Wydarzenia

Pokazowe nabijanie ludzi w butelkę, czyli… Jestem dumny, że panią w ch***a zrobiłem

– Dzień dobry. Nazywam się [tak a tak] i chcę panią poinformować, że ma pani do odbioru laptop w ramach ogólnopolskiej akcji lato z rabatami… – któż z nas nie odebrał nigdy takiego telefonu? I co wówczas robicie? Ja zazwyczaj rozłączałam się szybciej, niż odebrałam. Jednak zaczęło mnie to intrygować.

Jakim cudem tego typu akcje wciąż mają się dobrze? W czym tkwi haczyk? Wiadomo – zachętą mającą zwabić ludzi na pokaz jest ów darmowy laptop czy inny wartościowy sprzęt. Ale jak można uwierzyć, że coś tak wartościowego dostanie się niemal za nic – jedynie za dwie godziny swego czasu? Skoro pokazy tego typu wciąż są organizowane, a firmy się tym zajmujące wciąż mają dla kogo je organizować – oznacza to, że chyba można uwierzyć…

Tym razem nie odkładam więc słuchawki, jak czyniłam to do tej pory, co najwyżej mniej lub jeszcze mniej grzecznie wyrażając swe poirytowanie. Wchodzę w dialog z telemarketerką z sympatycznym, lecz nieznoszącym sprzeciwu głosem i trudnym do zatrzymania entuzjastycznym słowotokiem. Podczas trwającej ponad 6 minut rozmowy wielokrotnie dopytuję, czy to naprawdę możliwe, żeby dostać coś za darmo? Pani zapewnia, że tak. – Ale nie będę musiała, by dostać ten laptop, nic kupić? Nie będę musiała podpisać żadnej umowy? – dopytuję wielokrotnie. – Nie. Chodzi tylko o to, by pani przyszła – zapewnia pani zapraszająca na pokaz.

Laptop będzie na pewno!

Dzień przed pokazem telefon przypominający. Inna, równie miła, i równie niebiorąca pod uwagę sprzeciwu pani dopytuje, czy pamiętam o spotkaniu. Podaje imię i nazwisko, kod, który zagwarantuje ów darmowy laptop (już na miejscu o kod nikt mnie nie pytał). Podczas tej trwającej tym razem 7 minut rozmowy ponownie kilkukrotnie dopytuję, czy to na pewno możliwe, że dostanę laptop tylko za samo przyjście na pokaz, nawet jeśli niczego nie kupię i nie podpiszę żadnej umowy? Pytam wyraźnie i wprost. Pani równie wyraźnie zapewnia, że absolutnie nic nie będę musiała kupować, a laptopa dostanę. – Ale prawdziwy laptop? Działający? Nie jakiś zabawkowy? – upewniam się. Pani zapewnia, że jak najbardziej prawdziwy, działający. Wylicza jego doskonałe parametry, jaki procesor, że obrotowy dotykowy monitor itp.

Tuż przed pokazem organizowanym w jednej z miejscowości powiatu cieszyńskiego okazuje się, że kolega, który miał iść ze mną jako mój towarzysz nie da rady. Martwię się, że spotkanie jest dla par, więc ze złożenia zawiadomienia na policji o oszustwie nici, bo to ja nie wywiążę się z umowy – miałam przyjść z kimś. No ale trudno, chociaż zobaczę, jak taki pokaz wygląda, napiszę reportaż. Kolega podrzuca numer telefonu do znajomego, który – również uzbrojony w nagrania zapewnień, że za samo przyjście na pokaz dostanie laptop, wybiera się z żoną. Spotykamy się 10 minut wcześniej, by uzgodnić szczegóły. Okazuje się, że mamy nieco odmienne zapewnienia. Jemu obiecywali laptop od razu jak przyjdzie. Mnie obie telemarketerki owszem, laptop obiecywały, ale za wysłuchanie godzinnego pokazu. – Bo to spotkanie reklamowe, nasza firma zamiast inwestować w drogą reklamę w telewizji postanowiła zainwestować w marketing szeptany – zapewniały. Inna sprawa, że podczas całej, trwającej godzinę i pół prezentacji ani razu nie padła… nazwa firmy, która tak hojnie postanowiła obdarować przypadkowo wybrane osoby!

