Wykonywanie utworów znanego artysty, to często stąpanie po kruchym lodzie. Daje możliwość prezentacji repertuaru uznanej jakości, ale też niesie ryzyko nieuchronnych porównań z oryginałem. Z tym wyzwaniem mierzyła się wczoraj Kasia Lins w cieszyńskim teatrze.
W ramach 35. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Bez Granic wokalistka zaprezentowała własne, nieco mroczne interpretacje dorobku Grzegorza Ciechowskiego. Sądząc po owacjach, wyszła z tej próby obronną ręką, choć prawdopodobnie nie jest to jedyna opinia.
Kasia Lins to artystka znana na polskiej scenie alternatywnej z tworzenia gęstego, niemal filmowego klimatu i nieszablonowych tekstów. Jej autorska wrażliwość naturalnie koresponduje z twórczością Obywatela G.C. i Republiki, co udowodniła podczas niedzielnego wieczoru.
W lekko posępnej, pełnej dramaturgii atmosferze wokalistka wzięła na warsztat najsłynniejsze utwory Grzegorza Ciechowskiego. Nie była to jednak zwykła próba skopiowania mistrza. Publiczność zgromadzona w Teatrze im. Adama Mickiewicza usłyszała aranżacje surowe, melancholijne i przeszywające.
Gromkie owacje na stojąco oraz świetny odbiór tego wymagającego przecież przekazu pokazały, że cieszyńska widownia zaakceptowała wizję artystki. Choć interpretacja klasyki zawsze pozostawia pole do dyskusji, Kasia Lins bez wątpienia przekonała do siebie większość sceptyków, czego najlepszym dowodem były wyproszone przez publiczność liczne bisy.




