Cieszyn Sport

Sezon 2026/27 w Podokręgu Skoczów zainaugurowany. Pewny awans Kuźni w Pucharze Polski | ZDJĘCIA

Wysoką wygraną Kuźni Ustroń zakończył się jej pucharowy pojedynek z Błękitnymi Pierściec, inaugurujący sezon 2026/27 w Podokręgu Skoczów. Czwartoligowiec na boisku ekipy z klasy A dominował, wygrywając pewnie 6:0. 

Przed przerwą Ustronianie trzykrotnie pokonywali bramkarza Błękitnych. W 19. minucie strzałem po ziemi wynik otworzył Maciej Kaczmarczyk, w 28. uderzeniem zza pola karnego prowadzenie Kuźni podwyższył Paweł Brzóska, a w 36. z bliska futbolówkę do siatki wpakował David Ubong James, dobijając ją po interwencji Mateusza Niesyta po strzale z dystansu Macieja Kaczmarczyka.

Po przerwie goście nieco spuścili z tonu, choć nadal dominowali. Kibice dość długo musieli czekać na kolejne trafienia, które przyszły w 63. i 65. minucie gry, gdy dublety zanotowali David Ubong James i Paweł Brzóska. Prowadząca wysoko Kuźnia musiała jednak ostatni kwadrans grać w liczebnym osłabieniu po bezsensownej drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartce dla Jerzego Tomczyka, którą zawodnik z Ustronia ujrzał w 75. minucie spotkania. Mimo tego przyjezdni potrafili zdobyć jeszcze jedną bramkę. W 81. minucie strzałem z dystansu rezultat ustalił Alan Komraus.

– Wiadomo, że puchar rządzi się swoimi prawami i faworyt czasami ma ciężko. Ja jednak zawsze powtarzam, że nie można lekceważyć żadnego przeciwnika. Najważniejsze jest, by podejść do spotkania skoncentrowanym, jak do każdego innego i trzymać się zasad, które mamy określone. Jeżeli tego nie będziemy robić, to wtedy się nam gra zacznie rozjeżdżać. W meczu z Błękitnymi Pierściec trzymaliśmy się tych zasad, przenosząc wszystkie te rzeczy, nad którymi pracujemy na treningach, na boisko. Zaangażowanie moich zawodników było odpowiednie i z roli faworyta się wywiązaliśmy – powiedział Michał Pszczółka, trener Kuźni.

– To był dla nas bardziej taki fajny trening, jeśli chodzi o okres przygotowawczy. Myślę, że wybieganie czy przesuwanie taktyczne, jeśli chodzi o defensywę, nie wyglądało najgorzej. Wiadomo, że z biegiem czasu brakowało sił, bo drużyna z Ustronia była mocno mobilna, szybka, wybiegana. Mimo, że rywal nie miał optymalnego składu, to tam każdy walczy o pierwszą jedenastkę i nie odpuszcza. Mają równą kadrę, więc na boisku różnicę klas było widać, ale uważam, że i tak pokazaliśmy się z dobrej strony – ocenił Mateusz Saltarius, szkoleniowiec Błękitnych.

google_news
Kronika Beskidzka prasa