Wydarzenia Cieszyn

Nie żałuję ani jednej chwili! Druhna Janula

Fot. Tomasz Głasek

Gdy idzie ulicami Cieszyna, niemal zawsze spotyka kogoś, z kim połączyła ją harcerska droga. U wielu osób momentalnie wywołuje uśmiech na twarzy i wspomnienia dawnych czasów. Szary mundur to dla niej jak druga skóra. Nosi pod nim ofiarne serce zawsze gotowe do pomocy. Cieszynianka, Janina Siwek, znana wszystkim jako druhna Janula, ma wiele powodów do radości, a rok 2021 jest dla niej rokiem szczególnym.

15 czerwca Janina Siwek świętowała 70. urodziny. 11 lipca natomiast upłynęło dokładnie 50 lat odkąd złożyła zobowiązanie instruktorskie w Hufcu Cieszyńskim ZHP. Słowa, które wypowiedziała w obecności komendanta, Rudolfa Fobera, nocą na skałkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, zdeterminowały jej dalsze życie. Od tamtej pory harcerstwo było w nim numerem jeden.

– Do tego ruchu trafiłam jednak dość przypadkowo – przyznaje Janina Siwek. Była wtedy uczennicą początkowych klas w Szkole Podstawowej nr 8 w Cieszynie, obecnej „Dwójce”, w której szykowano uroczystości ku czci ówczesnego patrona, Józefa Łabudka. Zaplanowano, że towarzyszyć im będzie przyrzeczenie harcerskie. – Jako że mundurek zawsze mi się podobał, zgłosiłam swoją chęć udziału. Zaczęłam uczęszczać na zbiórki i podczas szkolnej akademii złożyłam przyrzeczenie. Na kilka lat związałam się z harcerstwem. Pamiętam, że była to dla mnie wielka frajda, ale potem ta iskra przygasła, by wybuchnąć na nowo w szkole średniej, a uczęszczałam do Technikum Rachunkowości Rolnej (dziś Zespół Szkół im. Władysława Szybińskiego w Cieszynie – przyp. red.). Tak mocno się wtedy zaangażowałam, że prędzej nie nauczyłabym się wiersza z języka polskiego niż piosenki na kolejną zbiórkę. A odkąd w 1971 roku złożyłam zobowiązanie instruktorskie i sama zostałam wychowawcą, nie liczyło się nic więcej. Harcerstwo pochłonęło mnie bez reszty – przyznaje Janina Siwek.

W komendzie cieszyńskiego hufca niemal zamieszkała. Dom harcerza przy ulicy Żwirki i Wigury tętnił życiem od rana do wieczora, a Janina Siwek, osoba o niesamowitej energii, miała gdzie ją spożytkować. Do swoich obowiązków podchodziła niezwykle sumiennie. Była wzorem pracowitości i niezachwianym przyjacielem dzieci. Organizowała i współorganizowała harcerskie obozy i zimowiska, a także różnorodne imprezy. Przez kilka lat nawet – od 1978 do 1981 roku – pracowała w hufcu etatowo, jako kwatermistrz, księgowa a potem zastępca komendanta. Tę rolę pełniła do 1987 roku. Na nudę nie mogła nigdy narzekać, a za swoją harcerską działalność była wielokrotnie doceniana i nagradzana. Wyjątkowo owocnie wspomina lata pracy w hufcu 1978-1982, gdy komendantem był Janusz Wija, a harcerska brać zasilona została ogromną ilością dzieci i młodzieży.

Raz w życiu tylko byłam na wczasach we Władysławowie. Poza tym wszystkie urlopy oddałam harcerstwu. Jeździłam na niezliczone zimowiska i obozy. Uwielbiałam to. Oczywiście, że nieraz przychodziły momenty, w których brakowało mi sił. Wieczory, podczas których byłam tak zmęczona, że myślałam, by tym wszystkim rzucić. Ale rano znów świeciło słońce. I znów miałam energię do działania. Nie zmieniłabym nic z tego, co przeżyłam

Janina Siwek nierozerwalnie związana jest również z „Głosem Ziemi Cieszyńskiej”. Jesienią 1981 roku, a więc 40 lat temu (kolejny jubileusz!), rozpoczęła tworzenie biura ogłoszeń tygodnika, którego wydawanie, po pięcioletniej przerwie, zostało wznowione. W redakcji pracowała aż do emerytury, na którą przeszła w 2006 roku, a jednocześnie wciąż udzielała się w Hufcu Ziemi Cieszyńskiej. – Raz w życiu tylko byłam na wczasach we Władysławowie. Poza tym wszystkie urlopy oddałam harcerstwu. Jeździłam na niezliczone zimowiska i obozy. Uwielbiałam to. Oczywiście, że nieraz przychodziły momenty, w których brakowało mi sił. Wieczory, podczas których byłam tak zmęczona, że myślałam, by tym wszystkim rzucić. Ale rano znów świeciło słońce. I znów miałam energię do działania. Nie zmieniłabym nic z tego, co przeżyłam. Niczego nie żałuję. Miałam piękne życie, w którym mogłam się przekonać o sile wiary, przyjaźni i harcerskiego braterstwa. Wciąż zresztą tego doświadczam. Dziękuję Bogu i wszystkim ludziom za to, że są blisko mnie. Za wsparcie, dowody sympatii i za to, że dodają mi sił – dodaje Janina Siwek.

Od 2010 roku działa w Hospicjum im. Łukasza Ewangelisty w Cieszynie, gdzie troszczy się zwłaszcza o osierocone dzieci i rodziny, które doświadczyły choroby i śmierci bliskiej osoby. To z myślą o nich pomaga w organizacji pomocy materialnej czy różnorodnych form spędzania czasu wolnego. Janina Siwek zaangażowana jest też w kampanię „Pola Nadziei”, która polega na szerzeniu idei hospicyjnej wśród najmłodszych i sadzeniu żonkili w różnych miejscach Cieszyna. Żółte kwiaty, niczym słońce, mają dać nadzieję na lepsze jutro. O tym, jak bardzo jest ona potrzebna, przekonała się na własnej skórze, w ostatnich dziesięciu latach przechodząc dwukrotnie leczenie onkologiczne i wygrywając walkę z rakiem.

Janina Siwek dostała czas i nie zamierza go marnować, a energią i optymizmem mogłaby obdzielić co najmniej kilka osób. Pokazuje, że jak się chce, to się da. Właśnie dopina na ostatni guzik spotkanie swojej klasy po 50 latach od matury. Wcześniej organizowała podobne zjazdy co pięć lat, a w 2019 roku, wspólnie z Marianem Dembiniokiem, dyrektorem Muzeum Śląska Cieszyńskiego, doprowadziła do pierwszego i jak na razie jedynego spotkania swojej klasy ze szkoły podstawowej, w 54. rocznicę jej ukończenia (pamiątkowe zdjęcie – obok). Janina Siwek regularnie odwiedza również redakcję „Głosu”, dzieląc się swoimi radościami i smutkami. Jest także inicjatorką dorocznych spotkań naszych emerytów. I wciąż działa w Harcerskim Kręgu Seniora „Watra” przy Hufcu Ziemi Cieszyńskiej.

KB_groby
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Roman
Roman
1 miesiąc temu

No i to jest prawdziwe harcerstwo a nie jakieś ZHR

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
1 miesiąc temu

Co z bliskimi ludźmi wokół z kierunku rodziny?