Cieszyn Kultura i rozrywka

Reżyser i jego amator

Fot. z arch. AKF Chybie

– Nie miałem świadomości, że oto stoi przede mną Pan Bóg – powie Franciszek Dzida trzydzieści lat po spotkaniu reżysera Krzysztofa Kieślowskiego na Ogólnopolskim Przeglądzie Filmów Amatorskich w Krakowie w 1977 roku. Wiedział jedynie, że spotkał swoją wielką szansę. I nie mylił się – dwa lata później Chybie i on sam znajdą się w świetle jupiterów. W 2019 roku minęło czterdzieści lat od premiery filmu „Amator” Krzysztofa Kieślowskiego.

Jest 1977 rok. Franciszek Dzida prezentuje „Nietutejszą”. Film opowiada o pracownicy sezonowej, która jak inni zjeżdżała do Chybia na kampanię buraczaną. Tam poznaje miejscowego donżuana. Spędzają razem noc, po której zostanie jedynie ból i rozczarowanie. „To był prosty, bliski życia film i myślę, że dlatego spodobał się Kieślowskiemu. Przyznał mi nagrodę, ucieszyłem się. Zapamiętałem to baczne spojrzenie zza okularów. I to, że miał na sobie szary sweter, często pił herbatę i palił papierosy. Zaprosiłem go wtedy na festiwal do Chybia, który odbywał się w listopadzie” – wspomina Franciszek Dzida w książce „Nietutejsi. Kieślowski w Chybiu i inne opowieści”. Reżyser przyjmuje zaproszenie. Stawia jednak warunek – prosi Franciszka Dzidę o spisanie wspomnień. I tak podczas wakacji nad morzem w Pobierowie powstaje maszynopis „Kolejna próba ukierunkowania. Z notatnika wiejskiego działacza kultury”. Franciszek Dzida opisuje w nim swoje życie, a także pasję do filmu i powstanie Amatorskiego Klubu Filmowego „Klaps”. „Nie mamy żadnego doświadczenia, nigdy nie widzieliśmy nawet kamery z bliska. Wreszcie nadchodzi ta wymarzona chwila. Trzymam w rękach maleńkie cacko i taśmę, zwykłą polską, dla nas najlepszą” – pisze Franciszek Dzida.

Opowieść chybianina staje się inspiracją dla Krzysztofa Kieślowskiego do nakręcenia „Amatora”. Fabuła filmu koncentruje się na Filipie Moszu, zaopatrzeniowcu w prowincjonalnej fabryce. Bohater kupuje amatorską kamerę, aby uwieczniać nowo narodzoną córkę. Gdy władze firmy dowiadują się o zakupie – proponują Filipowi Moszowi nakręcenie filmu o jubileuszu fabryki. Jego obraz zdobywa wyróżnienie na festiwalu filmów amatorskich, a w bohaterze budzi się pasja filmowca…

W Chybiu nikt nie widział kamer ani ekipy filmowej Krzysztofa Kieślowskiego, kiedy ten jesienią 1978 roku kręci swój znakomity obraz. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że pierwowzorem Filipa Mosza jest Franciszek Dzida. Nazwisko chybianina pojawia się w końcowych napisach filmu – „jako konsultant” obok dwóch innych – J. Kołata i P. Klara. A samo Chybie na jeden dzień – 29 września 1979 roku – zamienia się w Cannes. To właśnie tutaj w niewielkiej sali kina „Unia” odbywa się pierwszy pokaz „Amatora”.

Przygotowania do uroczystej prapremiery trwały kilka tygodni. Na żółtych karteczkach niebieskim flamastrem stworzonych zostaje dwieście biletów. Większość z nich trafia do wojewódzkich dygnitarzy, dla chybian zostaje ich jedynie szesnaście… Z kwitkiem zostaje odesłana około setka osób. „Klapsowicze” salę ozdabiają przyniesionymi z domów paprotkami, a przy wjeździe do cukrowni wieszają sześciometrowy banner z ręcznie wykonanym napisem – „Amator – Krzysztof Kieślowski”. Jest także obowiązkowy czerwony dywan. Przed kino zjeżdżają auta – prawie same czarne wołgi. Reżyserowi – w garniturze, pod krawatem, towarzyszą: Jacek Petrycki, Michał Żarnecki, Krzysztof Wierzbicki. Z powodu choroby nie ma jednak Jerzego Stuhra, odtwórcy głównej roli. Swoją absencję nadrabia dopiero po latach – w 2002 roku.

Po premierze goście udają się do miejscowego „Smakosza” – jest piwo, zakąski, drugie danie, kawa, ciastka. Rozmowy trwają do białego rana. Przed odjazdem reżyser wpisuje do księgi pamiątkowej: „Z okazji premierowego pokazu filmu, który Klapsowi i Franciszkowi Dzidzie należał się w pierwszej kolejności; życzenia tego wszystkiego, co mają: miłości do filmu i żarliwości w uczuciu – realizatorzy”.

Krzysztof Kieślowski do Chybia wraca kilkakrotnie jako juror „Fabuły”. Mieszkańcy wspominają, że lubił odwiedzać księgarnię, a także „Smakosza”. – Miał zwyczaj, że brał kartę dań, zastanawiał się pół godziny, po czym zawsze zamawiał kotleta schabowego, ziemniaki i kapustę zasmażaną – wspomina Jan Picheta, który brał udział w spotkaniach z reżyserem. Za każdym razem, gdy Krzysztof Kieślowski przyjeżdża, prosi Franciszka Dzidę, aby puścił mu swój film „Pejzaż niespełniony”. Nie ogląda całego obrazu, ale jedno ujęcie. Na ekranie widać fragment muru, wzdłuż którego idzie kobieta w zaawansowanej ciąży. Podobną sceną miał zaczynać się „Amator”. Ale ostatecznie zaczął się sceną lotu sokoła spadającego z nieba na kurę.

„Klapsowicze” wspominają reżysera jako ciepłego i serdecznego. Zawsze jednak pilnującego pewnego dystansu, zwrotów per „pan/pani”. Do końca życia reżysera, Franciszek Dzida pokazuje mu każdy film – nazywa swoim oberrecenzorem – drobiazgowym, merytorycznym, czasem bezlitosnym. Kiedy chybianin dostaje szanasę i kręci profesjonalny film „Bliscy i oddaleni”, Krzysztof Kieślowski pisze do niego: „Generalnie biorąc, znalazł się Pan w sytuacji, gdzie zniknął już wdzięk, świeżość i oryginalność amatora, a jednocześnie nie ma Pan dość środków, a czasem także zdecydowania, by film był w pełni zawodowy. To nie zarzut – raczej realistyczna ocena sytuacji. Ma Pan natomiast na pewno wyczucie, zrozumienie i umiejętności przekazania klimatu, a co ważniejsze, ma Pan coś do powiedzenia”. Reżyser o Chybiu nigdy nie zapomina. Zdarza się, że posyła pewne delikatne, zalotne mrugnięcia okiem do swojego „Amatora”. Jak choćby w telewizyjnym spektaklu „Kartoteka”. Krzysztof Kieślowski zmodyfikował tekst Różewicza – Gustaw Holubek, odtwórca głównej roli, czyta na głos w gazecie: „Cukrownia Chybie rozpoczęła kampanię buraczaną”…

W artykule wykorzystano informacje zawarte w książkach: B. Bereza, G. Szymanik „Nietutejsi. Kieślowski w Chybiu i inne opowieści”, S. Zawiśliński „Kieślowski. Bez końca”, K. Surmiak-Domańska „Kieślowski. Zbliżenie”.

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o