Wydarzenia Bielsko-Biała Cieszyn Żywiec Sucha Beskidzka Wadowice Oświęcim

Błogosławiony i święty

75 lat temu w Wielki Piątek ostatnie tchnienie wydał skatowany na śmierć ksiądz Piotr Dańkowski. Zmarł z belką na ramionach, pod ciężarem której kilkakrotnie upadał, gdy jego oprawcy biczami przeganiali go po obozie Auschwitz. Co roku przed Wielkanocą krewni błogosławionego męczennika spotykają się, aby oddać mu cześć. Modlą się wtedy również do świętego, którego gościli w swoim domu w Niedzielę Palmową.

Urodzony w 1908 roku w Jordanowie Piotr Dańkowski od dziecka był bardzo religijny i wrażliwy na ludzkie nieszczęście. Choć swoim braciom już we wczesnej młodości wydawał się wzorem chrześcijańskich cnót, sam daleki był od tak wysokiego mniemania o sobie. Od czasu studiów na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie prowadził rodzaj dziennika, w którym notował postanowienia ze spowiedzi i prośby do Boga o błogosławieństwo w pracy nad doskonaleniem swego charakteru.

– Nie pamiętam wujka, bo kiedy został zabity byłam jeszcze małym dzieckiem, ale rodzice dużo mi o nim opowiadali. Był człowiekiem, który z poświęceniem pomagał innym, nierzadko narażając własne życie. W czasie okupacji, gdy był wikarym w Zakopanem, wypisywał ludziom fałszywe świadectwa chrztu, które były podstawą do wydania niemieckich dowodów tożsamości. Uprawniały one do pobytu na Podhalu i umożliwiały także ucieczkę na Zachód – opowiada bratanica błogosławionego księdza Piotra Dańkowskiego Maria Trojan, córka jego starszego brata Kazimierza – Bardzo cenię sobie fakt, że tak wspaniały człowiek mnie ochrzcił. I oczywiście to, że jestem jego bliską krewną. To naprawdę wielki zaszczyt.

DROGA KRZYŻOWA

Zanim ksiądz Piotr Dańkowski trafił na Podhale, posługę kapłańską pełnił w dwu parafiach na naszym terenie – w Pobiedrze, który dziś jest częścią Paszkówki oraz w Suchej Beskidzkiej. Ale najbardziej znany jest ze swojej pracy w Zakopanem, gdzie przebywał najdłużej. Pełnił tam obowiązki wikariusza parafii pod wezwaniem Najświętszej Rodziny, a także katechety w kilku szkołach. Zasłynął w tych czasach jako wybitny kaznodzieja, którego kazania trafiały do serc zarówno ludzi prostych, jak i wykształconych. Przede wszystkim dał się jednak poznać jako człowiek, który wyciągał pomocną dłoń do każdego, kto potrzebował wsparcia oraz wielki patriota.

Na początku 1940 roku wstąpił do tajnej organizacji podziemnej zwanej Związkiem Walki Zbrojnej, w której działał pod pseudonimem Jordan. W wikarówce prowadził nasłuch audycji radiowych, aby na ich podstawie sporządzać i rozprowadzać pisemne komunikaty. Pomagał mu w tym młodszy brat Stanisław, nauczyciel, który również mieszkał i pracował w Zakopanem. Razem zajmowali się też kolportażem prasy konspiracyjnej. Obaj zostali aresztowani przez Gestapo w 1941 roku, choć nie jednocześnie. Stanisław został zamordowany w kilka miesięcy po pojmaniu w więzieniu Palace, nazywanym Katownią Podhala, Piotra czekało jeszcze więcej tortur, niewolnicza praca ponad siły w Auschwitz–Birkenau i śmierć w czasie zgotowanej dla niego przez kapo drogi krzyżowej. Kapłan mężnie znosił wszystkie cierpienia, do końca dodając otuchy współwięźniom.

ZOBACZYCIE, ZOSTANIE ŚWIĘTYM

Beatyfikowany został 13 czerwca 1999 roku przez Jana Pawła II, razem z 107 innymi męczennikami II wojny światowej. – Ale u nas w rodzinie kult księdza Piotra trwa odkąd pamiętam. Ja i moje rodzeństwo zostaliśmy w nim wychowani. Do dziś spotykamy się w każdy Wielki Piątek, by upamiętnić rocznicę jego męczeńskiej śmierci – mówi Maria Trojan. Jej brat, ks. Władysław Dańkowski dodaje: – Pamiętam, że nasz tata nie potrafił się pogodzić z tym, jak młodo i w jak strasznych mękach zginął. Gdy byłem małym chłopcem, często zabierał mnie do Białego Dunajca, gdzie mieszkał ksiądz Władysław Puczka, który był z wujkiem w Oświęcimiu. Tata jeździł tam, aby usłyszeć jeszcze jakieś szczegóły z obozowego życia swego brata i jego ostatnich dni. I zawsze nam powtarzał, że nasz wujek zostanie kiedyś ogłoszony świętym. Był o tym przekonany.

