Wydarzenia Bielsko-Biała

Gdzie spotykają się różne okresy historii miasta…

Fotografia archiwalna, współczesna technologia i własnoręcznie wykonane rekwizyty. Wszystko to wykorzystuje w swojej twórczości Mateusz Taranowski – bielski artysta zafascynowany kreatywnymi projektami i historią, również tą lokalną.

Fotografia od zawsze była mu bliska. Nie poprzestaje jednak na samym naciskaniu spustu aparatu. Uwielbia przetwarzać zdjęcia, łączyć je z innymi technikami i wykorzystywać do tworzenia nowych obrazów.

Miasto sprzed lat

Jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych realizacji są „Reminiscencje bielskie”, które powstały w 2009 roku jako jego praca licencjacka. Artysta sięgnął w tym projekcie po stare fotografie i pocztówki przedstawiające Bielsko-Białą, a następnie zestawił je ze współczesnymi ujęciami tych samych miejsc. Bazował na materiałach ogólnodostępnych. Dzięki „Reminiscencjom” poznał bielskiego historyka Piotra Keniga, a znajomość ta zaowocowała cenną relacją i możliwością konsultowania z nim kolejnych tematów.

Zainteresowanie historią rodzinnego miasta towarzyszy mu od dzieciństwa. Dużo na ten temat czyta, szuka informacji, a podczas spacerów zwraca uwagę na zmieniającą się przestrzeń. – Często spacerując, zastanawiam się, jak to miejsce wyglądało sto lat temu. Jakie było wtedy życie, jak wyglądała ulica, jaki był dźwięk miasta – opowiada.

„Reminiscencje” nie są jednak prostym zestawieniem starych i nowych fotografii. Bielszczanin przetwarza archiwalne materiały i tworzy obrazy, w których spotykają się różne okresy historii miasta, zacierając granicę między nimi. Projekt został rozwinięty również w formie filmu. Stare fotografie zostały ożywione poprzez dodanie ruchu i dźwięku. Powstały w ten sposób materiał można znaleźć na platformie YouTube pod tą samą nazwą co seria zdjęć.

Bielska „Historianka”

Około dziesięciu lat po „Reminiscencjach” Mateusz Taranowski ponownie wrócił do historii rodzinnego miasta. W kolejnej serii prac przedstawił ważne, choć niekoniecznie powszechnie znane wydarzenia bądź legendy z dziejów miasta. Zrobił to poprzez wykorzystanie fotografii obecnych miejsc i dodawanie do nich nowych elementów nawiązujących do wydarzeń z przeszłości. W ten sposób stworzył kolaże, a później z całej serii prac opracował niewielką publikację książkową zatytułowaną „Historianka. Bielsko-Biała. Nic do ukrycia”. W projekcie pojawiały się między innymi sceny związane z wyzwoleniem Bielska w 1945 roku czy przemarszem oddziałów polskich pod Wiedeń w 1683 roku.

Odzyskać utracone

Jeszcze dalej poszedł w projekcie „Odzyskani”, zrealizowanym w 2019 roku w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tym razem zainteresował się polskimi dziełami sztuki utraconymi podczas II wojny światowej. W ramach przedsięwzięcia korzystał z zachowanych zdjęć obrazów. Ze względu na ich wiek, często były one czarno-białe i niewyraźne. Artysta postanowił przygotować na ich podstawie siedem fotografii kreacyjnych, starając się możliwie wiernie odtworzyć oryginalne kompozycje. – Chodziło mi o odzyskanie dzieła, jak najwierniejsze oddanie jego charakteru i przywrócenie mu należytego miejsca i uwagi – wyjaśnia.

Każda rekonstrukcja wymagała przygotowania scenografii, znalezienia odpowiednich modeli, odtworzenia póz postaci oraz ustawienia światła. Artysta własnoręcznie wykonywał także znajdujące się na obrazach rekwizyty, do czego wykorzystywał papier. Powstawały z niego ubrania, kwiaty czy nawet skały, na których stali bohaterowie odtwarzanych obrazów. Ponieważ było to zadanie czasochłonne, niektóre elementy tworzył w małych rozmiarach, a większą skalę nadawał im dopiero podczas technologicznej pracy nad fotografią. – Papier był łatwym rozwiązaniem, bo można było z niego zrobić wiele rzeczy. Ale jednocześnie wykonanie tego wszystkiego ręcznie było skomplikowane, pracochłonne i miało swoje ograniczenia – zaznacza, dodając, że przygotowanie papierowej kolczugi zajęło mu około miesiąca.

Jednym z największych problemów było znalezienie osób przypominających postacie z oryginalnych obrazów. Wyzwaniem było również odtworzenie szczegółów widocznych na niewyraźnych fotografiach. Bielszczanin zdecydował się zachować monochromatyczną kolorystykę, ponieważ nie chciał samodzielnie dopowiadać kolorów, których nie można było odczytać z zachowanych materiałów. – Część odbiorców twierdziła jednak, że podczas oglądania prac zaczynała dostrzegać w nich kolor – wspomina.

Celem projektu było nie tylko odtworzenie obrazów. – Chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że Polska ma bardzo dużo dzieł zaginionych podczas II wojny światowej. Świadomość tego problemu w społeczeństwie jest bardzo niska – mówi.

Nagrodzony plakat

Mateusz Taranowski wykorzystuje sztukę również do komentowania współczesności. Przykładem jest plakat „Quo Vadis”, wyróżniony podczas tegorocznej edycji Bielskiego Festiwalu Sztuk Wizualnych nagrodą jednej z redakcji patronackich – „Kroniki Beskidzkiej”. Praca ta została pierwotnie przygotowana na konkurs pod hasłem „Galeria Plakatu AMS”. Artysta stworzył pięć propozycji, z których trzy wysłał na konkurs. Jedna z nich – właśnie „Quo Vadis” – znalazła się w finale. Plakat nawiązuje do słynnego ekspresjonistycznego obrazu „Krzyk” Edvarda Muncha. W rozpoznawalnej postaci Bielszczanin umiejscowił obiektywy. Tytuł „Quo Vadis” odnosi się do pytania o kierunek, w którym zmierza współczesna kultura. Punktem wyjścia do stworzenia plakatu było hasło konkursu AMS mówiące o tym, że wszyscy jesteśmy twórcami cyfrowymi. Bielski artysta zwraca uwagę na to, że fotografia stała się powszechnym narzędziem komunikacji. – Każdy jest dziś fotografem, wszyscy są reporterami. Gdy coś się dzieje, ludzie śpiesznie wyciągają telefony, filmują, robią zdjęcia, a później publikują w mediach społecznościowych – wyjaśnia.

Obecnie Mateusz Taranowski pracuje nad kolejną serią – „Utraceni”. Będzie ona swego rodzaju kontynuacją „Odzyskanych”, ale tym razem artysta odejdzie od fotografii na rzecz malarstwa i koloru. – Jestem zadowolony, kiedy moja sztuka prowokuje do rozmowy, gdy ludzie dzielą się tym, jak ją odbierają – podsumowuje.

JULIA ADAMCZYK-JÓSKOW

google_news
Kronika Beskidzka prasa