Wydarzenia Bielsko-Biała

Wypuśćmy z rąk kamienie! Konflikt polsko-żydowski nikomu nie służy

Bielsko-Biała to przykład miasta, które budowało swą potęgę dzięki zgodnemu współistnieniu Polaków i Żydów. O to, żeby ta historia nie poszła w zapomnienie dba zastęp ludzi, który dzisiaj ze zgrozą obserwuje, jak drastyczną formę przybiera spór między tymi narodami. I ma pomysł na to, by miasto pozostało oazą normalności.

Zaczęło się od walki władz państwa z rozpowszechnianiem sformułowania „polskie obozy śmierci”, a dotarło do etapu wojny dyplomatycznej i międzynarodowej awantury, która – jak się zdaje – nie ma końca. Spór się zaostrza i jest tematem numer jeden w silnie spolaryzowanych mediach. Zaczyna się też przenosić na grunt codziennych dyskusji, które nie zawsze dążą do kompromisu.

Ostra dyskusja

Bielski ksiądz i dziennikarz Jacek Pędziwiatr ocenia, że nie bez winy są tu media. – Ta ostra dyskusja toczy się przede wszystkim w sferze polityki, na poziomie parlamentów. Media nie do końca rzetelnie to przedstawiają, bo sięgają po wypowiedzi pojedynczych osób z obu stron, jakby to miały być poglądy całej sceny politycznej. Ale i u nas, i w Izraelu są spolaryzowane. Cała awantura dotyczy wypowiedzi kilku posłów, od których większość się odcięła. Relacje medialne padają na podatny grunt – ludzie dają sobą manipulować i sądzą, że doszło do eskalacji agresji – analizuje.

Polsko-żydowski konflikt boli też Dorotę Wiewiórę, przewodniczącą Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej. Ale jest bardzo powściągliwa w swoich wypowiedziach. – Nie chcę dolewać oliwy do ognia – tłumaczy. Podobnie jak bielski duchowny ocenia, że cała awantura ma głównie wymiar polityczny i nie bez znaczenia są tu nadciągające w obu krajach wybory, podczas których każdy chce coś ugrać. Wyjaśnia, że nie zamierza stawać po jednej czy drugiej stronie barykady. – Jesteśmy tu teraz i tu zostaniemy. Zakorzeniliśmy się w tym miejscu. Sama jestem emerytką i nie zamierzam zmieniać mojej ojczyzny. Uważam się za polską patriotkę. Bo my jesteśmy Polakami wyznania mojżeszowego. Stąd też w spisie powszechnym swego czasu wyszło, że Żydów w Polsce jest ledwie tysiąc. Jesteśmy Polakami! – mówi Dorota Wiewióra.

O tym, że oba narody były zintegrowane, przekonuje także ksiądz Jacek Pędziwiatr. – Sam, poprzez pewne zaszłości rodzinne, mam udział w propagowaniu kultury żydowskiej i przypominaniu współistnienia obu narodów. Szereg elementów religii żydowskiej weszło do naszej tradycji. Choćby nazwa naszych dni tygodnia to kalka z języka hebrajskiego. Z kolei mało kto pamięta, że pierwsze obrady parlamentu Izraela zostały przeprowadzone w języku polskim. Kolejne odbywały się już w hebrajskim, choć w głosowaniu na ten temat język polski przegrał ledwie jednym głosem. Jednak tych związków nie trzeba tak daleko szukać, bo widzę je i w moich Komorowicach. I to pomimo tego, że była tu bardzo mała społeczność żydowska. Niedawno znalazłem zapisek o tym, że po szabacie Żydzi przychodzili do kościoła na nieszpory i wraz z katolikami odśpiewywali psalmy. Nikomu to nie przeszkadzało – opisuje ks. Jacek Pędziwiatr, organizator maratonów biblijnych, spotkań i odczytów, podczas których przybliża także żydowską kulturę, religię i historię i podczas których obecni są przedstawiciele środowisk żydowskich.

