Wydarzenia Bielsko-Biała Cieszyn Żywiec Sucha Beskidzka Wadowice

Beskidzkie Anioły. W górach czuwają nad nami najlepsi z najlepszych | WIDEO

Marcin Szczurek za kierownicą goprowskiego Hiluxa w drodze na Klimczok.

73 lata historii, 4 pokolenia ratowników, a dziś 350 czynnych członków, z czego ogromna większość to ochotnicy. 700 akcji rocznie, a co dziesiąta to trudna wyprawa poszukiwawcza. Piękna tradycja, bohaterstwo, siła woli i profesjonalizm, a dziś także supernowoczesne technologie i najwyższej klasy sprzęt. Jedno pozostaje niezmienne – ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR „na pełen etat” ratują ludzkie zdrowie i życie. Gdy wybieramy się w góry, wiemy, że czuwają nad nami najlepsi z najlepszych – prawdziwe Beskidzkie Anioły. Zajrzeliśmy z kamerami Beskidzkiej TV do ich świata. Zapraszamy do obejrzenia naszego reportażu!

Wielokrotnie widzieliśmy filmy Grupy Beskidzkiej z akcji prowadzonych w śnieżycy, w głębokim śniegu, gdzie ludzie się gubili, utykali, a nawet zamarzali. W takich sytuacjach liczy się dosłownie każda sekunda. Chwila może dzielić życie od śmierci, więc ratownictwo górskie musi funkcjonować niczym szwajcarski zegarek.

– Patrząc na ten szeroki wachlarz różnego rodzaju aktywności w górach, musimy być gotowi do tego, żeby nieść pomoc ludziom w każdych warunkach – mówi Marcin Szczurek, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR. – Statystyki w tym roku są zatrważające, bo na dzień dzisiejszy mamy około 1300 wypadków, podczas gdy w zeszłym roku odnotowaliśmy ich 920. Dzisiaj góry to wszelkiego rodzaju aktywności, nie tylko turystyka piesza. Ludzie jeżdżą po górach na nartach, poruszają się konno, co możemy obserwować chociażby w rejonie Szyndzielni. Latają na paralotniach, wchodzą do jaskiń. Dość dynamicznie wzrosła liczba wypadków związanych z uprawianiem turystyki rowerowej. Ten ruch jest ogromny, a co za tym idzie – wypadków również przybywa. Dzisiaj w Beskidach statystycznie co trzecie zdarzenie to wypadek rowerowy. Pomimo tego, że mamy XXI wiek i bardzo mocno rozwinięty system ratownictwa – wyróżniający się nawet na tle innych krajów Europy – to i tak w zeszłym roku, bardzo niedaleko Szyndzielni, zanotowaliśmy śmiertelny wypadek turysty, który zamarzł. Niestety, nie chciał dać sobie pomóc. Do samego końca nie poinformował, że potrzebuje wsparcia. Dopiero po kilku godzinach, kiedy nie wrócił do domu, rodzina nas zaalarmowała. Zaczęliśmy go szukać, ale niestety było już za późno – opowiada szef Grupy Beskidzkiej.

Ratownictwo górskie nie opiera się już tylko na dobrej woli, sile i charakterze. W wielu przypadkach to za mało. Żywioł uczy pokory. Dzisiejsze ratownictwo to rozbudowany system, który łączy ofiarność i bohaterstwo ratowników z nowoczesnym zapleczem logistyczno-technologicznym. Dzięki temu ratownicy działają dziś szybciej, pewniej, a przede wszystkim bezpieczniej. Stacja Centralna Grupy Beskidzkiej GOPR w Szczyrku to serce tego organizmu.

– To tutaj koordynuje się działania ratujące życie na beskidzkich szlakach. Stacja Centralna jest sercem naszej grupy – to tu spływają wszystkie zgłoszenia. Stąd dysponowani są ratownicy i stąd wysyłamy informacje do naszych stacji terenowych. Każdy, kto dzwoni na numery alarmowe, dodzwania się właśnie tutaj – przybliża Marcin Szczurek.

Grupa Beskidzka to prawie 330 ratowników ochotników oraz 23 ratowników zawodowych. W ciągu roku przeprowadzają średnio prawie 700 akcji. – W zeszłym roku było to niemal 80 wypraw poszukiwawczych. Szukaliśmy ludzi, którzy z różnych powodów po prostu zgubili się w górach – mówi naczelnik.

– Bardzo cieszymy się, że w ostatnich latach również samorządy dostrzegły potrzebę wsparcia naszych działań – podkreśla Marcin Szczurek. – Środki pozyskiwane z dotacji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego są przeznaczane na wyposażenie stacji ratunkowych – zarówno Stacji Centralnej, jak i dyżurek terenowych. Służą one jako miejsca pełnienia dyżurów, ale także jako zaplecze szkoleniowe dla ratowników Grupy Beskidzkiej GOPR – objaśnia Katarzyna Tyszecka, ratownik Grupy Beskidzkiej.

– Dzięki dotacjom udaje nam się pozyskiwać sprzęt, którego dotychczas nie mieliśmy. Chcemy, aby nasze działania były sprawne, skuteczne, a przede wszystkim bezpieczne – zarówno dla ratowników, jak i dla poszkodowanych – dodaje Marcin Szczurek.

