By zrobić torebkę, musi wykonać nawet do 1200 dziurek, a potem przeciągnąć nić przez każdą z nich. Nad jednym szwem w góralskim pasie spędza czasem dwie godziny, by krawędź była równa. Kaletnik Paweł Juraszek z Cięciny wszystkie swoje wyroby ze skóry wykonuje ręcznie, a najważniejsze są dla niego oryginalność każdego przedmiotu i dbałość o najmniejszy detal.
W pracowni Pawła Juraszka na próżno szukać jakichkolwiek maszyn. W przedsionku stoi jedynie niewielka prasa kaletnicza, służąca do wycinania za pomocą wzornika kształtów późniejszych wyrobów. – Używam jej do drobnych wykrojów, na przykład portfeli – mówi. Centralną część jego pracowni zajmuje duży stół, przy którym spędza godziny nad kolejnymi przedmiotami. By zrobić rząd dziurek w kawałku skóry, raz po raz uderza dużym drewniany młotkiem w rodzaj metalowego „grzebienia”. Później, by połączyć podziurkowane elementy przeznaczone na przykład na torebkę, cierpliwie je zszywa.
Ręcznie wykonuje również ozdobne tłoczenia na skórze. Są to najczęściej motywy roślinne – kwiatuszki czy choinki, albo wzory geometryczne, takie jak romby. – Istnieje też technika rzeźbienia na skórze. Trzeba wówczas narysować dany element na skórze, wyrzeźbić go i pomalować – mówi, pokazując torebki, na których widnieją wykonane tą metodą piękne, niemal malarskie obrazy przedstawiające koty, jelenia czy konie.
Mosiężne ozdoby, takie jak guzy, spinki, sprzączki czy klamry, również tworzy sam. Wycina je z blachy na prasie i zdobi, uderzając młotkiem w puncynę, czyli podłużne metalowe narzędzie o zaokrąglonym lub wyprofilowanym końcu. W ten sposób na mosiądzu powstają ryski i żłobienia. – Następnie zaoblam takie elementy i poleruję – mówi.
Całą opowieść o kaletniku Pawle Juraszku przeczytacie w najnowszym numerze „Kroniki Beskidzkiej”, dostępnym w punktach z prasą oraz w formie e-wydania TUTAJ.














