Wydarzenia Bielsko-Biała

Starsza pani musi zniknąć?

Fot: Kuba Jarosz, n/z: Iwona Janoszek i Józefa Żur

Czym zawiniła osiemdziesięcioletnia, schorowana kobieta, że urzędnicy pomocy społecznej w Wilkowicach chcą ją przenieść z miejsca, w którym otoczona jest przyjaźnią i czułością w obce środowisko? Podobno winne są procedury. Fakty tej bulwersującej historii wskazują na bezduszność i obojętność na ludzki los. Ale jest w tej historii i coś dobrego. To ludzie po dobrej stronie mocy.

Z treści art. 55 ustawy o pomocy społecznej wynika, że umieszczając osobę w domu pomocy społecznej trzeba się kierować najpierw jego dobrem, poczuciem godności i bezpieczeństwa, z uwzględnieniem wolności i intymności. Urzędowe procedury są na drugim planie.
Pani Józia się śmieje
Dom Pomocy Społecznej Sadyba w Bystrej. Miniony piątek, godzina 12. Pani Józefa Żur w towarzystwie opiekunki wjeżdża na wózku do ogrodu. Tam czeka już na nią jej przyjaciółka i sąsiadka, Iwona Janoszek i jej córka, Natalia. Na ich widok zasępione oblicze starszej kobiety nagle się rozjaśnia. Obie pomagają Józi, jak o niej mówią, przesiąść się na ławkę w zacienionej od słońca altance. Jest chwila czasu, zanim kuchnia dostarczy pensjonariuszce obiad, więc pora na plotki. Nie jest to rozmowa o polityce, ani nawet o pogodzie. Panią Józię interesuje to, co dzieje się w jej starym domu. Kiedy słyszy, że jej kury mają się dobrze i z tej radości jakby większe jajka znoszą, z ust kobiety wydobywa się zaraźliwy śmiech. Czego więcej potrzeba człowiekowi, jak nie chwili radości? Gołym okiem widać, że pani Józefa narzekać na nic nie zamierza. Może gdyby wiedziała, że za dwa dni w ośrodku zamiast jej przyjaciółki zjawi się sąd i biegli, by stwierdzić, czy należy ją ubezwłasnowolnić, minę miałaby inną. Ale na razie od wszystkich problemów świata, ważniejsze są jej kury. Są więc ploteczki, chichoty, wspominki. I to tyle, jeśli chodzi o radości. Bo dalej jest już tylko smutno, dziwnie i nieprzyjemnie. Ale zacznijmy od początku.
Klepisko po prostu
Józefa Żur nigdy nie wyszła za mąż. Nie chciała. Cały swój czas poświęcała pracy i harcerstwu. Od urodzenia mieszkała w Mesznej. Kiedy skończyła pięćdziesiąt lat zakład w którym spędziła pół życia przestał istnieć, a na jego miejscu powstał sklep. Pani Józia wylądowała na wcześniejszej emeryturze. Samotna, bez rodziny, zaszyta w małej chałupince w szczerym polu, do której wciąż nie ma nawet drogi dojazdowej. I tak sobie żyła jak ten palec w starej, pocerowanej rękawiczce. Od nikogo nic nie chciała, chociaż sama innym chętnie pomagała.
– Często do mnie zachodziła na kawę, siadałyśmy i rozmawiałyśmy o różnych takich sprawach – wspomina dzisiaj pani Iwona.- Nigdy się na nic nie skarżyła.
Gdzieś tak w połowie 2016 roku, pani Iwona zauważyła, że starsza pani targa do małej, drewnianej komórki wiadra z węglem wysypanym na podwórku. Nie namyślając się wiele poszła jej pomóc. I, jak dzisiaj mówi, to był szok. Dopiero wtedy zobaczyła, jak jej sąsiadka naprawdę mieszka.
– Dom się rozlatywał – mówi. – Dziury w dachu, przemoknięte sufity, zniszczony piec, w drugim pomieszczeniu dywan, a pod nim przebijająca przez zgniłe deski ziemia. Klepisko po prostu… Bez kanalizacji, bez bieżącej wody, bez toalety.
Wtedy też pani Iwona zrozumiała, dlaczego jej sąsiadka nigdy nikogo nie zapraszała do siebie. Bo wstydziła się swojej biedy.
Od tego momentu życie starszej kobiety się zmieniło. W końcu nie była we wsi anonimową osobą. Kiedy powiadomieni przez jej przyjaciółkę druhowie ze starszyzny harcerskiej dowiedzieli się w jakich warunkach mieszka ich koleżanka, ruszyli na ratunek. Zorganizowano zbiórkę pieniędzy, sprzętów, a w końcu wyremontowano dom. W grudniu 2017 roku Józefa Żur mogła już mieszkać po ludzku. Starsza pani miała opiekę sąsiadki, życzliwość ludzi we wsi. Niczego więcej od życia już nie chciała. Wydawało się, że tak już zostanie. Ale jak to w życiu bywa, kiedy jest zbyt dobrze, nagle świat przewraca się do góry nogami.
Zawał i pierwsze starcie
