Rozjeżdżone szlaki, hałas po nocach i strach o bezpieczeństwo. Bywający regularnie w Brennej turysta alarmuje o narastającym problemie nielegalnych przejazdów quadów i motocykli crossowych po lasach i trasach przeznaczonych dla pieszych. Co na to służby i samorząd?
Powtarzające się weekend po weekendzie przejazdy quadów i motocykli crossowych po beskidzkich lasach i szlakach turystycznych stały się dla jednego z naszych czytelników asumptem do napisania listu do redakcji. Jak podkreśla, problem dotyczy gminy Brenna i – jego zdaniem – jest ciągle widoczny.
– Do napisania tego listu skłania mnie powtarzające się notorycznie łamanie przepisów prawa przez kierujących quadami oraz motocyklami crossowymi, którzy wjeżdżają na tereny leśne oraz piesze szlaki turystyczne, zlokalizowane w gminie Brenna. W szczególności bardzo uciążliwe dla tutejszych mieszkańców i turystów są powtarzające się podczas weekendów, w tym w godzinach nocnych, przejazdy tych pojazdów po szlakach pieszych wiodących: z Grabowej w kierunku Starego Gronia i dalej do centrum Brennej (szlak czarny i zielony), z Kotarza przez halę Jaworową i dolinę Hołcyny do centrum Brennej (szlak niebieski i czerwony), w okolicach Równicy (od strony ulicy Śniegociny i szlaków zielonego oraz niebieskiego), w okolicach przełęczy Beskidek i doliny Leśnicy oraz w wielu innych miejscach – pisze nasz czytelnik.
Autor listu zwraca uwagę, że problem nie dotyczy jedynie niszczenia przyrody. Przejazdy pojazdów silnikowych po uczęszczanych szlakach realnie zagrażają bezpieczeństwu pieszych turystów i mieszkańców.
– Przejeżdżające w tych miejscach motocykle i quady osobiście obserwowałem kilkadziesiąt razy w ostatnich miesiącach i proceder ten narasta. Niestety w tym samym okresie nie spotkałem ani jednego funkcjonariusza policji lub straży leśnej patrolującego te tereny, zwłaszcza podczas weekendów – dodaje czytelnik, apelując o podjęcie działań przez odpowiednie służby.
Jak na ten problem patrzą instytucje odpowiedzialne za porządek oraz ochronę przyrody? Jak podkreślają w Nadleśnictwie Ustroń, nielegalne wjazdy do lasu to dla pracowników lasów państwowych nic nowego.
– Temat nielegalnego wjazdu motocyklami crossowymi i quadami do lasu jest dla nas – beskidzkich leśników – tematem znanym od lat i od lat borykamy się z jego przykrymi konsekwencjami: niszczeniem runa i gleby leśnej (również w obszarach chronionych), zakłócaniem ciszy, płoszeniem zwierząt (w tym chronionych) oraz narażaniem na niebezpieczeństwo – w tym niebezpieczeństwo pożarowe. Specyfiką naszych gór jest mozaika własności lasów. Lasy Państwowe poprzeplatane są lasami własności prywatnej, w których to właściciele mogą wyrazić zgodę na wjazd do lasu motocykli czy quadów. Nadleśnictwa natomiast – na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe – regularnie i od lat walczą z tym nielegalnym procederem, współpracując z policją, straż graniczną i jednostkami straży leśnej z innych nadleśnictw – powiedział „Głosowi” Wiktor Naturski z Nadleśnictwa Ustroń.
Jak dodaje przedstawiciel ustrońskiego nadleśnictwa, problem nasila się wraz z rosnącą dostępnością pojazdów terenowych.
– W zeszłym roku, na całym podległym nam terenie, przeprowadziliśmy 15 akcji wraz z policją oraz terenową służbą leśną, mających na celu ograniczenie tego procederu – nałożyliśmy 14 mandatów dla użytkowników motocykli terenowych oraz quadów. Planujemy w dalszym ciągu organizować działania przy udziale lokalnych posterunków policji, straży granicznej, sąsiednich posterunków straży leśnej oraz terenowej służby leśnej w miejscach narażonych na rozjeżdżanie. Działania te planowane są na weekendy oraz święta, a więc czas, kiedy proceder ten jest szczególnie nasilony. Akcje te są jednak bardzo trudne z uwagi na to, że sprawcy popełnianych wykroczeń są zamaskowani, poruszają się nieoznakowanymi pojazdami i nie zatrzymują się do kontroli – dodaje Wiktor Naturski.
Leśnicy zwracają też uwagę na niedostosowane do realiów sankcje.
