Nie jest to pierwszy raz, kiedy patrzymy na dane demograficzne i nie są one optymistyczne. Rok 2024 nie zmienił trendu.
Niejednokrotnie już pisaliśmy o tym, że zarówno nasz region jak i szersze obszary kraju i kontynentu borykają się z problemem ujemnego przyrostu naturalnego, a więc tego – pisząc prosto – że więcej osób umiera, niż się rodzi.
2024 rok niestety potwierdził trwale te tendencje. Niestety, gdyż istnieje wiele analiz, które zresztą przywoływaliśmy już na łamach „Głosu”, według których nie jest to sytuacja korzystna gospodarczo i społecznie. Jak to dokładnie wygląda w powiecie cieszyńskim? W pierwszej z załączonych niżej tabel przedstawiamy liczbę osób zamieszkujących daną gminę, liczbę narodzin, liczbę zgonów i różnicę między urodzeniami a zgonami. W obu przypadkach to osoby zameldowane wcześniej w danej gminie lub zameldowane po urodzeniu. Więcej osób odeszło niż się narodziło, a więc różnica daje wielkość ujemną. Ubywa nas i ta różnica to wielkość, o jaką między innymi zmniejszyła się w danym roku liczba mieszkańców danej gminy czy miasta. Najsłabiej pod tym względem wypadają Cieszyn i Ustroń, a jako tako bronią się Istebna i Brenna.
Przedstawione dane są w liczbach bezwzględnych. Wiadomo jednak że czym innym jest 100 narodzin dla Cieszyna (ponad 30 tys. mieszkańców), a czym innym dla 11-tysięcznej gminy Brenna. Posiłkujemy się więc obliczeniem współczynnika przyrostu naturalnego, który pozwala odnieść liczby urodzeń i zgonów do liczby mieszkańców na danym terenie. Przedstawiliśmy go w drugiej tabeli, szeregując samorządy tym razem nie alfabetycznie, ale od największego spadku demograficznego do najmniejszego. Tutaj również Ustroń i Cieszyn są na czele, a stawkę zamyka Istebna i Brenna. Wszystkie podane wartości to liczby ujemne.
Więcej chłopców
W ubiegłym roku przyszło na świat więcej chłopców niż dziewczynek. Ta „przewaga” uwidoczniła się w większości miast i gmin powiatu cieszyńskiego, z tym że o ile zwykle mowa o różnicy kilku osób, to znaczna przewaga chłopców zaistniała w Wiśle i Skoczowie. Więcej dziewczynek urodziło się w gminach Chybie i Hażlach, zaś w Trójwsi Beskidzkiej było ich najwięcej. Co ciekawe, w Zebrzydowicach urodziło się ich po równo: 34 dziewczynki i 34 chłopców.
Jak sprawa ma się w przypadku zgonów? Częściej także umierali mężczyźni i było tak w większości miast i gmin. Znacząco więcej zgonów mężczyzn odnotowano w gminach Dębowiec, Skoczów, Strumień, Wisła, Istebna. Po równo natomiast było w Brennej.
Przyczyn jest wiele
Istniejących trendów od dawna świadomi są włodarze miast i gmin powiatu cieszyńskiego. Ciekawą analizę sytuacji przedstawił nam wójt gminy Hażlach Grzegorz Sikorski.