– Dysponujemy najnowocześniejszym sprzętem na świecie. Jeśli chodzi o zaplecze mechaniczne, są to samochody terenowe, quady i skutery śnieżne. W Grupie Beskidzkiej używamy samochodów Toyota Hilux, specjalnie przerobionych na nasze potrzeby. Możemy nimi transportować osoby ratowane i bezpiecznie zwozić je na dół. Służą nam one głównie latem do dojazdu w trudniejszy teren. Natomiast w okresie przejściowym lub zimą, samochodem dojeżdżamy do pewnego momentu, transportując na przyczepie skuter śnieżny lub quada. Rozładowujemy go w odpowiednim miejscu i dalej w głąb trudnego terenu ruszamy już tymi pojazdami – tłumaczy ratownik Łukasz Dunat.

– Już od kilku lat w ratownictwie górskim wykorzystujemy drony. Najczęściej służą nam one do działań poszukiwawczych w terenach trudniej dostępnych. Poza tym drony wykorzystujemy do tworzenia ortofotomap, czyli zdjęć z powietrza określonego obszaru. Materiały te są następnie obrabiane przez specjalną aplikację, która wyszukuje anomalie terenowe, co pomaga nam odnajdywać ludzi. Kolejną działką, w której coraz częściej stosujemy drony, jest transport ładunków – opowiada Arkadiusz Śleziona, zastępca naczelnika GB.

Pomieszczenia Stacji Centralnej wypełnione są różnorodnym sprzętem. Magazyny ze sprzętem używanym do szkoleń to oczko w głowie Tomasza Jano, zastępcy naczelnika. – Są tu zarówno taśmy stanowiskowe, uprzęże techniczne, wspinaczkowe, jaskiniowe i turowe, jak i bloczki, układy asekuracyjne, sprzęt lawinowy, kaski czy zestawy do ewakuacji z drzew. Mamy mnóstwo karabinków i drobnego szpeju, który wbrew pozorom jest bardzo drogi i musi posiadać odpowiednie atesty. To środki ochrony indywidualnej, dlatego podlegają corocznej kontroli lub częstszym przeglądom, jeśli zajdzie taka potrzeba. Sprzęt się zużywa, a my musimy mieć pewność, że ratownicy w terenie są bezpieczni.

– Pamiętajmy, że GOPR w dużej mierze opiera swoją działalność na pracy ochotników. W zeszłym roku nasi ratownicy przepracowali społecznie ponad 82 tysiące godzin – zauważa Marcin Szczurek.

Młoda energia i nowoczesny sprzęt to jednak nie wszystko. Rozwój nie byłby możliwy bez doświadczenia starszych pokoleń. Na Klimczoku odwiedziliśmy prawdziwą legendę, która Beskidy zna lepiej niż własną kieszeń. – W 1968 roku wstąpiłem do GOPR-u, a przysięgę składałem w roku 1971. Odbyłem kurs na Markowych Szczawinach, później drugi, wyższej kategorii – lawinowy na Hali Gąsienicowej. Do dnia dzisiejszego jestem ratownikiem. Każdą wolną chwilę poświęcam na dyżury. Lubię tu przychodzić, na Klimczok. Każdy ratownik musi w ciągu roku wypracować 120–125 godzin społecznie. Ja jestem już na emeryturze, więc mam czas i wciąż działam. Wykonuję w granicach 200–300 godzin rocznie. Właśnie teraz jestem tu na dyżurze do końca tygodnia – mówił nam Jerzy Matusiak pod dyżurką na zboczu Magury.

– Grupa Beskidzka i cały GOPR to już 73 lata historii. Myślę, że w każdym momencie w naszej grupie działają co najmniej cztery pokolenia – od ludzi, którzy tworzyli tę organizację, po tych, którzy dopiero do niej wstępują. Uważam, że korzenie są bardzo ważne. Młodym ludziom są one potrzebne, by łączyć pasję i nowoczesne umiejętności z tym, co ich dziadkowie robili ponad 70 lat temu. Oni działali równie skutecznie, choć nie dysponowali takim sprzętem, jaki mamy dzisiaj – zwraca uwagę naczelnik Grupy.

O co goprowcy apelują do turystów? – Zawsze, kiedy wybieramy się w góry, po pierwsze: zaplanujmy wycieczkę. Po drugie: sprawdźmy pogodę i odpowiednio się przygotujmy, zabierając właściwy sprzęt, ubranie i prowiant. Weźmy naładowany telefon. Zachęcamy też do zabierania powerbanka, aby telefonu używać do łączności, a nie do nawigacji. Do tego drugiego celu bardzo dobrze służy mapa papierowa, choć wiem, że wielu ludzi traci już umiejętność posługiwania się nią. I co najważniejsze: jeżeli idziemy w grupie, zawsze dopasujmy tempo wycieczki do najsłabszej osoby, aby była to dla niej przyjemność, a nie walka o przetrwanie. Jeśli widzicie, że dzieje się coś niepokojącego – pogorszyła się pogoda, zasłabliście lub po prostu brakuje wam sił – zawróćcie. Wrócicie tutaj za tydzień, miesiąc czy rok. Nie trzeba za wszelką cenę realizować planu kosztem bezpieczeństwa – radzi Marcin Szczurek. Od siebie dodamy, że zawsze warto zabrać ze sobą… zdrowy rozsądek.

Autorzy reportażu: Sebastian Kozdroń, Bartosz Augustyniak, Marcin Kałuski

google_news
Kronika Beskidzka prasa