Cieszyn Kultura i rozrywka

Pasja, która przenosi domy

Czy w Łączce powstanie skansen? Wszystko na to wskazuje. Jest stuletni dom w charakterystycznym dla Śląska Cieszyńskiego stylu, niezwykłe, stare eksponaty i zapał jednego z mieszkańców, Andrzeja Klimowskiego. Brakuje właściwie tylko pieniędzy. Ale dla takiego pasjonata nie ma rzeczy niemożliwych!

Andrzej Klimowski urodził się w 1967 roku w Nowym Targu. Jego dziadkowie pochodzili z podhalańskiej miejscowości, więc przekazali mu w genach miłość do gór i wołoskiej kultury. Dzieciństwo spędził w Gruszowcu, wiosce leżącej w centrum Beskidu Wyspowego. Po ślubie przeniósł się na Śląsk Cieszyński. Pośród malowniczych widoków, w Łączce, realizuje swoje artystyczne, regionalne pasje. Jest plastykiem i muzykiem. Z pomocą żony stworzył w swoim domu galerię sztuk połączoną z izbę regionalną. Zwiedzający z zainteresowaniem podziwiają jego rzeźby w drewnie, płaskorzeźby czy obrazy. Tematyka dzieł jest bardzo urozmaicona – od dość frywolnych scen po sakralne, nie brakuje także motywów góralskich. W domu można zobaczyć m.in. stary wózek, kołyskę, komodę, ale także koronkowe czepce czy stare aparaty fotograficzne i telewizory. Na podwórzu znalazły swoje miejsce kilkudziesięcioletnie, rolnicze maszyny.

Tym, kto przyciąga do Łączki na ulicę Widokową, jest tak naprawdę sam Andrzej Klimowski. Z pasją opowiada gościom o kulturze, tradycji, historii, tożsamości, a także starych eksponatach. Pobyt w tym niepowtarzalnym miejscu artysta umila m.in. grą na akordeonie czy wspólnym śpiewem regionalnych pieśniczek. – Chcemy to robić przede wszystkim z uwagi na dzieci – pokazać im stare maszyny rolnicze, skarby dawnych gospodarstw domowych. Młodzi są tego świata ciekawi. Dlatego nie kasujemy biletów, wszystko robimy dla ludzi – zaznacza Andrzej Klimowski.

Marzeniem artysty jest stworzenie skansenu – zrekonstruowanie wiejskiego osiedla z domami, zabudowaniami gospodarczymi, a także pokazaniem specyfiki zawodów jak np. bednarz, kowal, kołodziej czy stolarz. Andrzej Klimowski znalazł już dom – przeszło stuletni zabytek, charakterystyczny dla naszego regionu. Chciałby przenieść go do Łączki. To tam swoje miejsce znalazłyby docelowo eksponaty z obecnej galerii. – Dom został nam podarowany przez jego właściciela. Chcemy w nim stworzyć Izbę na wzór skansenu państwa Brzezninów w Cisownicy. Problem w tym, że nasze państwo – o ile chroni zabytki – to nie daje pieniędzy na ich utrzymanie. A stan domu wcale nie jest dobry, trzeba zmienić m.in. poszycie dachu, wymienić szereg elementów więźby, ścian, stropów, a także zrobić nowe fundamenty. Wyrobienie samych specjalnych pozwoleń na przeniesienie zabytku nie było proste, ale to już zrobiliśmy. Problemem są pieniądze. Nie jest prosto przenieść dom. Zwłaszcza taki – wybudowany w cieszyńskim stylu, czyli drewniany, z sienią i ścianami murowanymi. To będzie mozolna praca – zarówno jego rozebranie, transport, jak i później odbudowa. Jednak moim zdaniem warto to zrobić – przede wszystkim dlatego, że zachowało się niewiele takich przedwojennych chałup na naszym terenie – mówi Andrzej Klimowski.

Cała inwestycja może kosztować znacznie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale można ten plan realizować etapami. – Znajomi wpadli na pomysł, aby upowszechnić zbiórkę na portalu Zrzutka.pl. Sam jestem nieco sceptyczny, bo są poważniejsze sprawy. Ludzie borykają się z chorobami, nieszczęściem, a tu – wydawałoby się – taka błahostka. Musimy spróbować, bo czasu jest coraz mniej – w ciągu nadchodzącego roku dom musi być rozebrany. Właściciele mają bowiem plany co do działki, na której stoi – dodaje dębowiecki artysta.
Andrzej Klimowski planuje także założyć stowarzyszenie. Tak, aby mógł pozyskiwać fundusze zewnętrzne nie tylko na stworzenie skansenu, ale także na m.in. imprezy regionalne, warsztaty, lekcje nauki gry na instrumentach czy rzeźbienia. – Mam mnóstwo pomysłów. Do tej pory angażowałem własne pieniądze, sam nieraz kupowałem eksponaty do Izby Regionalnej. Chciałbym zachować te rzeczy dla przyszłych pokoleń, ocalić nasze dziedzictwo. Często przychodzą do nas nawet starsi ludzie, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, co do czego służyło. Ja chcę to zmienić – mówi Andrzej Klimowski. – Chciałbym, aby każdy miał szansę współtworzyć to miejsce. Wystarczy ofiarować choćby najdrobniejszą, starą rzecz związaną z rodzinną, miejscową kulturą, tradycją. Karta z nazwiskiem darczyńcy, a także historią przedmiotu znalazłaby się w skansenie – mówi Andrzej Klimowski.

Przy okazji artysta dziękuje także za dotychczasowe wsparcie mieszkańców Śląska Cieszyńskiego. – Nieraz już gościłem na łamach „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”, który od lat interesuje się moją działalnością. Jestem za to niezwykle wdzięczny. Działam społecznie, rzeźbię, maluję od przeszło dwudziestu lat. Nie byłoby to możliwe gdyby nie wsparcie mieszkańców, was, a także mojej żony – Doroty. Dzięki niej mam szansę artystycznie się realizować, propagować kulturę – grać i śpiewać cieszyńskie pieśniczki – zaznacza Andrzej Klimowski.

Zdjęcia: Katarzyna Lindert-Kuligowska

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o