Z prywatnej posesji w Zakrzowie Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt odebrał aż 48 psów! Inspektorzy podkreślają, że były one przetrzymywane w skrajnie złych warunkach. Wskazują też na urzędniczą bezczynność władz gminnych na czele z wójtem Szymonem Dumanem.
W środę (3 czerwca) wieczorem Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt poinformował, że odebrał 48 psów z posesji zbieracza.
– Rozpoczęliśmy coś, co było niemożliwe do wykonania przez lokalnych urzędników od 10 lat! Przejęliśmy opiekę nad tymi chorymi, dzikimi, skatowanymi, z wypływającymi gałkami ocznymi. Część psów uciekła z nieogrodzonej posesji. Podobnie jak od lat, biegają wciąż po całej wsi, atakując ludzi. Żądamy od nieudolnego i niekompetentnego wójta gminy Stryszów Szymona Dumana, by natychmiast odebrał i wyłapał pozostałe zwierzęta, w tym bydło. Nie mieliśmy możliwości, by szukać kolejnych zwierząt po całej okolicy, a miejsce interwencji jest oddalone od naszych ośrodków o prawie 300 km! Apelujemy do każdego, by pisać e-maile do nieudacznika wójta z żądaniem natychmiastowego odbioru zwierząt i umieszczenia ich w schronisku, z którym gmina ma podpisaną umowę. To obowiązek Szymona Dumana! Jeśli nie zostanie wykonany, będziemy mieli kolejną podstawę do zawiadomienia prokuratury o przestępstwie urzędniczym! – podkreślili inspektorzy w swoim komunikacie.
Dopiero dzisiaj (5 czerwca) o 17.28 do sprawy odniósł się wójt Szymon Duman wydając specjalne oświadczenie.
Oto jego treść:
– „Chcemy podkreślić, że sprawa ta nie była przez gminę ignorowana. Niestety ze względu na obowiązujące przepisy – gmina, nawet gdyby chciała, nie może podjąć pewnych działań, o których mowa jest w niektórych komentarzach do sprawy.
Sprawa była wielokrotnie analizowana przez organy posiadające ustawowe kompetencje do oceny warunków utrzymywania zwierząt i podejmowania działań w przypadku podejrzenia naruszenia przepisów. Kilkukrotnie kontrole prowadził Powiatowy Inspektorat Weterynarii z Wadowic – posiadający ustawowe uprawnienia w tym zakresie i nie występował o odebranie psów.
Zgłoszenia dotyczące możliwości znęcania się nad zwierzętami były weryfikowane także przez policję, która nie stwierdziła podstaw do prowadzenia postępowania w kierunku znęcania się nad zwierzętami i ich odebrania.
Nie oznacza to jednak, że problem nie istniał. Dlatego gmina dostrzegając trudności związane z bardzo dużą liczbą zwierząt znajdujących się na jednej posesji szukała rozwiązania. W tej sprawie organizowane były spotkania i narady z udziałem radnych.
Przyjęliśmy, że skoro Powiatowy Inspektorat Weterynarii oraz Policja nie stwierdziły podstaw prawnych – pozostaje nam droga współpracy i rozmów z właścicielem psów. W efekcie tych działań organizowaliśmy zabiegi sterylizacji i kastracji, wspieraliśmy proces adopcji zwierząt oraz prowadziliśmy działania mające ograniczyć dalsze powiększanie się stada. Dzięki temu w latach 2021–2025 przeprowadzono łącznie 57 zabiegów sterylizacji i kastracji psów. Aby populacja się nie zwiększała – ustaliliśmy z właścicielem, że przychodzące na świat szczenięta będą przekazywane do adopcji. W efekcie udało się przeprowadzić 11 adopcji, a pieski znalazły nowe domy.
Uważaliśmy, że jest to najskuteczniejsza w tej sytuacji droga do ograniczania problemu. Pozwalała zmniejszać liczebność stada bez wieloletnich sporów prawnych, a jednocześnie nie obciążała budżetu gminy kosztami, o których szerzej niżej, a które mogłyby odbić się na realizacji innych, ważnych dla mieszkańców zadań.
Nie chcemy dziś przekonywać nikogo, że wszystko zostało wykonane idealnie. Z perspektywy czasu można zadać pytanie, czy dało się zrobić więcej. Takie pytanie jest zasadne. Jednak oceniając działania gminy prosimy, by wziąć pod uwagę, że samorząd może działać wyłącznie w granicach prawa i na podstawie przesłanek potwierdzonych przez właściwe organy.
Bardzo istotną w tej sytuacji kwestią jest fakt, że zgodnie z prawem są to psy właścicielskie. Oznacza to, że ich odebranie nie jest decyzją uznaniową. Wymaga spełnienia określonych przesłanek ustawowych oraz przeprowadzenia odpowiednich procedur. A w jednym z protokołów Powiatowego Inspektoratu Weterynarii z Wadowic (z kwietnia 2026 r.) czytamy, że „zwierzęta wydają się być w dobrej kondycji zdrowotnej”.
Wiemy też, że po interwencji DIOZ i zabraniu części psów – ich właściciel złożył zawiadomienie na policję o kradzieży zwierząt, wkroczeniu na jego posesję i prezentowaniu jego wizerunku.
