Strażacy z JRG 1 w Bielsku-Białej otrzymali zgłoszenie o kocie, który miał utknąć w korycie rzeki między przystankiem przy ul. Dmowskiego a urzędem miejskim. Zwierzę miało obrożę i nie potrafiło wydostać się na zewnątrz. Na miejscu na strażaków czekała kobieta z pięcioletnią Leną. Dziewczynka bardzo przejęła się losem czworonoga.
Zgłoszenie wpłynęło do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego o godz. 16.57. Po przyjeździe strażacy spotkali kobietę i jej córkę, które wskazały im miejsce, w którym wcześniej widziały kota. Gdy ratownicy ruszyli na poszukiwania, pięciolatka, nie kryjąc łez, zaczęła rozmowę z mł. kpt. Jakubem Górnym z JRG 1.
– Kotek mógł sobie złamać rękę albo nóżkę. Trzeba go zabrać do lekarza – mówiła Lena.
– Nie martw się. Zobacz, strażacy poszli go poszukać – odpowiedział strażak.
– Może on skoczył tam? – zastanawiała się dziewczynka.
– On mógł już uciec albo się schował i go możemy nie znaleźć – tłumaczył mł. kpt. Jakub Górny.
– Martwisz się? – zapytałem.
– Ktoś może za nim się smucić bardzo. A jak to kotek jakiegoś dziecka, to na pewno będzie się smucić bardzo – odpowiedziała Lena.
– Przybijesz piątkę ze strażakiem? – zapytałem.
– Tak – odpowiedziała dziewczynka. Zamiast łez na jej twarzy pojawił się duży uśmiech.
Kota nie udało się odnaleźć
Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Nie wiadomo, czy kot się schował, czy zdołał wydostać się z koryta rzeki na brzeg. Taka możliwość istnieje w rejonie skweru przy ul. Kołłątaja. To właśnie tam wskazałem Lenie i jej mamie miejsce, w którym zwierzę mogło się pojawić.
– Teraz przynajmniej mam czyste sumienie. Dziękuję strażakom za przyjazd – podziękowała pani Weronika, mama dziewczynki.
Na pożegnanie Lena z uśmiechem pomachała ręką.
To nie pierwsze tego typu zdarzenie w tej okolicy i być może nie ostatnie. Podobna interwencja miała miejsce w sierpniu 2023 roku. Pisaliśmy o niej w artykule: W korycie rzeki utknął kot. Na pomoc wezwano strażaków.





