Sport Cieszyn

Wybiegł z domu i… wszedł na Rysy

Fot. Dominik Kukuczka

Przy dobrej pogodzie można z Ochodzitej dostrzec pasmo Tatr. Czasami wydają się być na wyciągnięcie ręki. W głowie Dominika Kukuczki, który często podziwia wschody słońca właśnie z koniakowskiej góry, zrodziła się idea, by pokonać dzielący je dystans i z domu w Jaworzynce na Trzycatku pobiec na… Rysy. Dość szalony pomysł wcielił w życie ostatnio. Do plecaka wrzucił kilka rzeczy, wodę, parę batonów, jabłko. W sercu trzymał całą resztę.

– To była dość spontaniczna decyzja – uśmiecha się 23-latek. Nie można jednak powiedzieć, że na najwyższy szczyt w Polsce wybrał się z marszu. Tatry są bowiem jego drugim domem. Od kilku lat każdą wolną chwilę spędza wspinając się i biegając wśród skalistych wierzchołków. W sobotę był na Łomnicy, drugim co do wysokości – po Gerlachu – wybitnym szczycie Tatr. W niedzielę wykręcił 50 km rowerem po Beskidach, a w poniedziałek o 17.00 był już gotowy, by wystartować z Jaworzynki i podjąć rzuconą samemu sobie rękawicę.

– Ostatecznie o mojej wyprawie zdecydowałem, gdy zobaczyłem w internecie apel o pomoc dla rocznego chłopca, Franka ze Szczecina, który walczy z rdzeniowym zanikiem mięśni. Zbiórka pieniędzy na lekarstwo dobiegała końca, a wciąż brakowało kilkuset tysięcy złotych. To mnie natchnęło do działania. To był ten impuls, po którym nie wahałem się i ruszyłem w trasę. Napisałem o swoim planie w mediach społecznościowych, zachęciłem ludzi do zbiórki i ruszyłem – opowiada Dominik Kukuczka.

O 23.30 dobiegł na Halę Rycerzową, mając w nogach około 40 km. Do 4.30 spał, by wczesnym rankiem rozpocząć kolejny etap. Tym razem celem była Polana Chochołowska, a do pokonania… 80 km. Dziesięć minut przed północą był na miejscu. Wyczerpany, obolały, zmarznięty, ale szczęśliwy jak nigdy. Kawałek podłogi w schronisku Jana Pawła II, na którym mógł odpocząć, jawił się jak łóżko w czterogwiazdkowym hotelu. Po siedmiu godzinach snu był gotowy do ostatecznego ataku. Przed nim było 40 km. Tempo narzucił sobie mordercze. Biegł po swojemu, własnymi ścieżkami, wyprzedzając tłumy turystów. Można powiedzieć: to był ogień! Gdyby nie nowe buty, które kupił kilka dni wcześniej, i odciski, jakie spowodowały na nieprzyzwyczajonych stopach, byłby szybszy. Nie o bicie rekordów tak naprawdę chodziło. O 10.00 zameldował się na Przełęczy pod Kopą Kondracką, o 11.30 wspiął na Kasprowy Wierch, o 12.45 był już na Świnicy, a o 14.05 w Dolinie Pięciu Stawów. Dalej Morskie Oko – godz. 15.05, i Czarny Staw pod Rysami – 15.35. Na Rysach stanął o 17.28, swój cel osiągając w 2 dni i 28 minut, pokonując około 160 km, w tym 10 tys. metrów przewyższenia. To tak, jakby na tym dystansie wszedł na Mont Everest i jeszcze 1200 m wyżej.

W połowie drogi już wiedział, że zbiórka dla Franka zakończyła się sukcesem. To dodało mu jeszcze większej energii, bo miał nadzieję, że choć w małym stopniu przyczynił się do tego, że chłopiec dostał szansę na lepsze życie. Szczytny cel przyświecał 23-latkowi z Jaworzynki nieprzypadkowo. Dominik Kukuczka ma dług do spłacenia. Doskonale wie, co znaczy cierpienie. Gdy miał 30 miesięcy, zdarzył się koszmarny wypadek. Wciągnęła go maszyna rolnicza, mocno kiereszując maleńkie ciało.

