić zdjęcie budynku, skoro elewację szpecą puste butelki, stojące od strony ulicy praktycznie w każdym oknie? Takie widoki raczej nie przyciągają turystów do miasta kultury – podkreśla.

Sposób na uzupełnienie portfela

Wprawne oko obserwatora może dostrzec osoby, które trudnią się może trochę porządkowaniem terenu, a trochę reperowaniem swojego budżetu. Wędrują ulicami miasta w poszukiwaniu kaucyjnych opakowań i puszek. Bo to, co dla jednego człowieka nie przedstawia żadnej wartości, nawet jeśli można odzyskać z kaucji 50 groszy, dla innej osoby może być dodatkowym, niewielkim dochodem.

– Zbierając opakowania, i te kaucyjne, i bez kaucji, chyba jednak trochę bardziej cieszy mnie to, że mogę pozostawić „po sobie” kawałek oczyszczonego terenu, niż to, że w portfelu przybędzie złotówka lub dwie. Ale zdecydowanie najlepszą opcją byłoby to, gdyby ludzie potrafili swoich śmieci pozbywać się w bardziej cywilizowany sposób niż porzucanie ich gdzie popadnie – stwierdza pan Adam.

– Z niecierpliwością czekam, aż wszystkie butelki szklane będą w systemie kaucyjnym, wtedy zostanę „milionerem” – kończy pół żartem, pół serio.

Gdyby ludzie potrafili pozostawiać po sobie porządek, nie byłoby potrzeby tworzenia systemu kaucyjnego. Niestety system trzeba rozbudowywać o kolejne pozycje…

Tekst i zdjęcia:
MIROSŁAW JAMRO

Za treści zawarte w publikacji dofinansowanej ze środków WFOŚiGW w Katowicach odpowiedzialność ponosi Redakcja.