Z kawałków drewna czy znalezionych kości zwierzęcych potrafi wykonać piszczałki, fujarki i gwizdki. Ale dzieła Sylwestra Białasa z Bielska-Białej to nie tylko pasterskie instrumenty służące do grania. To także prawdziwe dzieła sztuki. Obszerny reportaż o bielskim miłośniku pasterstwa i muzyki znajdziecie w najnowszym numerze „Kroniki Beskidzkiej”, w ramach cyklu „Szlakiem beskidzkich twórców. Tradycja, która wciąż inspiruje”.
Rzeźbić zaczął pod wpływem żony Moniki, która z zawodu jest snycerzem. – To dzięki niej po raz pierwszy dotknąłem dłuta – mówi. Najpierw wykonywał „Janioły” czy figury Chrystusa Frasobliwego, a dziś najczęściej tworzy właśnie instrumenty pasterskie, które misternie zdobi akcentami roślinnymi czy wizerunkami górali i grajków.
Zwraca też uwagę, że niemal gotowe instrumenty tworzy sama przyroda. To rdest, łodygi mleczy czy kłosy żyta. – Rdest trzeba odpowiednio naciąć i przystawić do warg – tłumaczy. – W przypadku mlecza albo żyta, po urwaniu łodygi jedną końcówkę trzeba zgnieść na czole, po czym dmuchać w drugą.
Sylwkowe piszczałki i jego granie niezwykle spodobały się 8-letniemu Aleksowi z Bielska-Białej. Chłopiec marzy o tym, by sam umieć tworzyć takie instrumenty, a na razie chodzi z „wujkiem” po lasach, łąkach i chłonie jego wiedzę.
O przyjaźni Aleksa z Sylwkiem, a także rodzinnych korzeniach rzeźbiarza i jego drodze do tworzenia przeczytacie w aktualnej „Kronice Beskidzkiej”. Natomiast dla internautów przygotowaliśmy krótki materiał wideo, w którym Sylwek gra i śpiewa, a jego mały przyjaciel z uwagą się temu przysłuchuje.
KUP E-WYDANIE KRONIKI BESKIDZKIEJ






