Wydarzenia Cieszyn

Moja więź z Cieszynem cały czas się zacieśnia

fot. Małgorzata Krawczyk

W listopadzie Artur Andrus wystąpił w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, gdzie zaprezentował swój recital kabaretowy. Nie zabrakło w nim regionalnych akcentów. O piosence, która kilka lat temu zapoczątkowała jego przygodę z Cieszynem, o balladzie powstałej na podstawie wydania „Głosu”, ale też o książce „Antylopa z Podbeskidzia” i balladzie dziadowskiej z Cieszynem w tle tuż przed występem rozmawiał z red. Mariolą Morcinkovą.

– Cieszyn jest jednym z tych miast, wokół którego często oscyluje pana twórczość. Co takiego ma to miasto w sobie, czego nie mają inne?

– Cieszyn ma przede wszystkim piosenkę „Cieszyńska” z repertuaru Jaromíra Nohavicy. Od niej zaczęła się moja znajomość z tym miastem. Wielokrotnie przejeżdżałem przez Cieszyn. A nawet obok Cieszyna. Przekraczając granicę i jadąc w kierunku Austrii. Piosenki Jaromira znałem i bardzo ceniłem, ale do śpiewania żadnej z nich się nie przymierzałem. Aż tu nagle pojawił się pomysł, by jego piosenki nagrać w języku polskim. Przypadła mi „Cieszyńska”, a zaraz potem przyszło zaproszenie, abym wystąpił w Cieszynie. Od tego czasu regularnie zdarzają się sympatyczne spotkania z tutejszą publicznością. Czasem jest to jakieś spotkanie autorskie w księgarni „Kornel i Przyjaciele”, a innym razem występ w Teatrze im. Adama Mickiewicza. Moja więź z tym miastem cały czas się zacieśnia.

– Pamiętam, że podczas swoich występów, wielokrotnie jako rekwizyt służyło panu wydanie papierowe „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. Z miejsca układał pan piosenki do tytułów artykułów.

– Tak, bawię się tym od kilku lat. Powstała z tego książka „Antylopa z Podbeskidzia”, o której będziemy jeszcze rozmawiać. Składają się na nią rzeczy, które zebrałem w ciągu dziewięciu lat. Wyjeżdzając w różne miejsca, kupuję lokalne gazety, by się dowiedzieć, co ciekawego dzieje się w danym miejscu. Na ich podstawie piszę ballady.

– Skąd pomysł na kolekcjonowanie gazet?

– Przydały mi się do pisania tych ballad. Na początku nie zbierałem ich w ogóle, gubiłem albo zostawiałem na pamiątkę w domu kultury czy w teatrze. Kiedy zacząłem się przygotowywać do pisania książki, okazało się, że z pierwszych dwóch lat tej zabawy nie mam praktycznie żadnej prasy i ballad.

Pomysł pisania takich ballad jest odniesieniem do tego, co pojawiało się już lata temu. Ballady podwórzowe trafiły do kabaretu jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Marian Hemar je wprowadził z podwórek do teatrów, a Jerzy Jurandot spopularyzował ten gatunek. Przypomniałem sobie o tym i pomyślałem, że warto do tego wrócić.

– Zaprezentuje pan swój recital kabaretowy. Jak po tylu miesiącach przerwy wraca się na scenę?

– Wracało się z niepokojem i myślę, że wszyscy twórcy, którzy po długiej przerwie kierowali swoje pierwsze kroki na scenę, odczuwali podobnie. Dotyczyło to przede wszystkim tego, czy ludzie przyjdą, czy będą się bezpiecznie czuć na sali, czy ich sampoczucie będzie miało wpływ na to, jak odbierają ten występ. Po pierwszych kilku razach zauważyłem, że jest tak samo, a może nawet lepiej. Wszyscy naczekaliśmy się na siebie. Ja czekałem na publiczność, a publiczność na mnie.

– Pojawi się anegdota o smutnym tureckim ojcu, którego cyniczne córy wyjechały do Szwajcarii, ale też o nieświeżym kangurze w Watykanie i o wielu równie prawdopodobnych zjawiskach. Która z anegdot recitalu kabaretowego jest pana ulubioną i dlaczego?

– Nie mam jednej historii, którą lubię najbardziej. One wymieniają się dosyć często. „Cyniczne córy Zurychu” to piosenka, która podczas moich występów pojawia się bardzo często. Utwór jest energicznym elementem, który pasuje mi zawsze na koniec programu. Co chwilę pojawiają się też nowe. Z piosenkami jest podobnie, jak z anegdotami, też nie mam swojej ulubionej. Każdą lubię na tyle, że ją wprowadzam do programu. Gdybym jej nie lubił, to nie robiłbym tego. W programie umieszczam takie rzeczy, które jakoś mnie bawią i sprawiają mi przyjemność.

fot. Małgorzata Krawczyk

– Która z anegdot jest najbardziej lubiana przez widzów podczas występów?

– Pewnie są takie utwory. Piosenka „Piłem w Spale, spałem w Pile” musi się pojawiać podczas moich programów, ponieważ ludzie z tym utworem bardzo mnie kojarzą. Kiedy dochodzi do bisowania, przypominam gdzie piłem i gdzie spałem.

Staram się, by w programie pojawił się także moment trochę bardziej liryczny. Na płytę Alicji Majewskiej napisałem piosenkę „Wiesz?”. Bardzo się z nią identyfikuję i dlatego śpiewam na swoich występach.

