Wydarzenia Cieszyn

Domy tymczasowe pękają w szwach

Fot. Dorota Krehut-Raszyk

Sobota, godz. 11.00. Alicja Cieślar niedawno wróciła do swojego domu w Ustroniu od weterynarza. W jego gabinecie bywa zresztą niemal codziennie. Na rękach trzyma kocięta, które właśnie zostały zaszczepione. Po krótkich pieszczotach zwijają się w kulki i zasypiają. Mamy chwilę czasu na rozmowę.

Alicja Cieślar jest znaną pod Równicą obrończynią praw zwierząt. Gdy tylko czworonogom – i nie tylko – dzieje się krzywda, pojawia się na miejscu i działa. Od kilku lat stoi też na czele Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt „AS” Animals Security w Ustroniu, w ramach którego działa kilkunastoosobowy zespół wolontariuszy. Obecnie największym ich wyzwaniem jest szukanie nowych domów dla małych kotów, gdyż w tym roku jest ich prawdziwe zatrzęsienie. W domach tymczasowych zlokalizowanych na terenie Ustronia, Cieszyna, Skoczowa, Brennej, Górek czy Istebnej, przebywa obecnie około 40 kociąt i kilkanaście dorosłych mruczków, które czekają na adopcje.

– Sama mam 30 kociąt i kilka dorosłych kotów u siebie. Puchate kulki są wszędzie. Codzienność z taką bandą bywa uciążliwa, ale też bardzo piękna i wdzięczna. Daje wiele radości i satysfakcji. Inaczej zresztą już chyba nie potrafiłabym żyć. Choć maluchy psocą jeden przez drugiego, mam do nich słabość – przyznaje Alicja Cieślar. Wszystkie zwierzęta kocha od dziecka, ale dopiero jako osoba dorosła mogła zajęć się walką o ich prawa na szerszą skalę. – Moje dzieci wychowywały się wśród kotów i psów. Nigdy nie mogły zrozumieć rówieśników, którzy żalili się, że rodzice nie zgadzają się, by mieli w domu czworonogi. W naszym było ich zawsze w nadmiarze – uśmiecha się Alicja Cieślar.

Przez jej dom przewinęło się kilkaset zwierząt. Każde z inną historią, z wieloma chorobami, nieraz ledwo żywe. – Te dwie szylkretki na przykład zostały niedawno wyrzucone przy wiślance w Ustroniu Polanie, a tego znalazł w potoku młody chłopiec. Wkrótce będziemy kierować je do adopcji – dodaje Alicja Cieślar.

Każdy kot będzie miał robione zdjęcie, co czasami nie jest łatwe, i na jego potrzeby dostanie imię. – Nadając je, staram się je jakoś dopasować do charakteru czy wyglądu zwierzaka. Jak nazwę go tak od serca, jestem stracona, bo kot dziwnym trafem nie znajduje amatorów i zostaje ze mną na dłużej. Rozstać się jest również ciężko, gdy zwierzę długo choruje i poświęcam mu dużo czasu. Wszystko trzeba jednak przeżyć, by zrobić miejsce kolejnym nieszczęściom – uśmiecha się Alicja Cieślar. Koty pochodzące z domów tymczasowych idealnie nadają się do adopcji. Mieszkając zazwyczaj z większą ilością czworonogów, a niejednokrotnie mając kontakt również z dziećmi, są otwarte, dobrze ukształtowane i uspołecznione.