– Demografia w Polsce od kilku dekad zmaga się z poważnymi wyzwaniami, a dane wyraźnie pokazują, że liczba urodzeń systematycznie maleje. Jest to problem ogólnokrajowy, jednak jego skutki szczególnie mocno odczuwają gminy średniej wielkości, takie jak nasza. Analizując sytuację w gminie Hażlach, możemy zauważyć, że średnia liczba urodzeń w latach 2004-2024 wynosiła 116 dzieci rocznie. Największą liczbę urodzeń odnotowano w 2010 roku – 150 dzieci, jednak od 2019 roku widoczny jest wyraźny trend spadkowy. Wówczas urodziło się 133 dzieci, a w 2024 roku jedynie 66, co oznacza spadek o 50 proc. w porównaniu do 2019 roku oraz o 43 proc. w stosunku do średniej z ostatnich dwudziestu lat. Spadek liczby urodzeń ma wiele przyczyn. W skali kraju, Polki coraz częściej decydują się na mniejsze rodziny lub rezygnują z macierzyństwa. Jak wskazuje raport Głównego Urzędu Statystycznego, współczynnik dzietności w Polsce wynosi obecnie około 1,31 dziecka na kobietę, co jest jednym z najniższych wyników w Europie. Przyczyn tego stanu rzeczy można doszukiwać się w zmianach kulturowych, ekonomicznych i społecznych. Po pierwsze, nastąpiły zmiany światopoglądowe – coraz więcej młodych ludzi wybiera życie bez dzieci, preferując karierę zawodową, rozwój osobisty czy podróże. Współczesne trendy, takie jak posiadanie psa zamiast dziecka, stają się coraz bardziej popularne. Druga sprawa to koszty wychowania dzieci – decyzja o dziecku wiąże się z dużymi kosztami, w tym związanymi z edukacją, zdrowiem czy opieką. Dodatkowo kobiety, które decydują się na urlop macierzyński, często odczuwają spadek dochodów i trudności z powrotem na rynek pracy. Po trzecie, mamy do czynienia z rozluźnieniem więzi rodzinnych – migracja do dużych miast czy za granicę powoduje, że dziadkowie są oddaleni o kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów, co utrudnia codzienną pomoc przy opiece nad dziećmi. W sytuacji choroby dziecka rodzice często nie mają wsparcia i muszą korzystać z urlopu lub opieki. Czwarty czynnik to stabilność ekonomiczna – młodzi ludzie obawiają się o przyszłość ekonomiczną, co sprawia, że decyzja o dzieciach jest odwlekana lub podejmowana z wielką ostrożnością – mówi Grzegorz Sikorski.
Odwrócić negatywny trend
Wójt gminy Hażlach zauważa, że mniejsza liczba urodzeń ma wpływ na wiele innych aspektów w sferze życia społeczno-gospodarczego i nie tylko, bo przekłada się także na problemy w samorządach i ich finansach. Jako pierwszy wątek wskazuje problemy z infrastrukturą oświatową. Rozbudowana infrastruktura oświatowa, która kilka lat temu z trudem mieściła wszystkie dzieci, dziś stoi przed widmem niedostosowania do realiów. A spadek liczby uczniów oznacza mniejsze dofinansowanie z budżetu państwa, co zmusza samorząd do przesunięcia środków z inwestycji na bieżące utrzymanie szkół. Po drugie dochodzi do kurczenia się rynku pracy – niż demograficzny powoduje zmniejszenie liczby dorosłych obywateli w przyszłości, co wpływa na rynek pracy i rozwój gospodarczy. W efekcie mamy do czynienia ze starzeniem się społeczeństwa – coraz większy odsetek starszych osób w populacji wymusza rosnące nakłady na opiekę zdrowotną i system emerytalny.
– Odwrócenie negatywnego trendu demograficznego jest trudne. Można podejmować działania, które mogą go niwelować. Jeśli chodzi o poziom gminy, możemy kłaść nacisk na stworzenie lokalnych programów wsparcia dla rodzin, takich jak dopłaty do żłobków czy przedszkoli, rozwój miejsc rekreacyjnych i sportowych, aby gmina była bardziej przyjazna rodzinom z dziećmi, wspieranie prywatnych inicjatyw, takich jak żłobki i kluby malucha lub budowa własnego żłobka. Z kolei na poziomie rządowym można wprowadzać zachęty finansowe dla młodych rodzin, takie jak dodatki rodzinne, ulgi podatkowe czy dotacje na zakup mieszkania. Można próbować poprawić sytuację kobiet na rynku pracy, w tym dać im lepszą ochronę przed zwolnieniem w czasie ciąży czy wprowadzić elastyczne formy zatrudnienia dla rodziców małych dzieci. Ponadto można dofinansowywać inwestycje w żłobki i przedszkola, aby zapewnić lepszy dostęp do opieki nad dziećmi, a także prowadzić działania na rzecz przywrócenia stabilności ekonomicznej, takie jak walka z inflacją i wsparcie dla młodych pracowników. Jedno jest pewne – niż demograficzny to wyzwanie, które wymaga współpracy na wszystkich szczeblach – od lokalnych samorządów po rząd centralny. Urodzenie dziecka to ogromne szczęście, ale także wielka odpowiedzialność. Dlatego tak ważne jest stworzenie warunków, które zachęcą młodych ludzi do zakładania rodzin i zapewnią im odpowiednie wsparcie – podkreśla Grzegorz Sikorski.
Podobne zdanie odnośnie oświaty ma burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz. Samorządowcy dosyć zgodni są co do tego, że niewiele dają działania władzy centralnej, nakierowane na większą dzietność.
Jak to robią Czesi?