– Czy pojawi się też jakaś anegdota o Cieszynie?

– Pojawi się ballada napisana na podstawie wydania „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. Nie wiem, która to już ballada o tym mieście, bo za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam, piszę nową. Dzisiaj też tak będzie.

– 10 listopada pojawiła się pana najnowsza książka „Antylopa z Podbeskidzia”. Skąd pomysł na tytuł?

– Wpadłem na to hasło podczas pisania jednego z utworów. Co prawda, nie był tworzony tak, jak ballada podwórzowa na podstawie gazety, ale powstał do filmu o Bielsku – Białej. Szukałem tam materiałów i ciekawostek, by napisać tekst. Każdy z filmów z cyklu „Z Andrusem po Galicji” kończył się piosenką, która powstawała na miejscu, jako opis tego co zobaczyłem i przeżyłem.

Na jednym z portali internetowych znalazłem informację, że pewna pani, która wybierała się na koncert na zakończenie lata, po drodze spotkała antylopę. Była przekonana, że to antylopa. Historia tak mnie zainspirowała, że postanowiłem tak nazwać tę książkę. Jest wyborem z ponad trzystu ballad, które pisałem prawie przez dziewięć lat.

– Czy w książce „Antylopa z Podbeskidzia” znajdziemy też wspominaną „Balladę dziadowską o Cieszynie”?

– „Antylopa z Podbeskidzia” zaczyna się od ballady o Cieszynie, jedną z pierwszych, które odnalazłem była ta, którą napisałem w 2013 roku, podczas koncertu tutaj. To pierwsza ballada.

– Można stwierdzić, że pandemia niejako przyczyniła się do wydania „Ballad dziadowskich”?

– Oczywiście, że tak. Ze strachu, że nic nie robię, wstałem kiedyś i pomyślałem, że czas przejrzeć stworzone przeze mnie ballady i zebrać je w jedną książkę. Dzięki temu, że miałem trochę więcej czasu, usiadłem i zrobiłem to.

– Pojawiły się w niej jakieś wątki pandemiczne?

– Tak, są takie akcenty. Zastanawiam się, jak będzie za kilka lat, kiedy ktoś sięgnie po tę książkę i będzie myślał o pandemii z perspektywy czasu. Powstała na samym początku, kiedy wszyscy żyliśmy w zamknięciu i nie wiedzieliśmy, dokąd to wszystko zmierza. Kiedy zaczynałem pisać „Antylopę z Podbeskidzia”, zastanawiałem się, jak będzie odbierana przez ludzi, kiedy ukaże się na rynku.Powiem szczerze, że miałem nadzieję, że pandemia będzie już tylko żartobliwym wspomnieniem. Okazało się, że trwa to dłużej, niż mi się wydawało.

– Jak pan zniósł izolację?

– Różnie. Były takie momenty, kiedy z przyjemnością stwierdzałem, że mam dużo czasu i mogę sobie odpocząć, a dawno okazji do odpoczynku nie było. Ale tak, jak każdego, mnie również dopadały pytania „co dalej?”. Towarzyszył mi stres, jak to wszystko będzie wyglądało i jak długo jeszcze potrwa przymusowa izolacja. Na szczęście teraz możemy się spotykać z publicznością. Jest dobrze.

google_news
E-wydanie_d
Subskrybuj
Powiadom o
guest
7 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Beatkaa
Beatkaa
4 miesięcy temu

Żałosne wypociny osoby piszącej artykuł!!!

Janusz z Stela
Janusz z Stela
5 miesięcy temu

O mój Cieszynie mój piękny kraju. Kto Ćię nie widział,nie. widział RAJU. T o nie anegdota ale nostalgia cieszyńskiego emigranta.Pan Andrus myślę,że zawsze miło witany jest w Cieszynie a jego twórczość kabaretowa przynajmniej dla mnie jest wysokiej klasy. Pan Andrus zapewne nie wie,
że odwiedzając Cieszyn odwiedza największe miasto w Polsce bo nie zmieściło się w Polsce i musiano dobudować go Czechach.To jedna z anegdot o naszym mieście. Pozdrowienia dla Cieszyniaków

Książę Przemysław I
Książę Przemysław I
5 miesięcy temu
Reply to  Janusz z Stela

Nazywajmy rzeczy po imieniu. Na mieście jak i całym regionie dokonano rozbioru a następnie go okradziono. Możne by zapytać czym różni się aneksja Krymu od od tego co stało się w Księstwie Cieszyńskim… Na Krymie odbył sie plebiscyt. A te żarciki mają oczywiście maskować złodziejstwo i autorytrazym Prasko-Warszawskiej administracji.

Książę Przemysław I
Książę Przemysław I
5 miesięcy temu

Czytając “Podbeskidzie” zawsze mnie odrzuca. Komunistyczna nazwa która ma na celu zacieranie historii Księstwa Cieszyńskiego.

Andreas
Andreas
5 miesięcy temu

Taka komunistyczna, że używana już była w latach 30. XX w.

HERMENEGILDA
HERMENEGILDA
5 miesięcy temu

Kabaretowo, oby pan Andrus nie zacieśnił tak mocno więzi z Cieszynem, że spodoba się i zostanie w więzieniu cieszyńskim.

z ul. Chrobrego
z ul. Chrobrego
4 miesięcy temu
Reply to  HERMENEGILDA

A tobie Cieszyn tylko z więzieniem się kojarzy? Był wpływ na średnicę przewodu pokarmowego? Szczególnie jego początkową i końcową część? KE?