– Niestety – jeżeli nadal maszyny takie będą mogły być użytkowane bez konieczności rejestracji, to ukaranie sprawców wiąże się z koniecznością ich fizycznego zatrzymania w lesie, co jest niezwykle trudne i niebezpieczne. Nasuwa się pytanie, czy kary są dostatecznie uciążliwe dla osób, których stać na zakup „zabawek do rozjeżdżania lasów” za kilka do kilkudziesięciu tysięcy złotych? Wydaje się, że już najwyższy czas, żeby urealnić wysokość mandatów za szkodnictwo leśne – kwituje pracownik Nadleśnictwa Ustroń.
Sytuacja jest znana także skoczowskiej policji.
– Do tego rodzaju wykroczeń ma dochodzić na terenie kompleksu leśnego znajdującego się w gminie Brenna. W ostatnich trzech miesiącach otrzymano trzy zgłoszenia telefoniczne. Z każdym razem w przypadku podejmowania tego typu interwencji policjanci sprawdzają miejsca dostępne. Podkreślam, że Komisariat Policji w Skoczowie nie posiada specjalistycznego sprzętu pozwalającego na wjazd na tereny górskie, o czym każdorazowo są również informowani zgłaszający. Zarówno telefoniczne zgłoszenia, jak i te zgłaszane za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożenia Bezpieczeństwa, są każdorazowo weryfikowane. Policja oczywiście jest zobowiązana do reakcji na występujące przestępstwa i wykroczenia. Nie zmienia to faktu, iż służbą wiodącą w lasach, co wynika wprost z zapisów ustawowych, pozostaje służba leśna i straż leśna, które są wspierane przez policjantów podczas wspólnych działań, jak ma to miejsce na przykład podczas okresu przedświątecznego. Ze służbą tą w przeszłości były podejmowane wspólne działania i takowe zostają w sferze planowania na okres wiosenno-letni – mówi nam oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie Krzysztof Pawlik.
Spokojniej do sprawy podchodzą lokalne władze, co wynika z odpowiedzi, jaką otrzymaliśmy z Urzędu Gminy w Brennej.
„Problem jest nam znany, jednak w naszej ocenie jego natężenie nie wykazuje tendencji wzrostowej; uważamy wręcz, że apogeum tego zjawiska minęło. Potwierdzają to statystyki oraz brak nowych skarg ze strony mieszkańców w ostatnim czasie. Według danych Komisariatu Policji w Skoczowie, w ciągu ostatniego roku odnotowano jedynie 6 oficjalnych zgłoszeń w tym zakresie. Należy wyraźnie rozgraniczyć dwa rodzaje aktywności. Poruszanie się zarejestrowanych pojazdów po drogach publicznych (w tym drogach gminnych nieurządzonych) nie stanowi w naszej ocenie problemu. W specyficznym, górskim terenie naszej gminy, quady są dla wielu mieszkańców niezbędnym narzędziem codziennej komunikacji, zaopatrzenia czy odśnieżania posesji. Ponadto lokalna firma wypożyczająca quady dysponuje pojazdami zarejestrowanymi. Z naszych ustaleń z właścicielem wynika, że klienci są rzetelnie informowani o przepisach ruchu drogowego, a same usługi realizowane są obecnie na gruntach prywatnych. Głównym problemem pozostaje ruch pojazdów niezarejestrowanych poza drogami publicznymi – w lasach oraz na wałach rzeki Brennicy” – czytamy w odpowiedzi otrzymanej z Urzędu Gminy w Brennej.
Jak dodają urzędnicy, dalsze działania leżą w gestii służb porządkowych. „Odnotowujemy przy tym pozytywny trend – liczba przejazdów motocyklami crossowymi po drogach publicznych i wałach uległa zmniejszeniu. Gmina Brenna planuje przeprowadzenie konsultacji z lasami państwowymi oraz policją w celu wypracowania wspólnych działań informacyjno-prewencyjnych. Zamierzamy wykorzystać nasze kanały medialne do edukacji w tym zakresie, upatrując jednocześnie dużej roli mediów publicznych w budowaniu świadomości społecznej i kultury korzystania z terenów górskich” – czytamy dalej w piśmie.
Za nielegalny wjazd do lasu grożą mandaty z Ustawy o lasach – od 20 do 500 zł, a w przypadku zbiegu wykroczeń nawet do 1 tys. zł. Unikanie kontroli może zakończyć się karą do 5 tys. zł i 15 punktami karnymi. Pytanie, czy to wystarczający straszak dla tych, którzy – jak zauważa leśnik – traktują quady jak „zabawki do rozjeżdżania lasów”?