Kolega zaczyna już przed wejściem wykłócać się o laptop. W efekcie tego nie wchodzi. Ja wchodzę. Wbrew telefonicznym zapewnieniom, że żadnych danych nie będą chcieli oprócz imienia, pani siedząca przy stoliku przy wejściu koniecznie chce, bym podała jeszcze nazwisko i numer telefonu. Podaję. Pani zapisuje na liście.

Siadam na wskazanym miejscu. Rozglądam się po sali. Naliczyłam 27 osób. Dochodzą jeszcze spóźnialscy. Przed nami długi stół nakryty ciemnym, zwisającym do ziemi obrusem. Za nim wielka plansza z rysunkiem ludzkiego kręgosłupa. Na stole zaś ustawionych kilka urządzeń: wyciskarka soków, oczyszczacz powietrza, mata masująca, odkurzacz bezprzewodowy.

Zaczyna się omawianie urządzeń. Tzn. wykład o zdrowiu przeplatany zachwalaniem, jak to zdrowie prosto, szybko i tanio można osiągnąć za pomocą genialnych urządzeń. Prowadząca pokaz z ekscytacją opowiada, jak można wyleczyć się nawet z raka za pomocą picia soków z jabłka i marchwi. Zachwalając wyciskarkę na koniec podaje informację, że urządzenie niebawem wejdzie na polski rynek i będzie kosztowało 4900 złotych… – Wyciskarka na premierze, bo niedługo firma już oficjalnie wejdzie na rynek polski, bo te produkty w sklepach jeszcze nie są dostępne – prezenterka z nieschodzącym z twarzy uśmiechem wyrzuca słowa jak z karabinu maszynowego. Zaraz zaraz… „niedługo firma już oficjalnie wejdzie na rynek polski”… Kto spośród słuchających tego entuzjastycznego słowotoku pamięta, że zapraszano go na pokaz mający na celu udowodnić, że polskie marki w niczym nie ustępują jakością tym zagranicznym?
W międzyczasie dwie osoby z pierwszego rzędu zaproszono na masaż. Poszły. Kolejne zapraszane z tył sali osoby idą, choć niektórzy odmawiają. I na mnie przyszła kolej. Poszłam. Urządzenie wymasowało. Wróciłam na swoje miejsce. Pani prowadząca spotkanie w tym czasie zdążyła już zachwalić oczyszczacz powietrza i odkurzacz. Cały czas mówi o zdrowiu. Nie sposób byłoby zarzucić jej, że mówi bzdury…

Wtem otwierają się drzwi i na salę wchodzą wezwani przez kolegę, który pozostał na zewnątrz, policjanci. Zadali pytanie: – czy ktokolwiek z państwa jest tutaj nie z własnej woli? Cisza. – Czyli wszyscy są tutaj dobrowolnie? – powtórzyli. I wyszli. Coś poszło nie tak – myślę. Wszak zgłoszenie nie dotyczyło porwania, uprowadzenia czy przetrzymywania wbrew woli, a próby oszustwa. Dokładnie wiem, jakie zgłoszenie złożył kolega… O co więc chodzi? Dlaczego policjanci zadali takie pytanie? Nie wiem, czy kogoś oburzyłby fakt, że choć nikt nie został tutaj doprowadzony siłą, każdy przyszedł sam, z własnej woli, drzwi do sali zostały zamknięte na klucz… Nikt spośród siedzących na sali ze mną włącznie nie miał bowiem pojęcia o tym, że jesteśmy w sali tej zamknięci na klucz. Tego dowiedziałam się dopiero po wyjściu, od kolegi, który obserwował wszystko z zewnątrz.

Ponieważ nikt nie zgłosił, by przebywał na sali wbrew własnej woli panowie policjanci przeprosili i wyszli. Pokaz trwa dalej. Prowadząca wciąż odwołuje się do zdrowia.

W końcu zapowiada, że na koniec będzie jedna niespodzianka dla jednej pary lub osoby. A upominki oczywiście tak, jak zapowiadała – dla wszystkich.