Trudne doświadczenia ukształtowały go, ale też popchnęły w stronę gór. Dotykając skały, porządkuje swoje myśli. Ona go słucha, a on jej. Na wysokości stara się ułożyć w głowie to, co na dole wydaje się tak trudne. Szuka siły do życia. Szuka siebie. Olbrzymie przestrzenie dają mu też poczucie wolności. Pozwalają nabrać dystansu do przyziemnych spraw. Tam może być sobą.

– Mogę mówić o cudzie. To, że żyję, zawdzięczam Bogu i lekarzom. Uratowali mnie i dzięki ich wysiłkom mogę dziś normalnie funkcjonować i uprawiać sport wyczynowy. Kilka miesięcy spędziłem w szpitalu. Niewiele z tego pamiętam poza zastrzykami i bólem. Wykasowałem wszystko. Miałem złamaną szczękę, obojczyk, zmiażdżone podniebienie, niemal wyrwaną rękę. Wierzę jednak, że nic nie dzieje się przypadkowo. Ktoś na górze dał mi drugie życie. Tak na to patrzę i nie chcę tego zmarnować, a gdy widzę cierpiące dzieci, chcę pomóc – przyznaje Dominik Kukuczka. Trudne doświadczenia ukształtowały go, ale też popchnęły w stronę gór. Dotykając skały, porządkuje swoje myśli. Ona go słucha, a on jej. Na wysokości stara się ułożyć w głowie to, co na dole wydaje się tak trudne. Szuka siły do życia. Szuka siebie. Olbrzymie przestrzenie dają mu też poczucie wolności. Pozwalają nabrać dystansu do przyziemnych spraw. Tam może być sobą. – Wielkim oparciem dla mnie jest moja dziewczyna, Julia, która podziela moją miłość do gór. Na każdym kroku ostatniej wyprawy czułem jej dobre myśli i uskrzydlały mnie – mówi Dominik Kukuczka.

Nasz rozmówca chciałby dać siłę młodym ludziom, którzy borykają się z różnymi problemami. Pokazać im, że choćby nie wiem co, nie mogą się poddawać. Muszą szukać mocy w sobie. Szukać innych osób. Szukać pasji, które napędzają z dnia na dzień. Z tygodnia na tydzień. I nieraz wyciągają z psychicznego dołka. – Warto przekraczać własne granice i mierzyć się z trudnymi wyzwaniami. Nawet zwykły chłopak, taki jak ja, może dokonywać wielkich rzeczy, jeśli tylko bardzo chce – przekonuje Dominik Kukuczka. Poza tym nazwisko zobowiązuje. – Jerzy Kukuczka był dalszym krewnym mojego dziadka. Jego myśli gdzieś tam mi przyświecają. Ale wiem, że on jest już na górze, a ja jeszcze na dole i mam coś tutaj do wykonania – dodaje Dominik.

Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. W głowie ma następne plany. Chce przejść szkolenia, by w przyszłości uczyć dzieci wspinaczki i być ratownikiem górskim. Marzy o ośmiotysięcznikach… Cokolwiek jednak życie mu przyniesie, będzie się starał wkładać w to całe swoje serce i jak tylko można, pomagać innym.

* Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Dominika Kukuczki

google_news
Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
iust
iust
3 lat temu

Pytanie tylko, jak że Świnicy w 1:20h dotarł do Pięciu Stawów. Czyżby zamkniętym szlakiem 🙂
Poza tym wielki szacunek i brawo za cel jaki przyświecał wyprawie i za wynik

Mustafa
Mustafa
3 lat temu

Brawo ! Niesamowity wyczyn…

Jan
Jan
3 lat temu

Podziw i szacunek