Ks. Jacek Pędziwiatr dopiero co wrócił z kolejnego wyjazdu do Ziemi Świętej. Po powrocie opublikował artykuł zatytułowany „Nie udał mi się wyjazd do Ziemi Jezusa”. W ironicznym tonie pisze, że nasłuchawszy i naczytawszy się o tym, jak to rozgorzał polsko-izraelski konflikt, do wyjazdu nastawił się bardzo bojowo. Pierwsze „rozczarowanie” przeżył już na lotnisku w Tel Awiwie, gdy podczas odprawy paszportowej smutny z natury pan nawet lekko się uśmiechnął i życzył miłego pobytu. Izraelczycy „prowokacyjnie” nie reagowali ani na polski język, ani na polskie flagi. Raz dało się słyszeć „zaczepne”: „Israel loves Poland!”.

Ksiądz z Bielska-Białej pełnił nie tylko rolę przewodnika, ale i na swoim prywatnym facebookowym profilu na bieżąco relacjonował wyprawę, przybliżał ciekawostki i publikował swoje przemyślenia. Jednych te pouczające relacje zachwyciły, a innych… zniesmaczyły. Bo jakże to tak znany duchowny śmiał zamieszczać swoją prywatną opinię o tym, że w Izraelu Polaków nikt nie atakuje?! Przecież tu, w Polsce, wszyscy wiedzą lepiej jak jest naprawdę… – W tym samym czasie na terenie Izraela było około tysiąca polskich grup. I tak jest przez cały rok! Jeśli popadniemy w totalny konflikt i rzeczywiście przyjazd Polaków nie będzie tak mile widziany, to stracą obie strony. Polacy przede wszystkim pod względem duchowym, a Izraelczycy – finansowym – uważa ks. Jacek Pędziwiatr.

Bielsko oazą?

Apeluje zatem o zakopanie topora wojennego. – To konflikt zbudowany na czysto teoretycznych emocjach i dywagacjach. To nawet nie wojna, ale próba wzajemnego szarpania się. Jak każdy konflikt, nikomu się nie przysłuży. Bardzo wielu ta sytuacja boli i odczuwa żal, że w tę stronę wszystko się potoczyło. Zaczęło się od obrony własnej tożsamości i walki o prawdę historyczną, ale był to kamyk, który wywołał lawinę. Szkoda, by ta budowana przez wieki jedność w tak krótkim czasie miała zupełnie runąć. Zostaliśmy podzieleni przez najeźdźców z Niemiec i wojnę. Jeśli dzisiaj zaczynamy podnosić przeciw sobie zarzuty, to jest tak, jakby ta wojna jeszcze się dla nas nie skończyła. Wypuśćmy z rąk kamienie i zachowajmy pewną powściągliwość. Szukajmy tego, co nas łączy. Nie wiem, czy doczekam tego, by ktoś zachował się polscy biskupi piszący do niemieckich, że wybaczają i proszą o wybaczenie. W tym momencie taki gest byłby prawdziwym bohaterstwem – stwierdza ks. Jacek Pędziwiatr.

Ksiądz ma nadzieję, że Bielsko-Biała pozostanie swoistą oazą na tle wyniszczającego sporu. Wskazuje, że od lat w mieście jest środowisko, z Gminą Żydowską czy historykiem Jackiem Proszykiem, które organizuje szereg przyciągających tłumy inicjatyw przybliżających lokalną historię opierającą się o zgodne współistnienie obu narodów. Proponuje zintensyfikowanie tych działań poprzez organizację na przykład tygodnia czy dnia kultury chrześcijańsko-żydowskiej, dnia pojednania czy choćby biegu lub pikniku. – Moglibyśmy zawiązać coś pięknego, co będzie wspaniałym przykładem w skali całego kraju – uważa. Pomysłowi przyklaskuje Dorota Wiewióra. – Bielszczanie już dzisiaj bardzo interesują się kulturą i historią, w tym żydowską. Na wszelkiego rodzaju spotkaniach czy wydarzeniach sale pękają w szwach. Bardzo chętnie zaangażujemy się w inicjatywę, która miałaby tak szczytny cel – deklaruje szefowa Gminy Żydowskiej.

google_news