Dobiega końca godzina pokazu. Pani prezentuje ostatnie prozdrowotne cudo – maść konopną. Mówi o szkodliwości chemii i cudownych właściwościach naturalnych produktów. Pozostaje tylko pytanie, do czego to wszystko zmierza? Albo raczej inne – jak zamierzają osiągnąć zamierzony cel naciągnięcia uczestników pokazu na dokonanie drogich zakupów? Bo że taki właśnie jest cel całego pokazu nie mam wątpliwości ani ja, ani kolega, który wspiera akcję zdemaskowania oszustów na zewnątrz. Nasuwa się jednak pytanie, co myślą pozostali uczestnicy pokazu? Rozmawiam z małżeństwem siedzącym obok. Dopytuję, co zrobią, jak już stąd wyjdą bez obiecanego laptopa. Nie są zdecydowani. Nie mają nagranej rozmowy, w której laptop im obiecywano, choć oczywiście przebiegała ona identycznie, jak ta, którą ja zarejestrowałam.

Ostatnie losowanie

Odnoszę wrażenie, że misiowaci ochroniarze obecni podczas pokazu zaczęli nerwowo kręcić się po zapleczu. A może to tylko moje wrażenie?

Włączono głośną muzykę. Prawie nic nie słychać. Zaczęła się sprzedaż. Na razie maści konopnej po „okazyjnej” cenie 80 zł za pudełko, 100 zł za dwa pudełka. Pani obok mnie prosi o przyciszenie muzyki. Pracownicy firmy uwijają się, donosząc kolejne pudełka cudownej maści po „cudownie okazyjnej cenie”. Sporo ludzi kupiło. Państwo obok zdecydowali się na ostatnie dostępne pudełko. Pan podał 50 zł, dostał do ręki maść. Ale pani zapytała o paragon. Pracownik firmy organizującej pokaz (przypomnę, że przez ponad godzinę ani razu nie padła nazwa owej tajemniczej firmy, która to postanowiła tak hojnie zasponsorować dary w ramach „marketingu szeptanego”) odparł, że w promocyjnej cenie można otrzymać tylko bez paragonu. Pani upiera się na paragon. Pracownik sprzedaży wyrywa jej z ręki pudełko, a wciska z powrotem 50 zł. Wycofuje się pośpiesznie na zaplecze.

Zaczyna się losowanie. Cyfrę ma podać pani Wanda z pierwszego rzędu. Losują perfum. Karteczki idą w ruch. Wylosowana pani faktycznie otrzymała flakonik. Kolejne losowanie – perfum męski. Wylosował pan za mną. Trzecia nagroda – mikser. Też państwo dostali do ręki. No i punkt kulminacyjny. Prowadząca ze wszelkich sił stara się podkręcić atmosferę ekscytacji. Pyta kolejne osoby, czy chciałyby wylosować.

Ostatnie losowanie. – Teraz wylosujemy jeden kupon. Jedyny. Ta osoba, która wylosuje, wyjdzie stąd mega zadowolona! Tak bogata nagroda przygotowana jest tylko jedna – zapowiada prowadząca. Wybiera z sali jedną osobę, pyta o imię. – Pani Krystyno! Niech pani poczuje ciężar odpowiedzialności, ponieważ to pani wybierze zwycięzcę – mówi z powagą prowadząca. I wyjaśnia, że osoba wylosowana zabierze do domu matę masującą. Sztucznie podkręca atmosferę. „Zapomina” tylko wspomnieć, że wylosowany „szczęściarz” owszem, matę masującą do domu zabierze, jeśli sobie ją kupi za 14 tysięcy złotych… Ale o tym na razie nie ma ani słowa. Za to tłumaczy, że firma rozdając tak bogate prezenty inwestuje w reklamę. Przypomnę – wciąż nie pada nazwa tajemniczej firmy będącej sponsorem tego pokazu i tych bogatych upominków. „Sponsor postanowił zamiast w reklamę zainwestować w marketing szeptany.

Sponsor do tego da wyciskarkę…” – z niesłabnącą ekscytacją wyjaśnia prowadząca. Czy nikogo nie zastanawia, że skoro to ma być reklama, dlaczego jeszcze nie padła nazwa tego tajemniczego sponsora?

