Wydarzenia Sucha Beskidzka

Desperacja w Zarębkach Skawieckich – Czy to XVIII wiek?

Fot. Paweł Szczotka

Do wysoko położonego przysiółka Zarębki Skawieckie w Zembrzycach jedzie się wąską i miejscami bardzo zniszczoną drogą asfaltową, która w pewnym momencie się urywa. Wydawałoby się, że to koniec osiedla. Tymczasem po kolejnych 200 metrach błotnistego i kamienistego odcinka budowany jest kolejny fragment traktu. Jaki ma to sens, by robić drogę z przerwami i utrudniać życie mieszkańcom?

W Zarębkach Skawieckich mieszkańcy uważają, że dla samorządowców są jak… szóste koło u wozu.

Bo piąte czasami się przydaje jako zapasowe – mówią z ironią. – Wiele osób, gdy przyjeżdża do naszego osiedla, najpierw zachwyca się malowniczymi widokami na Jezioro Mucharskie. Ale gdy widzi nagle urywający się asfalt, pyta, czy to XVIII wiek? Ktoś ze znajomych nawet żartował, że nie robią nam drogi, bo nie pozwolił na to konserwator zabytków. Jeszcze ktoś inny pytał, czy u nas powstaje skansen wsi sprzed wieków. Ale nas to wcale już nie bawi, wręcz przeciwnie, chce nam się płakać.

Rozżaleni mieszkańcy od wielu lat zwracają się z problemem do Urzędu Gminy Zembrzyce.

Samorządowcy twierdzą, że tam, gdzie urywa się droga asfaltowa, kończy się własność gminna. Potem błotnisty i kamienisty odcinek to grunty prywatne, a oni nie mogą na prywatnej własności nic zrobić. A przecież ludzie daliby zgody, a nawet oddali za darmo grunty pod drogę, bo co nam z tego, gdy nie mamy jak dojechać do domu, a i tak musimy za to płacić podatki – żalą się mieszkańcy.

TERAZ JESZCZE CIĘŻARÓWKI

Kilka tygodni temu czara goryczy się przelała. Na osiedlu ruszyła budowa drogi, ale poza tragicznym odcinkiem.

I nagle po tej błotnistej i kamienistej drodze zaczęły jeździć ciężarówki. Sęk w tym, że jeszcze przy wjeździe do przysiółka jest znak ograniczenia tonażu do 3,5 tony z uwagi na fragmenty drogi zniszczone przez osuwisko. Tu jakoś gmina, która ponoć tak dba o prywatną własność, nie zapytała nas, czy można tędy przejechać. Przy okazji ciężarówki zniszczyły naszą prowizoryczną drogę, robiąc w kilku miejscach koleiny i pogłębiając dziury, które były zasypane klińcem. Kto nam to teraz naprawi? – denerwują się mieszkańcy.

O tym, że drogą o dopuszczeniu ciężaru do 3,5 tony jeżdżą duże ciężarówki, poinformowali policję. Jak się okazało, gmina wydała tymczasowe pozwolenie dla ciężarówek korzystających z drogi z ograniczeniem.

WÓJT: OBOWIĄZEK INWESTORA

O wyjaśnienie sytuacji poprosiliśmy Urząd Gminy Zembrzyce. Zapytaliśmy, czy gmina prowadzi inwestycję i czy samorządowcy rozmawiali z mieszkańcami na temat przejazdu ciężarówek przez prywatną część drogi. Chcieliśmy się również dowiedzieć, czy gmina planuje wykup i uregulowanie własności z prywatnymi gruntami, którymi wiedzie fragment drogi oraz czy na brakującym odcinku wybuduje nową jezdnię asfaltową. W odpowiedzi wójt Łukasz Palarski zaznaczył, że prace prowadzi prywatny inwestor, który złożył do gminy wniosek o remont drogi wewnętrznej.

Gmina udzieliła informacji o możliwości przekazania prawa dysponowania nieruchomością na cele budowlane na rzecz wnioskodawcy wraz z zobowiązaniem pokrycia jedynie tylko części wydatków związanych z planowanym remontem. W związku z tym, że wnioskodawca wyraził zgodę na taką formę realizacji zadania, stał się on inwestorem. We własnym zakresie wykonał dokumentację projektową, dokonał zgłoszenia robót budowlanych i przeprowadził prace budowlane. Gmina zobowiązała się do pokrycia kosztów zabezpieczenia skarpy drogi, co na dzień 8 czerwca kosztowało 17 527,50 zł. Pozostałe koszty poniósł inwestor, ale gmina nie posiada informacji, jakie były to kwoty – stwierdza wójt Łukasz Palarski.

Jak podkreśla, w sprawie możliwości przejazdu większego tonażu po gminnej drodze inwestor składa wniosek o pozwolenie i każdy rozpatrywany jest osobno.

Dotychczas wszystkie wnioski rozpatrywane były pozytywnie, niezależnie, czy dotyczyły mieszkańców osiedla, czy też inwestorów prowadzących prace na tym terenie. Jako że gmina nie była inwestorem, nie odpowiadała za przebieg prac remontowych i nie prowadziła żadnych uzgodnień z mieszkańcami. Taki obowiązek spoczywa na inwestorze. Nie posiadamy wiedzy, czy takie rozmowy były prowadzone czy też nie – zaznacza wójt.

Dodaje, że brakujący odcinek drogi składa się z trzech działek.

Pierwsza posiada nieuregulowany stan prawny, a kolejne dwie to własność różnych osób fizycznych. W stosunku do jednej z kluczowych działek dotychczasowe rozmowy z właścicielami nie przyniosły pozytywnych rozstrzygnięć, które pozwoliłyby na podział i zakup działki. Stawiane warunki przekraczają kompetencje wójta i wykraczają poza granice ewentualnego remontu drogi na przejętych gruntach. W 2017 roku na próbę przeprowadzenia awaryjnego remontu zabezpieczającego najbardziej newralgiczny punkt tego odcinka drogi, gmina nie uzyskała zgody właścicieli, co skutkowało odstąpieniem od prac remontowych – twierdzi wójt Łukasz Palarski.

Gdy rozmawialiśmy z mieszkańcami, byli wściekli, że gmina po raz kolejny umywa ręce od problemu. Zapowiadają, że sprawy nie odpuszczą.

Nie wykluczamy złożenia wniosku lub petycji do Rady Gminy, aby w końcu ktoś się nami zainteresował i zajął tym problemem na poważnie – zapowiadają.

Fot. Paweł Szczotka

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
2 miesięcy temu

To bardzo groźnie brzmi, że mieszkańcy odgrażają się iż złożą petycję do Rady Gminy. Wójt już powinien zacząć trząść portkami.