W listopadzie 2019 roku pani Józefa doznaje rozległego zwału serca. Ląduje w bielskim szpitalu, później na OIOMie w Katowicach. Jest z nią już tak źle, że lekarze nie widzą nadziei. Ale kobieta przezwycięża kryzys i wraca do żywych. W rezultacie przewieziona zostaje na rehabilitację do ustrońskiego szpitala.
Już na początku pobytu w Ustroniu dla przyjaciół pani Józefy staje się jasne, że nie może ona wrócić do swojego domu. Zawał spowodował zbyt wielkie spustoszenie w jej organizmie. Koniecznością więc jest znalezienie odpowiedniego domu pomocy społecznej. Iwona długo się nie zastanawia. Wie, że najkorzystniej będzie umieścić Józię w Sadybie. To prowadzony przez fundację o tej samej nazwie dom pomocy społecznej, znajdujący się w Bystrej, sąsiedniej wsi, w gminie Wilkowice. Wie, że może liczyć tam na pomoc, bo Sadyba już pomagała przy remoncie domu pani Józefy. Dyrekcja ośrodka nie robi w tej sytuacji żadnych problemów. Zaczynają się więc formalne o to starania.
– To było idealne miejsce – tłumaczy dzisiaj pani Iwona. – W rodzinnej gminie, blisko do znajomych Józi, jej koleżanek, które mogłyby ją odwiedzać. Z doskonałą opieką.
Zgodę na takie rozwiązanie musi jednak wyrazić rodzimy Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, bo tylko w ten sposób można zapewnić finansowanie pobytu. Szybko okazuje się, że łatwo nie będzie, bo mimo kilku oficjalnych pism do GOPS-u z prośbą o zgodę (napisanych przez samą zainteresowaną, a także Iwonę Janoszek) tłumaczenia, że czas ucieka, zgoda nie nadchodzi. Zamiast niej GOPS składa wniosek do sądu o wydanie decyzji umieszczenia Józefy Żur w domu pomocy społecznej bez jej zgody. Na przyśpieszonym posiedzeniu, 15 stycznia 2020 roku, w dniu wypisania pani Józi ze szpitala, sąd wydaje taką decyzję.
– To było niepotrzebne, bo Józia sama chciała tam iść – mówi jej przyjaciółka. – Wtedy była już świadoma tego w jakim znalazła się stanie i położeniu.
Nowe życie
Osiem miesięcy później sąd, kontynuując sprawę już w normalnym trybie, podtrzymuje decyzję, jednak bez wskazania konkretnego miejsca, w którym umieszczona ma być pani Józefa. Co później okaże się bardzo istotne. Tymczasem po styczniowym, sądowym werdykcie, GOPS ugina się pod naporem próśb i godzi się wreszcie na czasowy pobyt starszej pani w Sadybie.
– Zwlekano, bo tłumaczono nam, że takie są procedury – mówi teraz z ironią w głosie pani Iwona. – Ale to była zwykła niechęć.
Przyjaciele druhny Józi mogą wreszcie odetchnąć. Są tak ucieszeni, że pomimo wcześniejszych utarczek piszą nawet pismo dziękczynne na ręce dyrektorki GOPS, Gabrieli Hamerlak-Ciurli.
Mijają kolejne miesiące, w trakcie których pani Józia z dnia na dzień staje się coraz bardziej samodzielna. Może już wstawać z wózka inwalidzkiego, samodzielnie jeść, chodzić na spacery. Na jej twarz znowu wraca uśmiech. Sąsiadka Iwona jest u niej niemal każdego dnia. Szybko okazuje się też, że wybór miejsca był idealny, bo pensjonariuszka Józefa Żur jest najczęściej odwiedzaną w ośrodku osobą. Starsza pani ma tu już też nowych znajomych, jest ulubienicą personelu. To niczym nowe życie.
Wszystko zmienia się nagle na początku lutego tego roku za sprawą wspomnianej dyrektorki GOPS. Z upoważnienia wójta gminy, Janusza Zemanka, wydaje ona decyzję o bezterminowym przeniesieniu Józefy Żur do DPS Samarytanin w Bielsku-Białej. Dla przyjaciółki Iwony Janoszek i tych, którzy ją wspierali jest to prawdziwym zaskoczeniem. Mniej zdziwiony jest tymczasem dyrektor Sadyby, Jakub Cylc. Dzisiaj mówi on o tym wydarzeniu tak:
– Nie byłem aż tak zaskoczony, bo zgody na pobyt pani Józi gmina wydawała czasowo i za każdym razem trzeba było pisać, prosić i tłumaczyć, żeby go przedłużono. Że pani Józefa dobrze się tu czuje, zdrowieje i najgorszą rzeczą byłoby zabranie jej stąd. Doszło nawet do tego, że aby przekonać dyrektorkę GOPS do kolejnego przedłużenia pobytu, oświadczyłem jej, że obniżę odpłatność za pobyt pani Józefy. Powiedziałem: niech pani powie o ile? Podała kwotę i o tyle cena została obniżona. To było miesiąc przed decyzją o przeniesieniu. Irracjonalną i nie mającą uzasadnienia nawet ekonomicznego, bo po mojej obniżce odpłatność była u nas niższa niż w każdym innym depeesie.
Najpierw człowiek, później procedury