I po pokazie…

Prezenterka z ekscytacją dokłada kolejne prezenty – wszystko dla zwycięzcy losowania. Napięcie rośnie. Prezenterka zmusza widownię do interakcji. Pyta kolejne osoby, dlaczego uważają, że to dobra oferta. Pani Krysia stwierdza, że według niej powinno być to losowanie pojedynczych urządzeń, wtedy więcej osób byłoby zadowolonych. Prezenterka odpowiada przysłowiem, że jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. No cóż, znów trudno odmówić jej racji… Pyta kolejne osoby, czy skorzystałyby, gdyby to one były tymi wylosowanymi szczęściarzami. Pierwsza para tak. Kolejne dwie – nie. No bo nie dało się już dłużej tego ukrywać. Pojawiła się informacja, że „szczęście” wylosowanego polega na tym, że będzie on miał możliwość kupienia owej cudownej maty za promocyjną cenę czternastu tysięcy złotych. I wówczas otrzyma te wszystkie prezenty.

Wylosowano pana Jacka. Misiowaty pracownik z uśmiechem i gratulacjami wyprowadził pana Jacka. Włączono głośno muzykę. Bardzo głośno. Dlaczego? Zapewne po to, by zagłuszyć ewentualne protesty pana Jacka, że ma podpisać umowę kredytową na czternaście tysięcy złotych…

Pokaz się skończył. Ten i ów nieśmiało zapytuje o obiecany podarunek. Oczywiście, wszyscy dostaną. Trzeba jeszcze tylko wypełnić ankietę. Wszak hojny sponsor (wciąż nie padła nazwa firmy) tak drogimi prezentami obdarowuje całkiem za darmo w celach marketingowych.

Tego, jak marketingowcy owej tajemniczej firmy nakłaniają ludzi do kupowania i podpisywania umów kredytowych nie słychać, bowiem ofiary wyławiane są z grupy i odciągane na bok, pojedynczo (to znaczy podwójnie, w parach). Pod pozorem wypełniania ankiety pracownicy usadzają „szczęśliwców” przy stolikach i nakłaniają do podpisywania umów kupna i kredytowych. Ewentualne protesty zagłusza muzyka.

A dlaczego spotkania są dla par? To proste: w małżeństwie aby podpisać umowę kredytową potrzeba podpisów obu współmałżonków. Dlatego muszą przyjść razem. Aby podpisali umowę skołowani wytworzoną podczas pokazu atmosferą ekscytacji, głową rozsadzaną przez głośną, agresywną muzykę i trajkoczącymi z ekscytacją głosami pracowników. Aby nie zdążyli wrócić do domu, ochłonąć, przemyśleć, zacząć sprawdzać, ile takie urządzenie kosztuje w normalnej, nie „okazyjnej” sprzedaży…

Jakich metod używają, by nakłonić do podpisywania umów? Tego nie wiem, bo w tej części nie uczestniczę. A muzyka osiąga zamierzony przez organizatorów cel. Udaję się więc wprost po odbiór obiecanego laptopa. Misiowaty pan wyciąga w mą stronę rękę z dwoma pudełkami jakichś chyba perfum. Pytam o laptop. – Jaki laptop? Laptop to by pani dostała, jakby kupiła pani matę.

– Ale kiedy obiecywaliście laptop za samo przyjście na pokaz!

– Ja nic nikomu nie obiecywałem.

– Pani taka a taka, przedstawicielka pana firmy obiecywała. Wielokrotnie podczas tych dwóch rozmów dopytywałam, czy dostanę laptop nawet, jeśli nic nie kupię!

– Zawsze jest tak, że ci, co dzwonią zakładają, że każdy sobie coś kupi.