Jako Gmina, analizowaliśmy jakiś czas kwestię takiej interwencji. Wiązałaby się ona z koniecznością zapewnienia zwierzętom opieki, leczenia, utrzymania i miejsca pobytu aż do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. A sprawa ta mogłaby trwać rok czy dwa. Z naszych szacunków wynikało, że poza ryzykiem prawnym takiego działania – należało liczyć się także z kosztami obciążającymi gminę na poziomie ponad 1,25 mln zł rocznie, a wraz z dodatkowymi kosztami leczenia, badań, transportu i opieki mogłyby one sięgnąć nawet około 1,5 mln zł. rocznie.
Przyznamy wprost, że dla tak niewielkiej gminy wiejskiej jak my, o budżecie rocznym wynoszącym około 49 mln zł jest to ogromna kwota.
Dla zobrazowania skali – są to środki porównywalne z rocznym kosztem funkcjonowania gminnego żłobka dla 30 dzieci, budżetem przeznaczanym na działalność jednostek straży pożarnych, wkładem własnym do realizacji inwestycji drogowych, chodników i oświetlenia. To również kwota równa kosztom rocznego funkcjonowania planowanego w Gminie centrum rehabilitacyjnego dla mieszkańców.
Podkreślamy jednak bardzo wyraźnie – kwestie finansowe nigdy nie były jedynym argumentem. Piszemy o nich dlatego, że mieszkańcy mają prawo znać pełny obraz sytuacji i skalę konsekwencji, jakie wiązałyby się z podjęciem określonych decyzji, bez pewności, że byłyby one uzasadnione prawnie.
Chcemy również odnieść się do niektórych informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej m.in., że niektóre z psów miały wydłubane oczy. Należy tu wyraźnie doprecyzować, że dotyczy to tylko jednego psa. Rzeczywiście pies ten miał poważny problem zdrowotny związany z okiem. Gmina zapewniła temu zwierzęciu badania weterynaryjne, a następnie zabieg chirurgiczny usunięcia chorego oka. Posiadamy pełną dokumentację medyczną w tej sprawie. Chcemy zaznaczyć, że to jedyny pies mający tego typu kłopoty zdrowotne. Dlatego część pojawiających się informacji nie przedstawia pełnego kontekstu zdarzeń.
Prawie wszystkie psy (tj. 57) – na przestrzeni czasu zostały także oznakowane poprzez elektroniczne czipowanie, co pozwalało na ich identyfikację i monitorowanie.
Dzisiaj wójt osobiście rozmawiał z właścicielem psów. Na posesji pozostało obecnie około 10 zwierząt. W toku negocjacji ich właściciel wyraził zgodę na przeprowadzenie kompleksowych badań weterynaryjnych wszystkich z nich. Gmina finalizuje obecnie te działania, tak, by stan zdrowia zwierząt został ponownie oceniony przez obiektywnych specjalistów i podany do publicznej wiadomości.
Niestety ta sytuacja pokazuje też problem systemowy. Nie jest tajemnicą, że podobne przypadki występują także w innych gminach w Polsce. Obowiązujące przepisy nie regulują wprost sytuacji, w której jedna osoba posiada kilkadziesiąt zwierząt, a jednocześnie nie zostają stwierdzone przesłanki znęcania się nad nimi. Być może doświadczenia płynące z tej sprawy powinny stać się początkiem szerszej dyskusji o potrzebie doprecyzowania przepisów dotyczących utrzymywania bardzo dużej liczby zwierząt.
Jednocześnie deklarujemy pełną gotowość do współpracy z Powiatowym Inspektoratem Weterynarii, policją, organizacjami społecznymi, służbami oraz wszystkimi instytucjami, które mogą pomóc w znalezieniu zgodnego z prawem i odpowiedzialnego rozwiązania.
Nie zależy nam na sporach i wzajemnych oskarżeniach. Zależy nam na bezpieczeństwie mieszkańców, właściwej opiece nad zwierzętami oraz rozwiązaniu problemu, który nie tylko w naszej gminie budzi emocje i niepokój.
Chcemy wyjaśnić też dlaczego wyłączyliśmy na FB możliwość dodawania komentarzy.
Sytuacja, co rozumiemy, budzi duże emocje. Niestety poza rzeczowymi, także krytycznymi opiniami, które bierzemy sobie do serca, pojawiają się także wulgarne ataki i groźby pod adresem pracowników urzędu, także tych niezwiązanych ze sprawą. Dlatego chcemy zatrzymać powstającą falę hejtu i zastraszania, a skupić się na rozwiązaniu problemu.
Uprzejmie prosimy wszystkich o zrozumienie.
To sprawa niezwykle trudna, wymagająca odpowiedzialnych decyzji oraz działania w granicach obowiązującego prawa. Dlatego jej rozwiązywanie trwa już od pewnego czasu. Jeśli ktoś po zapoznaniu się z przedstawionymi przez nas faktami i okolicznościami uważa, że mogliśmy postąpić lepiej – prosimy o przekazanie do naszego urzędu opinii, a jednocześnie przepraszamy, jeśli nasze działania mogły być lepsze.
Zapewniamy jednak, że podejmowaliśmy je z najlepszą intencją i nadzieją na docelowe rozwiązanie sprawy. Obiecujemy, że nie pozostaniemy bierni i nadal będziemy podejmować dalsze działania zmierzające do jej ostatecznego rozwiązania – podkreślono w niezwykle obszernym oświadczeniu.