Posunięcie GOPSu nie załamuje jednak sąsiadki Józefy Żur i po kilku dniach składa ona, jako pełnomocnik, odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bielsku-Białej. Wierzy, że ma rację i walczy w dobrej sprawie, tym bardziej, że w uzasadnieniu o przeniesieniu GOPS powołuje się na wspomnianą wcześniej decyzję sądu i rzekome wskazanie docelowego miejsca pobytu Józefy Żur, co nie było prawdą. SKO nie ma litości i 22 kwietnia w całości uchyla decyzję wójta i GOPSu każąc ją ponownie rozpatrzyć. Tłumaczy przy tym, że na pierwszym miejscu jest dobro człowieka, a nie wynikające z procedur miejsce, w którym ma się on znajdować. Wytyka też gminie fakt, że podejmując decyzję nie wzięto pod uwagę opinii lekarzy z Sadyby. A te były jednoznaczne, o czym świadczy fragment chociażby jednej z nich: „…przeniesienie (…) do innego środowiska, w otoczenie osób nieznanych, może bardzo pogorszyć jej stan psychofizyczny, wywołać stres, co w jej sytuacji jest bardzo niebezpieczne i może stanowić zagrożenie dla zdrowia i nawet życia…”.
Po takim rozstrzygnięciu SKO pani Iwona jest przekonana, że to wreszcie koniec i wójt Wilkowic wyda teraz decyzję o dożywotniej możliwości przebywania pani Józefy w Sadybie kończąc tym samym wielomiesięczne zabiegi o spokój kobiety. Jakież jest jednak jej zdziwienie, gdy miesiąc później wójt zawiesza ponowne rozpatrzenie decyzji, nakazane przez SKO, tłumacząc, że kilka dni wcześniej do GOPS-u nadeszło pismo z prokuratury informujące o tym, że będzie ona występować do Sądu Okręgowego o ubezwłasnowolnienie Józefy Żur (prokuratura może złożyć taki wniosek, gdy ktoś obcy danej osobie wystąpi do niej o ubezwłasnowolnienie, podając powody). Szybkie śledztwo wyjaśnia tajemnicę – zawiadomienie do prokuratury, już 12 marca, złożyła dyrekcja GOPS, uzasadniając je stanem zdrowia Jóżefy Żur.
– Tyle, że posłużono się opinią wydaną przed rokiem, kiedy Józia naprawdę była w złym stanie – tłumaczy dzisiaj pani Iwona. – To prawdziwy skandal. Były aktualne opinie, te które przytoczyło SKO i zignorowano je. Dlaczego?
To retoryczne na dzisiaj pytanie, bo machina zdążyła ruszyć. Na miniony poniedziałek w Sadybie wyznaczono posiedzenie sądu. Jeśli zadecyduje on teraz o ubezwłasnowolnieniu, kolejnym krokiem będzie przekazanie sprawy do sądu niższej instancji celem wyłonienia opiekuna prawnego.
– Złożę swoją kandydaturę, ale gmina zrobi pewnie to samo i jeśli wygra, to nic już nie będziemy mogli zrobić. Józia może zostać przeniesiona gdziekolwiek – mówi zrozpaczona sytuacją przyjaciółka pani Józefy.
**
Janusz Zemanek, wójt gminy Wilkowice, broni postawy pracowników pomocy społecznej przekonując, że na pierwszym miejscu jest dla nich i dla całej gminy dobro człowieka:
– Natomiast nie możemy działać wbrew procedurom, a te są takie, że – zgodnie z polityką starostwa – w pierwszej kolejności osoby, którym należy się pobyt w depeesach kierowane muszą być do powiatowych ośrodków. Takie jest zalecenie starostwa i to w stosunku do wszystkich gmin, nie tylko naszej. Trudno więc, abyśmy się z tego wyłamywali.
Wójt uważa poza tym, że ponieważ – jak twierdzi – gmina od początku robiła wszystko, aby pani Józefa została w Sadybie, działania osób trzecich w tej sprawie jedynie ją komplikowały.
– A ostatecznie stało się tak, że starsza pani ma obecnie naszą zgodę na pobyt w Sadybie do końca tego roku, więc trudno mówić, że jej tam nie chcemy – dodaje Janusz Zemanek. – Wierzę też, że ta konkretna sprawa rozwiąże się z korzyścią dla starszej pani i w efekcie zostanie tam, gdzie przebywa obecnie.
**
Jest już po godzinie pierwszej po południu. Pani Józia kończy obiad w altance. Sama, bez niczyjej pomocy. Półtora roku temu nie potrafiła ruszyć samodzielnie ręką. Dzisiaj to inna kobieta. Czy byłoby tak samo, gdyby została umieszczona w innym miejscu? Być może. Czy to jednak ważne? Grunt, że wydaje się być szczęśliwą. A skoro tak, to po co to zmieniać? W imię procedur? Może to przepisy należałoby zmienić. Żegnam się i tak sobie myślę, że dziwny ten wilkowicki GOPS. Przez tyle miesięcy zajmuje się człowiekiem, którego wcześniej zupełnie nie dostrzegał mimo warunków, w jakich on żył…