Zaczyna się przepychanka słowna. – To, że ktoś zadzwonił i obiecał pani przez telefon laptopa, to nie jest przestępstwo – tłumaczy jeszcze spokojnie, najwyraźniej już wiedząc, do czego zmierzam, gorylowaty, choć elegancko odziany pracownik wciąż nieznanej mi firmy organizującej pokaz. Powtarza, że nikt nic nie obiecywał. Ja zaś powtarzam, że podczas rozmowy telefonicznej wielokrotnie pytałam, czy nie będę musiała nic kupować i nawet jak nic nie kupię, to laptop otrzymam i pani zapewniała, że tak. Rozmowa wciąż jeszcze przebiega spokojnie, choć pracownik zaczyna tracić cierpliwość. W końcu puszczam nagranie rozmowy. Nie robi to na nim absolutnie żadnego wrażenia. Nawet nie słucha. Coraz mniej uprzejmie przekonuje mnie, że nic nie wskóram, że z ich strony wszystko jest w porządku, zgodne z prawem, a to, że uwierzyłam w nierealne obietnice to mój, a nie jego problem. – Mnie to nie interesuje. Ja to słyszę milion razy dziennie – stwierdza coraz bardziej zniecierpliwiony. Powtarzam, że obiecywali co innego.

– Wali mnie to – traci wreszcie cierpliwość. – Nie interesuje mnie to – powtarza jeszcze próbując się opanować. Zapytuję: jak to, że go nie interesuje, że pracownik firmy, którą i on reprezentuje oszukuje ludzi.

– Jestem z tego dumny – oznajmia ze stoickim spokojem, wciąż spokojnym dość tonem. – Co? – dziwię się. – Jestem z tego dumny, że panią w ch…a zrobiłem – stwierdza wreszcie. Jego wypowiedź jest bodaj najlepszym obrazem tego, jak tego typu pokazy z wartościowymi upominkami obiecywanymi za sam udział w pokazie działają. W sumie nic dodawać już by nie trzeba było…

Ja poszłam tam z myślą, by poznać mechanizmy pracy oszustów. Tak samo, jak kolega, również „uzbrojony” w nagranie rozmowy. Ale ilu uczestników pokazu naprawdę wierzyło, że coś dostaną za darmo? A ilu podpisało umowy kredytowe i teraz latami będą spłacać raty za horrendalnie drogi sprzęt?

Beata Tyrna

google_news
Studio_projektowe_d
Subskrybuj
Powiadom o
guest
35 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
ijk
ijk
3 miesięcy temu

perfum damski, perfum męski… dobrze że od jutra lekcje języka polskiego

Krakus
Krakus
3 miesięcy temu
Reply to  ijk

Nie dopatrywałbym się w tym na siłę błędu. Na Śląsku słyszałem jak tak mówią. Ot zwykły regionalizm.

siła razy gwałt?
siła razy gwałt?
3 miesięcy temu
Reply to  Krakus

musi być jeszcze perfum nijaki, a to już na siłę.

ijk
ijk
3 miesięcy temu
Reply to  Krakus

czy to jest artykuł pisany gwarą?

Zenek
Zenek
3 miesięcy temu

No ale co to dokładnie za firma i gdzie konkretnie te pokazy są organizowane?

Ewa 32 lata z BB
Ewa 32 lata z BB
3 miesięcy temu

Nic a nic nie żałuję głupota ludzi kosztuje.

po co
po co
3 miesięcy temu

Takie pokazy trwają już chyba ze dwie dekady, naiwnych nie brakowało i nie będzie brakowało. Autorka poszła aby zrobić reportaż, oburza się lecz jednocześnie zachowuje anonimowość sprawców. Ten pan co wypowiedź w tytule, nadal sobie będzie dumny jeśli nie poda się danych.

Jam Ci On
Jam Ci On
3 miesięcy temu

Czy to nie podchodzi pod artykuł o wyłudzaniu i oszustwach finansowych?

Marek
Marek
3 miesięcy temu

Nic a nic nie żałuję idiotów niech ich okradają ile się da jak nie myślą co na to policja nie szuka takich musi 20 pilnować Babki z reklamówką i 100 małego Kaina od kota a nie Polaków.

Ola
Ola
3 miesięcy temu

Tylko ciemnota i naiwni na to chodzą takie dziadostwo chodzą brak mózgu to go nabijają i BRAWO takich idiotów trzeba czyścić do zera.

Jam Ci On
Jam Ci On
3 miesięcy temu
Reply to  Ola

Uolek żeby ciebie ktoś wyczyścił do zera. Jak bacia dostanie raty to sie przekręci, a jak jakaś mniej ogarnięta mamuśka dostanie raty to wtedy kto na tym ucierpi? Dzieci. Ale pani Uolkowna z rodu d_u_p_a o tym nie pomyśli.