– Zatrważające jest to, że około 90 procent kotów, które do nas trafiają, to koty oswojone, czyli takie, które miały swoich właścicieli, ale maluchy przestały być dla nich atrakcyjne, pozbyli się ich. Przerażające jest to, że ludzie zwierząt nie sterylizują. Tam, gdzie mamy skupiska kotów wolno żyjących, praktycznie nie mamy problemów z kociętami, bo wykonanych jest niemal 100 procent kastracji i sterylizacji. Małe kocięta podrzucane są albo przy drogach, albo na parkingach, pod restauracje czy domy wczasowe. I są to koty właścicielskie, nieraz bardzo chore i zaniedbane. W tym roku obserwujemy duży problem. W ostatnim czasie z samego Ustronia trafiło do nas 28 maluchów i siedem dorosłych kotów. Ciągle dochodzą do nas też sygnały, że koty są topione czy zabijane w różny inny sposób. Ludzie wolą tak robić zamiast zadbać o ich sterylizację – mówi Alicja Cieślar. Pod opiekę Stowarzyszenia „AS” trafiają także oseski. Walka o utrzymanie ich przy życiu bywa ciężka, gdyż trzeba je karmić co dwie godziny przez całą dobę. – Miałam ostatnio 12 kotów na butelce. Kiedy kończyłam karmić ostatniego, pierwszy był już głodny, i tak w kółko. Dwa miesiące nabierały odpowiedniej wagi, by można było je zaszczepić – dodaje Alicja Cieślar.

Przerażające jest to, że ludzie zwierząt nie sterylizują. Tam, gdzie mamy skupiska kotów wolno żyjących, praktycznie nie mamy problemów z kociętami, bo wykonanych jest niemal 100 procent kastracji i sterylizacji. Małe kocięta podrzucane są albo przy drogach, albo na parkingach, pod restauracje czy domy wczasowe. I są to koty właścicielskie, nieraz bardzo chore i zaniedbane.

Domy tymczasowe dla kotów są wciąż poszukiwane, podobnie jak osoby, które chciałyby pomóc w wykarmieniu kocich niemowląt. Oprócz dobrych chęci, powinny one mieć jednak również świadomość, iż nie zawsze ich wysiłek będzie wynagrodzony, bo może się zdarzyć, że maleństwo umrze z powodu choroby. Stowarzyszenie „AS” nieustannie szuka też odpowiedzialnych domów dla kotów. Zwierząt jest do wyboru, do koloru. Każdy, kto chciałby mieć mruczącego przyjaciela obok siebie, może skontaktować się z wolontariuszami pod numerami telefonów: 606 911 687 (Alicja), 507 530 079 (Anna), 515 801 605 (Ewa). W każdym wypadku wymagane jest podpisanie umowy adopcyjnej, a w odpowiednim czasie poddanie zwierzęcia obowiązkowej kastracji lub sterylizacji. Spełnienie tych warunków pozwala na ograniczenie kociej bezdomności. Stowarzyszeniu można pomóc także finansowo, poprzez wpłatę datków na numer konta: 22 8129 0004 2001 0016 0847 0001, Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt „AS” Animals Security, Rynek 4, 43-450 Ustroń.

KB_eko_m
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
emmm
emmm
1 miesiąc temu

Głównym problemem rozrastania się ilości podopiecznych w fundacji są wygórowane warunki adopcji, a konkretnie fakt, że adoptowane koty mają być trzymane w warunkach domowych. Mieszkam na wsi z dala od drogi i adopcji kota odmówiono mi właśnie z powodu, że kot miał wychodzić na zewnątrz. Z takim podejściem życzę powodzenia w szukaniu domów…

Hermenegilda
Hermenegilda
1 miesiąc temu
Reply to  emmm

Jest i tak, że w gminie prędzej jest mowa i troska o bezpańskie psy niż o wolno żyjące koty. Mowa w artykule jest o sterylizacji ale to jest koszt a także kłopot w przypadku kotek (kaftanik). Próba zgłoszenia do gminy szczególnie na wsi problemu nadmiernej ilości kotów kończy się odmową działania.

Hermenegilda
Hermenegilda
1 miesiąc temu

Czy AS ma świadomość ile kotów żyje dziko? Nie ma szans na ich sterylizację a wydają mioty. Kocie “społeczeństwo” poza kontrolą bo gminy niewiele robią na rzecz mimo “wielkich” programów gminnych.

wsiowy
wsiowy
1 miesiąc temu
Reply to  Hermenegilda

Otóż coraz mniej dziko żyjących kotów. To jest też przyczyną rozrostu populacji gryzoni. Większość z tych ‘dzikich” to zwięrzeta, które się znudziły właścicielowi, albo niechciane mioty.