Wizja luksusowego kurortu czy próba ucieczki przed widmem nakazu rozbiórki? Ratusz prowadzi postępowanie, by wydać decyzję o warunkach zabudowy dla Stalownika, który ma zostać przebudowany na hotel. Wobec właściciela ruiny toczy się szereg postępowań karnych przed prokuraturą i w sali sądowej.
Mija ćwierć wieku, odkąd Stalownik przestał pełnić swoją funkcję. W 2005 r. dawny szpital wraz z atrakcyjnym gruntem nabył od województwa śląskiego Tomasz Ż. Od kilku lat ruina jest przedmiotem niekończących się postępowań wszczynanych przez nadzór budowlany i policję. Ruiny przyciągają samobójców i osoby eksplorujące tego typu miejsca.
Trzy lata temu nadzór budowlany zaczął zastanawiać się, czy stan obiektu nie grozi jego zawaleniem. Konstrukcja budynku zamaka, stropy pękają, zbrojenia korodują. Właściciel uchylał się od wykonania ekspertyzy, próba zlecenia jej na koszt Skarbu Państwa skończyła się niepowodzeniem, choć Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego ogłosił konkurs na wyłonienie wykonawcy ekspertyzy.
Niespodziewanie w ostatnim czasie Ratusz wszczął postępowanie o wydanie decyzji środowiskowej – wcześniej złożony został wniosek o wydanie warunków zabudowy dla terenu położonego na zboczu Łysej Góry. Plany zakładają przebudowę 11-kondygnacyjnego szkieletora na hotel oraz budowę podziemnych parkingów, centrum konferencyjnego ze strefą SPA, obiektów sportowo-kulturalnych oraz czterech apartamentowców. Wszystko to miałoby powstać na ośmiu hektarach wokół Stalownika.
W dokumentach nie pada nazwa inwestora – w jego imieniu występuje pełnomocnik. Spoglądając w księgę wieczystą, nie widać zmiany właściciela ani adnotacji o transakcji. Właścicielem pozostaje Tomasz Ż., nowotarski biznesmen, a nieruchomość wciąż obciążona jest hipoteką na kwotę 70 mln zł na rzecz spółki Pekabex Bet.
Analizując te ruchy, wyłaniają się dwa prawdopodobne scenariusze. Pierwszy zakłada, że na horyzoncie faktycznie pojawił się podmiot z ogromnym kapitałem, który zamierza odkupić atrakcyjny teren, ale do przeniesienia prawa własności dojdzie dopiero w momencie, gdy inwestor uzyska prawomocne decyzje administracyjne. To jednak scenariusz mało prawdopodobny z powodu wspomnianej hipoteki.
Drugi scenariusz wydaje się bardziej prawdopodobny. Wniosek o decyzję środowiskową może być manewrem samego Tomasza Ż., bo znany z licznych problemów z prawem biznesmen po raz kolejny odpowiada przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej za niewłaściwe zabezpieczenie ruin, a kolejne postępowania wobec niego prowadzi prokuratura.
Jedno z nich to sprawa administracyjna, którą prowadzi Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej. Wiosną skierowano do nadzoru budowlanego wniosek, w którym śledczy oczekują wszczęcia postępowania w przedmiocie wydania Tomaszowi Ż. nakazu rozbiórki ruin Stalownika. – Postępowanie w tej sprawie trwa – mówi prokurator Małgorzata Moś-Brachowska, rzecznik prasowy bielskiej prokuratury.
Kolejne postępowanie – tym razem karne – dotyczące niewłaściwego zabezpieczenia ruin prowadzi Prokuratura Rejonowa Południe. Okres dochodzenia sięga – z przerwami – 2019 r. – Obecnie trwa oczekiwanie na wykonanie czynności przesłuchania w charakterze podejrzanego Tomasza Ż. – mówi prokurator Moś-Brachowska. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że biznesmen przebywa w zakładzie karnym.
Jeśli zainicjowane przez prokuraturę postępowanie nadzoru budowlanego zakończy się nakazem rozbiórki, to oznaczałoby proces wyburzenia potężnego wieżowca. Wszczęcie procedury inwestycyjnej i zmiana funkcji obiektu daje Tomaszowi Ż. argument, by próbować wiązać ręce inspektorom – trudno bowiem egzekwować nakaz rozbiórki budynku, który oficjalnie znajduje się na ścieżce inwestycyjnej.
Pełnomocnik inwestora do wniosku o wydanie decyzji środowiskowej złożonego w Ratuszu dołączył plan zagospodarowania terenu i wizualizację kompleksu po rozbudowie. Na obecnym etapie urzędnicy czekają na opinię sanepidu, Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach i Wód Polskich. Potem podejmą decyzję, czy inwestor będzie musiał przygotować pełny raport oddziaływania na środowisko.
BARTŁOMIEJ KAWALEC