Marek
Marek
3 miesięcy temu
Reply to  Jam Ci On

Umysłowo chory napisz normalnie co myślisz twój bełkot to tragedia .

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu

A skąd ci telemarketerzy mają numery telefonów do miejscowych ludzi?

głupie pytanie
głupie pytanie
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

Zrób podszywacz dochodzenie skąd i napisz wszystkim: “Cieszymy się”.

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu

Głupia to jest twoja odpowiedź, no ale czego spodziewać się po facecie co za babę na forum robił.

do roboty
do roboty
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

Powtarzam jeszcze raz: zrób dochodzenie i przekż a nie pytaj głupio. Nie rozumiesz znowu?

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu
Reply to  do roboty

Proszę wyjaśnij znaczenie slowa przekż.

wszystko jasne
wszystko jasne
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

Przekż to jet w skrócie, podszywacz, “przekżywiasz mnie”.

wszystko jasne
wszystko jasne
3 miesięcy temu
Reply to  wszystko jasne

a jet to jest jest

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu
Reply to  wszystko jasne

Aha, dziękuję, teraz już się nie dziwię że pan za babę na forum robił.

taka prawda
taka prawda
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

ale wrócisz do tematu, podszywacz, bo nie umiesz wartościowo komentować i albo komunały albo brak literki – poziom wieczorowej zawodówki.

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu
Reply to  taka prawda

Co masz do wieczorowego dokształcania? A brak literek to głównie twój problem.

taka prawda
taka prawda
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

Że niedokształcony wyszedłeś po dokształcaniu a bierzesz się za bary z doktoratem. Kiepskie rozumowanie a nie brak literki.

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu
Reply to  taka prawda

Facet weź się już nie ośmieszaj, za babę tu robiłeś a potem się osiołkiem mianowaleś, teraz z doktoratem wyjeżdżasz, fakt internet wszystko łyknie nawet takich cudaków jak ty Izo.

doktor nie od pandemiji
doktor nie od pandemiji
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

młocka w tę i z powrotem

Hermenegilda
Hermenegilda
3 miesięcy temu

Dobranoc osiołku, może jutro obudzisz się profesorem.

nic z "dobranoc"
nic z "dobranoc"
3 miesięcy temu
Reply to  Hermenegilda

profesjonalny już jestem, podszywacz

qwert
qwert
3 miesięcy temu

Oczywiście, pani Beata Tyrna niezadowolona z pokazu, zaraz po jego zakończeniu pobiegła na policję i złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa. Czy tak było pani Beato?

asd
asd
3 miesięcy temu

Powinna pani wskazać gdzie konkretnie odbywał się ten pokaz po czym zwrócić się oficjalnie do wynajmujących w tej sprawie.

Doris
Doris
3 miesięcy temu

W najgorszej sytuacji są osoby starsze, osoby mające różne choroby mózgu, ale radzące sobie w codzienności, osoby upośledzone, łatwowierne…. Istnieje duże ryzyko, że te osoby zostaną przez tych oszustów naciągnięte. Najgorsze,!że Ci oszuści wydzwaniają z uporem maniaka! Człowiek ich rozłącza, odrzuca, odbiera, rozmawia, tłumaczy, nakrzyczy, zwyzywa od oszustów i tych innych jak już żadne inne argumenty nie przemawiają a i tak znowu zadzwonią….

Jagoda
Jagoda
3 miesięcy temu

Dobra robota Pani Beato, choć moim zdaniem akurat osoby najbardziej podatne na tego typu manipulację tego artykułu nie będą czytały. Ale pisać o tym trzeba.

dedeem
dedeem
3 miesięcy temu

O! socjotechnika jak z tymi hulajnogami za wstrzykiwanie 🙂

Gruby
Gruby
3 miesięcy temu

Ja zawsze pytam czy na tym laptopie można porno oglądać i się delikwent rozłącza

Józef
Józef
3 miesięcy temu

Ściana tekstu a dalej nie dowiedziałem się najważniejszej informacji jak się nazywa ta firma która organizuje pokazy

Jan
Jan
3 miesięcy temu

I gdzie to prawo i sprawiedliwość dla starszych ludzi?