Ks. Władysław Dańkowski większość pamiątek po swym błogosławionym wujku przekazał do Kurii Metropolitarnej w Krakowie oraz małego muzeum mieszczącego się nad zakrystią w Jordanowie, ale z jedną nigdy się nie rozstanie. To pochodzący z Zakopanego obraz Matki Bożej, który należał do księdza Piotra. – Rodzice mi wielokrotnie mówili, abym go nigdy nikomu nie oddał, bo jest wyjątkowy. Rzeczywiście nigdzie nie spotkałem podobnego – podkreśla kapłan. Drugą cenną pamiątkę on i jego rodzeństwo noszą w sercach. To wspomnienie wizyty świętego Jana Pawła II (wówczas jeszcze kardynała Karola Wojtyły) w ich rodzinnym domu, do której nigdy by nie doszło, gdyby nie ich bliskie pokrewieństwo z męczennikiem. Ksiądz Piotr Dańkowski nie był jeszcze w owym czasie uznany za błogosławionego, ale już głośno było o jego świętobliwym życiu i heroicznej śmierci.

KARDYNAŁ JAK OJCIEC

Zdarzyło się to 4 kwietnia 1971 roku, w Niedzielę Palmową. Tego niezapomnianego dnia w kościele parafialnym w Jordanowie Władysław Dańkowski odebrał święcenia kapłańskie z rąk kardynała Karola Wojtyły. – Nieraz się potem zastanawiałem, skąd ja, świeżo wyświęcony ksiądz, miałem odwagę, by poprosić go, aby po całym ciężkim dniu odwiedził jeszcze moją rodzinę. To była wręcz impertynencja z mojej strony, ale on wziął zaproszenie za dobrą monetę, bo znał historię męczeństwa mojego wujka. W domu serdecznie ze wszystkimi rozmawiał, nawet z małym dziećmi – wspomina ks. Władysław Dańkowski.

Jak mówi, kardynał Karol Wojtyła był dla młodych kapłanów niczym ojciec. Zawsze pomocny, wyrozumiały, cierpliwy. Aby z nim porozmawiać, nie trzeba było się umawiać, wystarczyło przyjść. Starał się znaleźć chwilę dla każdego. – Mawiał: Nie przejmuj się, że tam za drzwiami czekają w kolejce jeszcze inni księża. Teraz Ty jesteś najważniejszy, poświęcę Ci tyle czasu, ile chcesz – opowiada duchowny. – Zawsze mieliśmy w nim oparcie w razie problemów z ubekami. Miałem ich sporo, ale Wojtyła zawsze powtarzał, żebym się nie bał szantażu i nie podpisywał żadnej zgody na współpracę. Doradzał, abym mówił za każdym razem, gdy mnie wzywali, że ksiądz kardynał wie, gdzie jestem i razie potrzeby będzie interweniował. Dzięki temu czułem się pewniej i nie dałem się zastraszyć.

UPAMIĘTNIŁ WIZYTĘ

Karol Wojtyła zdumiewał fenomenalną pamięcią. Nie zapominał imion i nazwisk kapłanów ani żadnych związanych z ich życiem szczegółów, które miał okazję poznać. W 1979 roku, już jako papież, zaskoczył ks. Władysława Dańkowskiego, który był u niego na audiencji, pytaniami o jego rodziców. – Nie sądziłem, że po tylu latach ich pamięta. Wprawiło mnie to w takie osłupienie, aż mi mowę odjęło, a wtedy on spytał ze zdziwieniem: Przecież byłem u Ciebie w domu po święceniach, zapomniałeś? – wspomina kapłan. – Dziękuję Bogu, że dane mi było go znać i czasem przebywać w jego towarzystwie. To był człowiek święty za życia. Nie znałem nikogo innego, kto potrafiłby tak podnosić na duchu swoich bliźnich, jak on. Nawet, gdy kogoś upomniał, robił to w taki sposób, że ta osoba wychodziła od niego podbudowana, a nie przygnębiona.

Od niedawna przy ul. Piłsudskiego 21 w Jordanowie stoi ufundowana przez ks. Władysława tablica upamiętniająca wizytę Karola Wojtyły. Do dziś przetrwała tylko część domu, w którym kardynał spotkał się z Dańkowskimi – niski budynek przypominający bardziej gospodarczy niż mieszkalny. Piętrowy, stojący tuż za nim, został wybudowany przez ks. Władysława, a obecnie należy do jego siostrzeńca. Wcześniej w tym samym miejscu znajdował się dom rodzinny błogosławionego ks. Piotra Dańkowskiego. 

google_news
Finanse partner - normalne
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Wydarzenia Bielsko-Biała Cieszyn Żywiec Sucha Beskidzka Wadowice Oświęcim

Błogosławiony i święty

75 lat temu w Wielki Piątek ostatnie tchnienie wydał skatowany na śmierć ksiądz Piotr Dańkowski. Zmarł z belką na ramionach, pod ciężarem której kilkakrotnie upadał, gdy jego oprawcy biczami przeganiali go po obozie Auschwitz.

Co roku przed Wielkanocą krewni błogosławionego męczennika spotykają się, aby oddać mu cześć. Modlą się wtedy również do świętego, którego gościli w swoim domu w Niedzielę Palmową. Więcej na ten temat w aktualnym, świątecznym wydaniu Małopolskiej Kroniki Beskidzkiej

google_news
kb_zpora
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments