Kultura i rozrywka Sucha Beskidzka Wadowice Oświęcim

Malarz z deszczu…

Fot. Bogdan Szpila

Przed niespełna dekadą Jacek Jarosz marzył, by jego obrazy można było oglądać w galeriach. Dzisiaj prace wadowiczanina zdobią znane wystawy, a artysta szczyci się nagrodami zdobytymi w prestiżowych konkursach. 

Na jednej ze ścian niewielkiej pracowni reprodukcje słynnych dzieł – „Słoneczniki” Vincenta van Gogha, fragment „Ostatniej wieczerzy” i „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, portrety Jana Pawła II, Madonny, Lady Gagi. Na pozostałych ścianach dominują obrazy, które trudno opisać oraz zakwalifikować do jakiegokolwiek nurtu. Krajobrazy jak ze snu, zniekształcone postacie ludzi i zwierząt, niespokojne kolory. Są też liczne dyplomy i potwierdzenia uczestnictwa w prestiżowych konkursach.

– Te są najważniejsze – artysta wskazuje na potwierdzenia zakwalifikowania prac na Art Naif Festiwal w Katowicach, jeden z najsłynniejszych na świecie przeglądów promujących światową sztukę naiwną. – Na tę imprezę przyjeżdżają koneserzy sztuki ze wszystkich kontynentów. Gdy przed kilku laty po raz pierwszy otrzymałem zaproszenie do Galerii Szyb Wilson, uwierzyłem, że moje malowanie ma sens. Bo przecież początkowo była to tylko zabawa. Zaczynałem od kopiowania dzieł słynnych mistrzów. Dzisiaj staram się za pomocą pędzla i farb pokazać, co dzieje się w mojej duszy – podkreśla.

To, że nazwisko wadowiczanina widnieje w wielu katalogach, a jego obrazy zdobią ściany wielu domów, to efekt… kilku deszczowych dni w Skandynawii. – Po pracy nie chciało się wychylić nosa za drzwi. Z braku zajęcia rysowałem na kartce papieru. W szkole zawsze miałem piątkę z plastyki, jednak nigdy nie było okazji, a także czasu na zabawę z ołówkiem czy pędzlem. Dopiero pracując w Norwegii mogłem sobie pozwolić na artystyczne przyjemności. Porad szukałem w książkach, pismach fachowych i galeriach. Zwiedziłem wiele państw, by w muzeach oglądać dzieła najwybitniejszych artystów. To są niesamowite przeżycia. Żaden album nie oddaje tego, co się czuje stając przed dziełem mistrza – twierdzi wadowiczanin. Podkreśla, że ogromną pomoc na początku przygody z pędzlem i paletą otrzymał od Zbigniewa Burego i Anny Płonki. – To nasi, podbeskidzcy, znani artyści. Najpierw pokazali mi jak należy doskonalić umiejętności, potem zmusili mnie do pokazania prac na wystawie, a następnie przetarli szlaki do znanych galerii. Zacząłem malować mając czterdziestkę na karku, ale przecież na pasję nigdy nie jest za późno – podkreśla Jacek Jarosz.

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o