 

Dom przed remontem

I po remoncie

google_news
BCBB
Subskrybuj
Powiadom o
guest
14 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Góralka
Góralka
3 miesięcy temu

Totalna znieczulica rodzimego GOPS-u tej biednej, schorowany kobiety. Wstyd do sześcianu. Wstydzę się czytając ten artykuł.Jak tak można to jest człowiek a nie walizka którą można przestawić. Znieczulica brak słów. Czy dla urzędników liczy się tylko pieniądz?

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  Góralka

O jakich pieniądzach tu mowa, znieczulica nic nie kosztuje kiedy urzędnik jest przy wadzy i się asekuruje.

Góralka
Góralka
3 miesięcy temu

Ale trzeba pamiętać o tym że każdy z nas będzie kiedyś stary i może potrzebować pomocy..Każdy z nas jest wartościowym człowiekiem i wnosi coś do społeczeństwa a ponad wszystko każdy ma uczucia.

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  Góralka

Skąd wziąć pamięć?

Psychiatra
Psychiatra
3 miesięcy temu

Zapraszam Cię serdecznie do Poradni Zdrowia Psychicznego.

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  Psychiatra

Już udzieliłam odpowiedzi w innym miejscu, przebierańcu. Jeśli nie zrozumiałeś – nie moja wina.

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu

Brakuje wyjaśnienia dlaczego jest wniosek o ubezwłasnowolnienie, czy czasem nie ma też choroby o podłożu psychicznym?

Rena
Rena
3 miesięcy temu

Klepnij się w ten pusty łeb bezrobotny ciulu

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  Rena

Dziękuję za epitet, wyjaśniam, że demencja starcza a szczegółowo np. Alzheimer, który nie jest rzadkością – jest również chorobą z tej grupy.

kamyk
kamyk
3 miesięcy temu

Jest taki program w TV, w którym dziennikarka zaczyna :”Kochani seniorzy…” i aż się prosi dokończyć :”Mamy was w d.” Kluby Seniora itd., itp. pozorne działania. Prawdziwej pomocy dla starych ludzi potrzebujących pomocy – brak. Przykre.

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  kamyk

Jaka to telewizja ma taki program? – celuję że TVN który musi zniknąć?.

Rena
Rena
3 miesięcy temu

Odezwala się kretynka pisowska

Bot
Bot
3 miesięcy temu

Socjalny elektorat bezrobotnych matolow ma tu goffno do gadania. Więc zamknij ryj patologio pisowska.

Konstantynopolitańczykówna
Konstantynopolitańczykówna
3 miesięcy temu
Reply to  Bot

Dziękuję za nietrafione epitety, strzelanie na chybił trafił.