– Konsekwencji takiego stanu rzeczy jest wiele, w pierwszej kolejności kryzys demograficzny prowadzi do zmniejszenia się liczby ludności, między innymi szczególnie oddziałując na malejącą liczbę dzieci w naszych szkołach i przedszkolach. W Cieszynie funkcjonuje obecnie 11 publicznych przedszkoli oraz 10 przedszkoli niepublicznych i pewnym jest, że sytuacja demograficzna ma istotny wpływ na „obłożenie” w nich. Za 6 bądź 7 lat dzieci tych będzie brakowało również w szkołach podstawowych. Już w tej chwili niż demograficzny spowodował, że klasy stają się mniej liczne (poniżej 20 osób w klasach pierwszych), a oddziałów szkolnych jest coraz mniej. Pamiętajmy również, że jest tak zwany „obwarzanek”, czyli Puńców, Bażanowice albo Hażlach, gdzie osoby mieszkają, a centrum swojego życia i tak mają w Cieszynie. Na tej podstawie widzimy, że w zeszłym roku do szkół podstawowych w Cieszynie miało pójść ok. 308 dzieci, a poszło 330. Przed rozpoczęciem rekrutacji do publicznych szkół część osób dokonuje na jakiś czas przemeldowania i umieszcza dzieci w naszych szkołach. Zawsze liczba ta jest znaczna. Zwróciłabym też uwagę na to, że znacznie więcej osób przeprowadza się do Cieszyna, niż wymeldowuje z niego. Uważam, że ogólnie sytuacja ta jest dynamiczna. Z pewnością martwi mała liczba dzieci urodzonych i zameldowanych w Cieszynie. Warto zauważyć, że wszystkie tzw. pomocowe kwestie, które zostały wprowadzone przez czy to poprzedni, czy obecny rząd, nie przynoszą efektu. Jak to się stało, że lepsze rezultaty na „polu dzietności” mają nasi sąsiedzi zza Olzy i tamten przyrost naturalny, na tle Europy, jest trendem, z którego można brać przykład? Myślę, że to nie zasługa miast, które stworzyły taki system, w którym Czeszki chcą rodzić dzieci. Moim zdaniem na skuteczniejszą niż w Polsce politykę prorodzinną Czech wpływa zarówno wsparcie państwa, jak i działania niosące między innymi zabezpieczenie, opiekę zdrowotną i bezpieczeństwo. Dobrze, gdyby nasi rządzący zechcieli wziąć z nich przykład, bo… nie wiem, czy my, jako miasta, jesteśmy w stanie jakoś na te trendy wpłynąć. Co do liczby osób zmarłych, pozostaje ona na podobnym poziomie. Absolutnie nie jest to liczba, która dramatycznie w tym roku wzrosła, a raczej wynika po części z faktu, że nasze społeczeństwo się starzeje. Obecnie ponad 31 proc. mieszkańców Cieszyna stanowią osoby po 60. roku życia. To tendencje, które dotykają większości polskich i europejskich miast. W dużych metropoliach nie widać tak wyraźnie spadku liczby urodzeń dzieci. Myślę, że jest to trend, który cechuje starzejącą się Europę – mówi w rozmowie z „Głosem” Gabriela Staszkiewicz.
Burmistrz Cieszyna zwraca też uwagę na stosunkowo dużą różnicę w liczbie urodzeń i zgonów, w porównaniu z innymi miejscowościami.
– Na liczbę osób zmarłych w Cieszynie mogą wpływać różne czynniki, wynikające między innymi z tego, że w skali okolicy jest to większe, powiatowe miasto i funkcjonuje tu więcej zakładów opiekuńczo-leczniczych, domów pomocy społecznej i domów spokojnej starości – wyjaśnia Gabriela Staszkiewicz.
Dodajmy, że w ostatnich dniach wstępne dane demograficzne dla Polski przedstawił Główny Urząd Statystyczny.
– W 2024 roku liczba urodzeń była najniższa w całym okresie powojennym i wyniosła 252 tys. Liczba zgonów wyniosła 409 tys. i była o 157 tys. wyższa od liczby urodzeń – powiedział prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan.
Podobnie obliczany jak wyżej dla gmin powiatu cieszyńskiego, wskaźnik przyrostu naturalnego dla Polski wynosi -4,18. Kraj ogółem znalazłby się w powyższej tabeli między Chybiem a Strumieniem. Co jednak najistotniejsze i niezbyt pozytywne, średni wskaźnik dla powiatu cieszyńskiego jest wyraźnie bardziej ujemny niż wskaźnik w skali kraju.